- Nie obawialiście się, że po odejściu Dragomira Okuki zabraknie dla obu jego rodaków miejsca w wyjściowym składzie Legii?
Aleksandar Vuković: Obawy oczywiście były, bo w końcu to Drago sprowadził nas do Polski, ale nie załamywaliśmy rąk. Od dawna mieliśmy świadomość, że trener nie wystawia nas po znajomości, ale nie brakowało uszczypliwych uwag, iż występujemy wyłącznie dlatego, iż jesteśmy Serbami. Z tego punktu widzenia bardzo dobrze się stało, iż Okuki już w Legii nie ma. Skończyły się złośliwości, a radzimy sobie wcale nie gorzej niż podczas kadencji naszego rodaka.
Stanko Svitlica: Tuż po wyjeździe Drago nawet wypadłem ze składu, ale nie miało to nic wspólnego ze zmianą szkoleniowca. Latem miałem kontuzję, przymierzałem się też do zmiany klubu i straciłem zgrupowanie we Francji. Zrozumiałem więc, iż pod względem psychicznym i fizycznym nie byłem przygotowany do gry. Po powrocie do zdrowia i formy szybko jednak odzyskałem utracone miejsce. I podobnie jak Aco udowodniłem wszystkim niechętnym, iż u Okuki nie grałem na kredyt.
- Można nawet odnieść wrażeni, iż zyskaliście na zmianie szkoleniowca, bo jeszcze nigdy nie byliście w tym samym czasie tak skuteczni jak w drugiej połowie września.
Vuković: Spokojnie, do meczu pucharowego z Kolporterem strzeliłem przecież zaledwie trzy gole. Dorobek nie był więc wcale taki imponujący, choć z drugiej strony nigdy wcześniej w tak krótkim czasie nie wpisałem się aż trzykrotnie na listę strzelców. Można więc chyba pokusić się o wniosek, iż po odejściu Okuki gram swobodniej niż podczas jego kadencji.
Svitlica: Jestem napastnikiem, więc dla mnie nie ma wielkiej różnicy, kto jest trenerem - i tak zawsze strzelam swoje. Wydaje mi się jednak, iż teraz biegam nieco innym, lepszym... paliwie. Odkąd przyjechałem do Polski powtarzano, że jestem wolny. Niewiele osób zauważało, iż niedostatki szybkości nadrabiam świetną techniką oraz strzeleckim instynktem. Byłem już jednak trochę podrażniony krytyką, więc pokazałem podczas meczu z Wisłą, iż z przynajmniej jednym obrońcą z Krakowa - Mariuszem Jopem - jestem w stanie wygrać biegowy pojedynek.
- Stanko jest szybszy po treningach Kubickiego, a Aco - bardziej wypoczęty. To też ma ogromny wpływ na formę?.
Vuković: Kolosalny! Badania przeprowadzone w ubiegłym sezonie pokazały, iż jestem przetrenowany. Pierwszym zaleceniem, które otrzymałem od Kuby było... odsapnięcie. Miałem dłuższe wakacje od kolegów z zespołu, podczas których w ogóle się nie wysilałem. Dzięki temu również mogę powiedzieć, iż w obecnych rozgrywkach czuję się tak, jakbym pracował na lepszym paliwie.
- Z waszych słów można wywnioskować, iż Legia jest lepiej przygotowana do sezonu niż ubiegłym sezonie.
Svitlica: Legia zawsze była mocna. Gdy przyjechałem do Warszawy nie brakowało głosów, iż klub może spaść do drugiej ligi. Zamiast degradacji wywalczyliśmy jednak mistrzostwo Polski i Puchar Ligi! Przed rozpoczęciem obecnych rozgrywek też mówiono o spodziewanej katastrofie, a daliśmy Wiśle historyczną nauczkę.
Vuković: Dopiero się okaże, kto jest najlepszy w Polsce. Już dziś jednak można zaryzykować stwierdzenie, iż Legia jest głównym faworytem . W porównaniu do roku ubiegłego znacznie poprawiliśmy organizację gry, prezentujemy bardzo nowoczesny i ofensywny styl., dzięki któremu lepiej panujemy nad sytuacją na boisku. Postęp jest widoczny zwłaszcza w meczach z silnymi rywalami. W spotkaniach ze słabeuszami tracimy jeszcze za dużo punktów. Nie lekceważymy ich, ale coś się nie układa. Jest więc dobrze, ale to nie oznacza, iż nie może być lepiej.
- A nie denerwują was problemy finansowe Legii?
Svitlica: W Warszawie jest właściwie wszystko - dobra organizacja, świetni kibice, wspaniała drużyna. Brakuje właściwie tylko kasy. To niedopuszczalne, że do dziś nie otrzymaliśmy premii za mistrzostwo Polski. Jesteśmy profesjonalistami, żyjemy z piłki, więc za dobrą robotę powinniśmy dostawać wynegocjowane pieniądze. Trochę kasy trzeba przecież odłożyć już z myślą o emeryturze.
Vuković: Trudno skoncentrować się na walce o kolejny tytuł, skoro pierwszy nie został nagrodzony zgodnie z umową. Temat jest przykry, wraca podczas rozmów w szatni i nikt nie kryje zawodu z powodu ciągłych zaległości. I na pewno w jakiś sposób długi działaczy wobec piłkarzy odbijają się na grze Legii. Myślimy o kasie zamiast skoncentrować się wyłącznie na treningach i meczach.
- To oznacza, że macie już dość Polski i niewesołej rzeczywistości naszych klubów?
Vuković: Kraj jest piękny. Warszawa również, a w Legii znaleźliśmy drugi dom. Gdy przyjechałem na Łazienkowską zadeklarowałem, że moim marzeniem jest tytuł mistrza Polski., teraz nie mogę się doczekać drugiego triumfu w lidze. Tyle że muszę również myśleć o przyszłości. Za rok kończy mi się kontrakt z Legią i... chciałbym przynajmniej posmakować jak to jest być wolnym zawodnikiem. Nie podjąłem jednak decyzji o przedłużeniu umowy. Do mojego ukochanego Partizana na pewno nie wyjadę, bo w Belgradzie po prostu mnie nie chcą. A dokąd mógłbym się wybrać w sytuacji, gdy polskie kluby - Dospel Katowice i Wisła Płock - skompromitowały się w Pucharze UEFA? Mogę marzyć co najwyżej o wyjeździe do Niemiec lub Grecji, bo w Hiszpanii nikt mnie nie zatrudni.
Svitlica: Ja nie porzuciłem jeszcze myśli o wyjeździe na Półwysep Iberyjski, ale zdaję sobię sprawę, że będzie to możliwe dopiero wówczas, gdy reprezentacja Pawła Janasa albo Wisła lub Groclin uratują honor polskiego futbolu. Bo polska liga nawet w Sebii postrzegana jest jako bardzo słaba.
- I dlatego nie gracie w swej reprezentacji?
Svitlica: Nie. Może brakuje nam trochę poparcia politycznego, ale prawda jest taka, iż w Serbii i Czarnogórze nie brakuje wspaniałych piłkarzy. Kovacević, Keżman, Jestrović - to tylko kilka nazwisk, przed którymi drży cała Europa. Dziennikarze oczywiście upominają się o nas, ale...
Vuković: ... jeszcze bardziej upominają się o zawodników występujących w lidze serbskiej. Koszula zawsze jest bliższa ciału, a my jesteśmy za daleko od rodzinnego kraju.
- To może powinniście ubiegać się o naturalizację i powołania do polskiej kadry narodowej?
Svitlica: Nie, dziękuję. Jestem patriotą, czuję się Serbem i mógłbym grać jedynie we własnych narodowych barwach. Zresztą w Polsce nie brakuje zdolnych napastników. A już Maciej Żurawski jest naprawdę kapitalny. To gracz ścisłej europejskiej czołówki.
Vuković: Szczerze mówiąc to nie spodobało mi się, jak w polskich barwach zobaczyłem Czarnego. Nie chciałbym, aby w kadrze Serbii grał jakiś obcokrajowiec i jeszcze gorzej czułbym się reprezentując inny kraj niż moją ojczyznę. Naturalizowanie piłkarzy uważam za zwykłe oszustwo.
- Kto będzie królem strzelców polskiej ekstraklasy w obecnym sezonie?
Vuković: Na pewno nie ja, ale jestem pewien, że któryś z kolegów z Legii: Stanko lub Marek Saganowski. Nie tylko dlatego, że Svitlica jest moim najlepszym kolegą uważam, ze nie ma sobie równych napastników w waszej lidze. Ile jest wart - pokazał w ubiegłym roku zdobywając koronę króla strzelców.
Svitlica: Już nie musze być najlepszym strzelcem w Polsce, bo wiem jak ten tytuł smakuje. Wszystkie bramki z chęcią oddam za tytuł dla Legii, bo tak naprawdę sukces zespołowy liczy się w piłce. Czy możemy jednak przegrać mistrzostwo mając w składzie Aco Vukovicia, który - gdy jest w dobrej formie - rozgrywa najlepiej w Polsce? To niemożliwe!
Rozmawiał Adam Godlewski
Wywiad
Serbia i Czarnogóra
wtorek, 7 października 2003 12:38
Stanko Svitlica i Aleksandar Vukovićźródło: Piłka Nożna