Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Nasi biją naszych

wtorek, 23 września 2003 10:04
Genezyp Kapen

Wielkie zwycięstwo nad zarozumiałą Wisłą okupiłem ostrym stanem euforycznym oraz refleksją. Okazało się, że klęska mistrzów Polski na Łazienkowskiej to krach polskiej myśli szkoleniowej. Boiskowymi ojcami zwycięstwa zostali przede wszystkim Dickson Choto, Alexandar Vuković i Stanko Svitlica – oraz Kalu Uche, bo nie zagrał. Zawiedli Szymkowiak, Żurawski i Jop. Po stronie Legii najgorzej spisali się: Saganowski i największy mieszczanin ligowy Jóźwiak. Temu pierwszemu w całym meczu wyszło jedno podanie, drugiemu szczęśliwie nie udało się załatwić dwóch goli dla Wisły.

Co z tego wynika? Zawiedli z kretesem kadrowicze, czyli w skrócie najlepsi polscy piłkarze, najlepiej wypadli cudzoziemcy, czyli przeciętni piłkarze zagraniczni. Co więcej, można założyć, ze poległ koncept taktyczny (schematyczne 1-4-4-2) polskiego trenera z doświadczeniem zagranicznym, zwyciężył zaś powrót do koncepcji (1-3-5-2) serbskiego - znów cudzoziemiec - trenera z polskimi doświadczeniami. Wniosków można nie wyciągać, i tak zdadzą się psu na budę, a akademia trenerska PZPN będzie sobie kwitła w najlepsze ku chwale twórcy sukcesów szkoleniowych polskiej piłki - Ryszarda Kuleszy.


Wielkich słów użyto wobec oprawców, czyli tych, którzy przygotowali oprawę meczu na trybunach, a także wobec tych, którzy tę oprawę zrealizowali. Atmosferę trybunową na Legii prasa porównała do atmosfery na San Siro, zaś gry piłkarzy ani się ważyła porównać chociażby do derbów Belgradu.

Jesteśmy otóż o krok od przełomowego wydarzenia. Tylko patrzeć, kiedy to drużyny z Łęcznej, Krakowa, Łodzi, będą sobie przyjeżdżały na Łazienkowską popatrzeć na kibiców. Przynajmniej będziemy oferować produkt na najwyższym europejskim poziomie, czego wciąż niestety nie da się powiedzieć o produkcie, który sprzedają nam piłkarze. Pozostaje kwestia ustalenia relacji cen biletów dla kibiców i piłkarzy. W końcu kto tu przychodzi na ciekawsze widowiska?

Oglądając parę spotkań ostatniej kolejki ligowej w Europie śmiem twierdzić, iż już wkrótce może dojść do sytuacji, kiedy zagraniczne kluby kibica będą zatrudniać zagorzałych ultras w charakterze pracowników sezonowych na okres najgorętszych spotkań ligowych i pucharowych. Wszak tamtejszym piknikom sytym gwiazdorstwa wirtuozerii i popisów nie chce się nawet dobrze głowę odwrócić w stronę boiska, tym bardziej, że lenistwo ich trawi, a tam grają szybko, więc trzeba całą uwagę skupić na nadążaniu za akcją. U nas na trzy przewinięcia flagi przypada aut i trzy faule, tam może być po meczu z wynikiem 3-2. Zatem nie ma się co łudzić, że to piłkarze wprowadzą kraj do Europy. Wprowadzą hipnotyczni kibice. Może nastanie dzięki temu także dobry czas dla poetów, wszak zarabiający na saksach kibice będą mogli zamawiać profesjonalnie sklecone rymowanki na sędziego i ulubionych piłkarzy. Kto wie, może nawet rozpiszą parę przetargów na skomponowanie hymnów.


Przykładowe zamówienie z San Siro:

„Do klubu kibica Leggia, ul Lazienkowska 3 itd. jw. Treść faksu: Potrzeba 700 zaprawionych pieśniarzy do śpiewania i ryczenia podczas derby z Interem. Wymagania: wiek od 17 do 23 lat, o twardych gardłach, z umiejętnością przywalenia w ryło, ale z umiarem. Praca polega na rozwijaniu i zwijaniu sektorówek podczas nieustannego śpiewania „forza Milan forza” przez 90 minut (możliwy czas doliczony, ew. dogrywka i przekrzykiwanie się z wrogiem parę minut po gwizdku), odpalaniu rac, petard i wszystkich innych świecidełek – naszemu ostatniemu racusiowi upaliło dwa palce podczas dopalania Marlboro w czasie nerwowej końcówki meczu z Juventusem. Uwaga: Uciążliwe warunki pracy – dym kolorowy oraz możliwa przewaga liczebna przyjezdnych itd.”.


PS. Krakowiaczek jeden miał koników siedem, przyjechał na Legię, został mu się jeden.

Podaj ten news dalej: