Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Fajnie tu wrócić

środa, 8 października 2003 21:39
Marcin Mięcielźródło: Gazeta Wyborcza

Długo próbował Pan wyjechać z Legii, w końcu wyjechał, a teraz znów wraca. Trudno uwolnić się od tego klubu.

Marcin Mięciel: Na pewno fajnie znów tu przyjechać. Tym bardziej że po raz pierwszy pojawiam się w nowej roli - jako zawodnik innego klubu. W Legii grałem przez siedem lat. To dzięki Legii tak naprawdę zacząłem grać w piłkę, wyjechałem najpierw do Niemiec, a teraz do Grecji. Cieszę się, że tutaj wracam.


Wyjeżdżając z Legii, niezbyt przychylnie wyrażał się Pan jednak o jej działaczach.

- O takich sprawach człowiek stara się nie pamiętać. Tych lepszych, bardziej miłych było zresztą znacznie więcej. Zostałem mistrzem Polski, dwa razy zdobywałem Puchar Polski, Superpuchar, grałem w europejskich pucharach. W ostatnim roku pobytu w Warszawie zostałem przez czytelników "Naszej Legii" wybrany najlepszym piłkarzem drużyny. Nie jest więc tak najgorzej.


Kibice z Łazienkowskiej mają znakomitą renomę. A jak to wygląda w Salonikach?

- Na stadion, na którym gramy, w tym sezonie przychodzi znacznie mniej kibiców niż na Łazienkowską. W ogóle stadion jest mniejszy. Atmosfera jest gorąca, Grecy słyną przecież z temperamentu. Kibice Legii to absolutna czołówka światowa. Natomiast to, co mi się podoba u Greków, to to, że nawet jak nam nie idzie, wstają i nas dopingują. Na Legii inaczej w takich przypadkach bywało. Ludzie często gwizdali, chociaż słyszałem, że ostatnio i pod tym względem sporo się zmieniło.


Do Warszawy przylatujecie w przerwie na mecze reprezentacji. Czy nie jest Panu przykro ze względu na kolejny brak powołania?

- Miałem niezły ubiegły sezon, ten też nie jest najgorszy. Co prawda, po bardzo dobrym początku obecnego dwa mecze przegraliśmy, ale i tak zbierałem pozytywne oceny. Nie słyszałem tylko, by selekcjoner, który kiedyś prowadził mnie w Legii, kiedykolwiek choćby zamierzał mnie obserwować. Szkoda.


Grecy nie dziwią się, że tacy gracze jak Kucharski i Mięciel nie są nawet "w kręgu zainteresowań" trenera reprezentacji?

- Pytali się kilka razy, ale nic konkretnego nie mogłem im powiedzieć. Żałuję jednak, bo po tym, jak powołał mnie trener Boniek i zagrałem w meczach z Łotwą oraz Nową Zelandią, wywarłem chyba dobre wrażenie. Niestety, zmienił się trener i powołania znowu przestały nadchodzić. Może taki już mój los. Powołania zwykle zawdzięczam dziennikarzom. Potem trener wpuszcza mnie na boisko na 15 minut, a ja nie dotykam piłki, bo głównie się bronimy. Jeszcze od żadnego selekcjonera nie dostałem prawdziwej szansy. I nie wiem, czy kiedykolwiek dostanę.


Kogo, oprócz Kucharskiego i Mięciela, z graczy Iraklisu warto zareklamować warszawskim kibicom?

- Na pewno Nikosa Machlasa wypożyczonego z Ajaxu Amsterdam, który grając w Vitesse Arnhem, został królem strzelców lig europejskich. Po kontuzji nie jest jeszcze w odpowiedniej formie, ale to duża klasa. Także nasz bramkarz jest dobry. Występuje w reprezentacji olimpijskiej. No i Poursanidis, który z Olympiakosem sześć razy z rzędu zdobywał mistrzostwo Grecji.


Mówił Pan, że miło znowu odwiedzić Warszawę. Ale czy takie mecze mają sens? Iraklis w ostatnim okresie sporo się najeździł.

- Do Warszawy przybywamy "na dużym zmęczeniu". W ciągu pięciu dni rozgrywamy trzy mecze. W dodatku czeka nas sporo podróży. Najpierw z Salonik do Aten, następnie stamtąd autobusem kilka godzin do Patras na mecz Pucharu Grecji z drużyną trzecioligową i z powrotem, a potem samolotem z przesiadką do Warszawy. Ale niektórzy są zadowoleni, ponieważ od dawna chcieli zobaczyć Polskę. Może nie wszyscy, jednak większość tak.


Grecy nie boją się polskiego klimatu? Trzeba przyznać, że u nas ostatnio chłodno.

- Boją się, boją. Pytali się, czy u nas zimno. Śmiałem się, bo mi u nich jest gorąco, to teraz im będzie zimno u mnie. A to prawdziwe zmarźluchy. Przed podróżą do Polski klub rozdał im kurtki, bo byli nieprzygotowani.


Oglądał Pan ostatnie mecze Legii? Co można powiedzieć o tej drużynie?

- Oglądam ją w Canal+. Podobało mi się. Głównie to, że wygrała. Gdyby Amica nie prezentowała antyfutbolu i, prowadząc 1:0, poszła za ciosem, to mecz mógłby skończyć się różnie. Ale futbol w wykonaniu Legii przypadł mi do gustu. Trochę gorzej jest na wyjazdach, lecz i tak moim zdaniem trener Kubicki stworzył bardzo dobry zespół.


Do sezonu przygotowywał się Pan właśnie z Legią. Nie dziwi to, że superskuteczny w lecie Marek Saganowski do tej pory strzelił tylko dwa gole? Tyle samo co Pan i Cezary Kucharski w lidze greckiej, ale wy tylko w kilku meczach. On miał znacznie więcej okazji do trafiania.

- Z tego, co widzę, Marek jest w dużym gazie. To zawodnik bardzo "rozbiegany", wszędzie go pełno. Jego gra trochę przypomina moją, gdy byłem w Legii. Stara się być wszędzie, w efekcie wszędzie go brakuje. Widać, że gra w piłkę sprawia mu przyjemność. Mimo to laury zbiera Stanko Svitlica. On tak dużo nie biega, ale ma bardzo dobrze ułożony strzał. Najlepszy, jaki kiedykolwiek widziałem. Strzela dokładnie tam, gdzie zamierza. Równie dobry miał tylko Leszek Pisz, ale on dawno już nie gra.


Jaki ma Pan cel na najbliższy sezon?

- Chcemy z Iraklisem zająć przynajmniej czwarte miejsce w lidze dające start w Pucharze UEFA. Na awans do Ligi Mistrzów specjalnie bym nie liczył, bo choć Grecja ma aż trzy miejsca, to co roku zajmują je kluby z Aten.


A cele indywidualne?

- Chciałbym strzelić jak najwięcej bramek. Więcej niż w poprzednim sezonie, a wtedy było ich dziewięć. Jeżeli Czarek wróci po kontuzji do składu, to nasza siła ofensywna będzie spora. Jest tylko jeden problem - często w podstawowej jedenastce grywało po czterech napastników i trener starał się tak porozrzucać nas po składzie, by każdemu znaleźć miejsce. Na początku sezonu często lądowałem na prawej pomocy, a z tej pozycji trudno jest strzelać dużo goli. Będę jednak się starał. Nic innego mi nie pozostaje.


Rozmawiał Maciej Weber

Podaj ten news dalej: