Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Szczęście, że uratowaliśmy remis

sobota, 27 września 2003 08:26
Jacek Zielińskiźródło: Gazeta Wyborcza

Jak Pan ocenia mecz?

Jacek Zieliński: To jest sport. Spodziewaliśmy się, że Górnik zagra inaczej niż w meczu Pucharu Polski. Już nie tak otwarcie. Ustawili się na swojej połowie i czyhali na kontry. Po stracie gola nic się nie zmieniło. Szkoda, że tego prowadzenia nie udało się utrzymać dłużej. Bo wtedy byłaby okazja, by zaatakować w drugiej połowie. Górnik na pewno zagrałby odważniej, a tak - wciąż "murował". Strata bramki strasznie pokrzyżowała nam plany. Niestety, i ja mam w tym golu swój udział. Zamiast wybijać piłkę, chciałem ją rozegrać. Popełniłem błąd, ale jeszcze bardziej pomylił się sędzia. Karnego absolutnie nie było. Górnik znowu grał cofnięty. Liczyli na szybkiego Sikorę i kontrowali. To bardzo mały, szybki napastnik. I raz wykorzystał swoje atuty. Uciekł mi i było 1:2. Doprowadzenie do remisu kosztowało nas strasznie dużo wysiłku. Ale w końcu się udało, w ostatniej minucie. Lepiej późno niż wcale.


Nie było winy Pana i Artura Boruca przy utracie drugiej bramki? To wyglądało na nieporozumienie z bramkarzem.

- Jak pomocnik rzuca piłkę za plecy obrońcy, to musi być ktoś, kto będzie asekurował. U nas nie było nikogo. A pojedynek biegowy zawsze można przegrać. Obaj z Arturem byliśmy blisko tej piłki, ale nie wybił żaden. Najlepiej zachował się Sikora.


O którego gola ma Pan do siebie większe pretensje?

- Zdecydowanie o pierwszego. Źle zachowałem się w tej sytuacji, źle wszystko oceniłem. Ale jeszcze większy błąd zrobił sędzia. Powtarzam, że jak piłka leci za mnie, to mogę przegrać pojedynek biegowy. Przy drugim golu nie miałem tak dużego udziału jak przy pierwszym. Jak dwóch zawodników biegnie do piłki, to... czasem lepiej, by jeden się zatrzymał. Zdarzają się i takie gole. Na szczęście znaleźliśmy jeszcze w sobie tyle determinacji, by wyrównać.


Bardziej jest Pan zły z powodu remisu czy zadowolony z tego, że Legia nie przegrała?

- Mam mieszane uczucia. Biorąc pod uwagę to, jak graliśmy, ile mieliśmy sytuacji, to oczywiste, że żal straconych punktów. Mieliśmy jednak szczęście, że uratowaliśmy choć jeden.


Pamięta Pan mecz Legii, w którym rywal nie stworzył sytuacji, ale strzelił dwa gole?

- Przecież dzisiaj stworzył okazję, choćby przy drugiej bramce.


Na ile kontuzja Jacka Magiery i przejście Dicksona Choto do środka pokrzyżowało plany Legii?

- Szkoda, że Jacek się "rozsypał". Wprowadziło to trochę zamieszania. Akcje nie były tak płynne. Dickson grał na tej pozycji pierwszy raz. Uspokoiło się wszystko po wejściu drugiego Tomka Sokołowskiego. Pierwszy przeszedł do środka, a Dickson wrócił do obrony.


Rozmawiał Robert Błoński

Podaj ten news dalej: