W piątek na Łazienkowską przyjeżdża lider ligi Amica, a Pana drużyna ma same kłopoty.
Dariusz Kubicki: To znaczy? Jedynym problemem są chyba dwie żółte kartki Jacka Zielińskiego w Kielcach. Nie zagra przez to w piątek.
A z bramkarzami nie ma Pan problemów? Artur Boruc zawalił bramkę w Zabrzu, a Andrzej Krzyształowicz mógł chyba lepiej spisać się w Kielcach.
- To, że Artur Boruc popełnił błąd w Zabrzu, nie znaczy, że zrobi to samo w następnym meczu. Ja mam dwóch bardzo dobrych bramkarzy i naprawdę akurat na tej pozycji nie ma żadnych kłopotów.
Nie jest Pan zdenerwowany tymi błędami?
- Jestem. Ale nie jest tak, że mam ich dość i teraz zmienię bramkarza. Artur jest młody, nie rozegrał jeszcze nawet kilkudziesięciu meczów w lidze, jestem z niego zadowolony. A błędy? Niech się uczy, zdobywa doświadczenie i je popełnia, dopóki drużyna nie traci przez to punktów.
Jednak w Zabrzu straciła.
- Na pewno bardziej przez błąd sędziego niż Artura. W Zabrzu wcale nie zremisowaliśmy dlatego, że źle spisał się bramkarz.
Z kolei Krzyształowicz mógł chyba obronić strzał Kuzery w Kielcach.
- Też mi się tak wydaje. To było trudne uderzenie, ale przy lepszym ustawieniu i lepszej koncentracji - do obrony.
W bramce problemów więc nie ma, są w defensywie.
- Strasznie mi szkoda, że nie zagra Jacek Zieliński. To filar Legii od kilkunastu lat. No, ale siła wyższa. Nie chcę narzekać, inni dostaną szansę i - mam nadzieję - że ją wykorzystają, choć tak naprawdę to nie wiem, czy Jacek w ogóle jest do zastąpienia.
Legia dostała w tym sezonie już cztery czerwone kartki...
- I to jest powód do zaniepokojenia. Jest jednak kilka usprawiedliwień dla zawodników. Parę razy sędziowie chyba zbyt pochopnie sięgali do kieszeni. Na pewno też nie gramy brutalnie, ale z wielkim zaangażowaniem. Nie ma jednak co narzekać, bo kartki i kontuzje są wkalkulowane w ryzyko pracy z każdą drużyną. Na szczęście kadrę mam, może nie bardzo szeroką, ale szeroką i są zawodnicy czekający na swoją szansę. Takie sytuacje jak ta otwierają innym drogę do pierwszej jedenastki. W ten sposób miejsce wywalczył sobie Jacek Magiera, szkoda, że teraz on jest kontuzjowany. Nie zawsze jest z górki, czasem trzeba mieć i pod górkę. Ja uważam, że suma szczęścia zawsze jest równa zero. Tu ktoś zabierze, tam odda...
Ale mam nadzieję, że to już koniec tych czerwonych kartek, bo granie w osłabieniu kosztuje drużynę za dużo sił.
Wracając do obrony - w piątek z tyłu zagrają Szala, Choto i Jóźwiak?
- Nie wiem, ale w Kielcach ich współpraca nie wyglądała źle. Poza tym mam jeszcze Darka Dudka. Wybiorę najkorzystniejszy wariant.
Kiedy do zespołu wraca kontuzjowany ostatnio Tomasz Jarzębowski?
- Już biega, od przyszłego tygodnia zacznie z nami ćwiczyć.
Jak Pan oceni grę Tomasza Sokołowskiego II w Kielcach. Zagrał od początku dopiero po raz drugi.
- Ciężko o jednoznaczną ocenę, bo Tomek grał tylko godzinę. Aby oceniać, zawodnik musi zagrać przynajmniej w trzech-czterech spotkaniach, ale spodziewałem się po nim więcej. I na pewno stać go na więcej. Był mało pożyteczny, a przecież wszyscy wiemy, że potrafi grać jeden na jednego, mijać rywali i podawać tak, że napastnikom pozostaje tylko dołożenie głowy czy nogi. Tego mi brakowało w Kielcach.
Ale wariant z dwoma Tomaszami Sokołowskimi, Kiełbowiczem, Surmą i Vukoviciem w pomocy jest bardzo ofensywny.
- Tak, bo ja chcę wygrać każdy mecz. W Kielcach również. Niestety, moment nieuwagi w obronie i znowu nieskuteczność zdecydowały o tym, że nie wygraliśmy. Ale rzeczywiście, to było ofensywne ustawienie. Nie powiem, czy w takim samym zagramy przeciwko Amice. Nie wiedzą tego jeszcze także piłkarze.
Ale nie zmieni Pan systemu 3-5-2 na 4-4-2?
- Nie, bo chyba gra trójką obrońców nieźle nam wychodzi. Rywale stwarzają naprawdę mało okazji mimo dwóch goli straconych w Zabrzu. Ale to były prezenty od sędziego i nieporozumienie naszego bramkarza z obrońcą. Z gry defensywnej całej drużyny jestem zadowolony.
Czyli ta zmiana ustawienia wyszła zespołowi na dobre?
- Wymusiły ją kontuzje Tomka Jarzębowskiego i Wojtka Szali, ale teraz to nasze 3-5-2 jest nowocześniejsze niż kiedyś. Nie ma libero i dwóch kryjących, biegających za rywalem po całym boisku. Defensorzy grają w linii i to przynosi efekty. Poza tym taka gra jest bardziej ekonomiczna.
Czy z linii pomocy jest Pan zadowolony?
- Bardzo. A najbardziej ze skuteczności. Każdy z pomocników strzelił już przynajmniej jedną bramkę w tej rundzie. Ja zresztą nie jestem z tych, co wiecznie narzekają i są z kogoś niezadowoleni. Zdaję sobie sprawę, że stać nas na bardziej widowiskową, skuteczniejszą grę. Dlatego z meczu na mecz moje wymagania wobec zespołu, zawodników, są większe.
Z Markiem Saganowskim Pan rozmawiał? Wszyscy czekają na jego gole.
- Nie mam do niego absolutnie żadnych zastrzeżeń. Na boisku haruje za dwóch, zawsze pilnuje go kilku obrońców. Dzięki temu inni mają więcej miejsca. A ja wierzę, że już niedługo się przełamie, zacznie strzelać, odblokuje się. Rozmawiałem z nim po meczu w Kielcach. Powiedziałem: "Wyluzuj się, zrelaksuj, bo za bardzo spięty, zdenerwowany jesteś". Marek za bardzo chce.
A Stanko Svitlica?
- Nie mam żadnych zastrzeżeń. Wiadomo, jakie miał perypetie latem. Szybko jednak doszedł do formy i znowu strzela gole.
Spodziewał się Pan, że Amica przegra w PP z Dospelem 0:3?
- Nie. Myślałem, że może zostać pokonana, ale nie aż tak wysoko. Na pewno jednak się nie sugeruję tym wynikiem. Każdy mecz jest inny. A Amica gra równo, jest poukładana i straciła najmniej goli w lidze.
Czy jest zasłużonym liderem ekstraklasy?
- Tak. Zdobyła najwięcej punktów. Poza tym mnie to nie dziwi, spodziewałem się, że będzie dobrze grać.
Rozmawiał Robert Błoński