Wygląda, że w piątek zremisowaliśmy sami ze sobą. Legia pokazała i duszę anielską, i czerep rubaszny i to w tyglu, w którym najgorętsze serca połapać się nie mogły. Miało być zwycięstwo, jest remis, ale za to uzyskany w doliczonym czasie, kiedy nadzieje dogasały, a stadion plwał jadem i ślinił się w przedwczesnej satysfakcji. Zatem i radość, i smutek, i emocje, i nijakość. Po strzale Svitlicy poczułem się jakby ktoś podrapał mnie w bardzo swędzące miejsce na plecach. Pewnie za sprawą uciszenia barbarzyńskiego wycia dzikusów na trybunach zabrskiego stadioniku. Jednak przyczyny owego swędzenia wciąż nie dają delektować się samą sekwencją finałową. Stracone dwa punkty, bezsilna wściekłość na bubka z gwizdkiem, miażdżąca przewaga w polu, ale brak efektów i stare grzechy.
Legia będzie się mordowała z każdymi murarzami, jeśli nie zacznie więcej strzelać z dystansu, co wiadomo od dawna tyle, że w praktyce nie udaje się wyegzekwować nalezytego ognia. Vuković i Surma muszą wziąć się za robotę w tym względzie, bo z takiego cpykania niewiele pożytecznego wynika. W drugiej połowie dwa silne strzały zostały oddane z pola i jeden z wolnego i każdy otwierał drogę do bramki. Po drugim padł gol, przy pierwszym też by padł, gdyby nie dopatrzono się spalonego Svitlicy.
Głównym hamulcowym gry był w Zabrzu Vuković. Prawdopodobnie ustanowił rekord w niecelnych podaniach i stratach piłki. A niewykorzystanie sytuacji z 58 min, to był kryminał. Zabawa w podania półtorametrowe na odegranie jest dobra na jeden-dwa mecze. Teraz już nawet Kolporter Kielce zna tajniki owej ulubionej Vukoviciowej zagrywki. Ufam, że mimo wszystko nie dojdzie do wyrównanego pojedynku na Szkieletczyźnie.
Gra kombinacyjna polega na szybkiej wymianie podań do ruchliwych wybiegających, a nie wolnej wymianie do stojących w polu karnym. Pożądane są kombinacje sekwencji podań z pierwszej piłki przeplatane sekwencjami z przyjęciem i podholowaniem – ze zmianami tempa, a nie monotonnym klepaniem na pałę, byle z pierwszej w największy tłok.
Drugim czynnikiem hamującym była próba przedzierania się środkiem, podczas gdy nawet grając systemem 3-5-2 można wykorzystać skrzydłowych. Kopanina środkiem sprzyja zagęszczeniu obrony i blokowaniu każdej piłki przez broniących się. Tak grający zespół rozrywa się przenoszeniem ciężaru gry z jednej strony na drugą, bombardowaniem z dystansu i czyhaniem na dobitki. Przecież Lech (bramkarz) wszystko wypluwał co po soczystym kopnięciu leciało w bramkę.
Oba powyższe punkty to pewnego rodzaju powrót do pisania o grze Legii Okukowej – z jej zaletami i wadami. A tu wrażenia takie jak pogoda w marcu. Trudno całkiem ganić. Czarny scenariusz zakłada dalsze wikłanie się w koronkową grę bez odpowiedniej do niej techniki graczy i gubienie po 2 punkty z każdym teamem mającym człon Górnik w nazwie, druga, optymistyczna zakłada że Vuković i bez oddechu na plecach ewentualnego zmiennika zacznie podawać jak na straniero przystało i może potrenuje sztukę strzału – ostatnio co nieco zaczęło mu nawet wychodzić.
Sprawa trzecia: zmiany. Nie potrafię odgadnąć, dlaczego nie zagrał Dudek. I jaki sens miało wprowadzenie Szali bez decyzji o zmianie taktyki na 4-4-2. Tym posunięciem Kubicki zneutralizował zalety Choto, naraził Szalę na grę w obronie na własnym polu karnym oraz sparaliżował siłę ofensywną pomocy. Ufam, że wyciągnie wnioski.
Kardynalny błąd Boruca i złe zagrania Zielińskiego pominę, nie ma się co znęcać. Obaj zawalili po bramce.
Sprawa najprzyjemniejsza i najabsurdalniejszą zarazem. Podziwiam zaciekłość władz klubu z jaką próbowały pozbyć się najlepszego napastnika jakiego klub miał od wielu lat: Stanko Svitlicę. Tymczasem pozostaje on jedynym zawodnikiem, który nie gotuje się pod bramką i potrafi w polu karnym zrobić z piłką co chce, z wyjątkiem dobrego rozegrana piłki, oczywiście. Nie wiem dlaczego władze uważają naiwnie ze za kilkaet tysięcy euro łatwo da się Svitlicę zastąpić. Wśród polskich graczy następcy nie widzę i pewnie szybko nie zobaczę.
I nikt nie docenia faktu, że facet świetne zaaklimatyzował się w mieście, gdzie lwia część mieszkańców ma z aklimatyzacją nieustanne kłopoty.
Felieton
Nie przenoście nam Svitlicy ze stolicy
poniedziałek, 29 września 2003 23:05
Genezyp Kapen