- Kibice liczyli, że będzie pan dobry...
Manuel Garcia: I jeszcze będę. Najlepsze mecze jeszcze przede mną. Jestem tego pewien!
- Może myślał pan: "Jakaś polska liga, strzelę 20 goli i się wypromuję".
- Nie traktowałem tak Legii. Piłka nożna to sport nieprzewidywalny. Na razie tu jest mi dobrze i tu chcę grać. Jestem kontuzjowany, więc na dzień dzisiejszy ciężko myśleć o jakichkolwiek zmianach.
- Dziś jednak niektórzy twierdzą, że pan nie umie grać w piłkę.
- Kto? Nie zgadzam się z tym. To kwestia adaptacji. Z każdym piłkarzem jest inaczej. Dajcie mi trochę czasu. Nie można wyciągać od razu takich wniosków. Miałem zaledwie półtora spotkania na udowodnienie wartości. To za mało.
- Mało?! Wielu marzy, aby zagrać w Legii choć tyle.
- Nie spodziewałem się, że tutaj jest taka presja. W Argentynie do tego nie przywykłem. Muszę zgrać się z zespołem, ale co najważniejsze, wyleczyć kontuzję. Już wszystko jest na najlepszej drodze i niebawem progres powinien być widoczny. Jestem tu dopiero dwa miesiące.
- I przez ten czas nie zdążył pan się zgrać z kolegami?
- Nie. Zresztą w Argentynie miałem na boisku trochę inne funkcje. Muszę zmienić trochę swój styl. W Polsce gra się też inaczej, na pewno bardziej agresywnie.
- Może trener źle pana ustawiał?
- Z trenerem Kubickim współpracuje mi się dobrze. Układy są w porządku.
- A poza boiskiem? Rozmawia pan w ogóle z trenerem, z kolegami?
- Nie. Jedyni moi znajomi to dwie rodziny z Argentyny, które tutaj poznałem. Wszyscy moi przyjaciele są w Argentynie.
- Przydałoby się towarzystwo?
- (śmiech) Tak, Polki są ładne.
- I nawet się pan uśmiecha, a myśleliśmy, że pan nie potrafi.
- Ja po prostu nie uśmiecham się, kiedy nie rozumiem co dzieje się dookoła, dlatego jestem skryty i zachowuje powagę. Nawet jak jadę samochodem, to nie słucham radia, bo nic nie rozumiem.
- Ma pan pseudonim Hrabia, to nawet pasuje, bo unika pan wywiadów i pozowania do zdjęć.
- To nie jest prawda. Unikam, bo czasem nawet nie wiem, z kim mogę rozmawiać, a z kim nie. Jeżeli wywiad ma być po hiszpańsku, to zawsze chętnie go udzielę. Pseudonim zaś wziął się stąd, że był w Argentynie piłkarz, który miał taki przydomek, a ja jestem do niego podobny.
- Być może szybko się pan z nim spotka. Myślał już pan o powrocie do domu?
- Nie. Jeszcze się nie poddałem. Dopiero tu przyjechałem. Muszę coś udowodnić. Ale nigdy nic nie wiadomo...
Rozmawiała Anna Kryszałowicz
Wywiad
Nic nie kuma
sobota, 27 września 2003 09:18
Manuel Pablo Garciaźródło: Przegląd Sportowy