SÄ NAJLEPSI. Owszem, liczna publiczność jest w Poznaniu, żywiołowa w Łodzi, wymagająca w Szczecinie. Jednak na stadionie Legii kibice łączą w sobie te trzy cechy. Potrafią stworzyć atmosferę, która przyciąga na następne spotkania nawet bardziej niż świetna gra piłkarzy. Chyba wszyscy uwielbiają być w centrum zdarzeń, gdy na Legii fani rozpościerają wielkie flagi, odpalają fajerwerki, race, a śpiewem sprawiają, że stadion trzęsie się w posadach.
- Taka atmosfera nie może deprymować. Ona dodaje skrzydeł i na tych skrzydłach piłkarze mogą lecieć bardzo wysoko - przyznał niedawno trener krakowskiej Wisły, Henryk Kasperczak.
Bezpiecznie
Spotkaliśmy się w jednej z warszawskich restauracji z kilkoma osobami, które w dużym stopniu są odpowiedzialne za to, co dzieje się na Łazienkowskiej. To także dzięki nim w godzinach meczów trudno znaleźć... bezpieczniejsze miejsce w stolicy niż wypełniony po brzegi stadion Wojska Polskiego. Nie tak dawno spiker musiał tam przez megafon zakomunikować: - Znaleziono telefon komórkowy. Ten kto zgubił, proszony jest o odbiór przy stanowisku spikera.
Kilka lat temu powiedzielibyśmy, że stał się cud - uczciwy znalazca oddał telefon. - Dziś naprawdę na naszym obiekcie jest niezwykle spokojnie. Nawet nie pamiętam kiedy ostatnio doszło do jakichkolwiek incydentów - mówi Wiesław Giler, redaktor naczelny tygodnika "Nasza Legia".
Obok niego usiedli Bosman, uważany za lidera fanów, jednocześnie prezes Stowarzyszenia Sympatyków, Karpiko i MaN, którzy mają ogromny wpływ na oprawę spotkań przy Łazienkowskiej, a jednocześnie aktywnie działają w stowarzyszeniu, Wojciech Hadaj, najbardziej znany spiker w Polsce oraz Robert Piątek z "NL".
Kulturalnie
- Zaszła ogromna zmiana w formie dopingowania na Legii. Jednak dziennikarze bardzo mało o tym piszą. Zwłaszcza denerwuje nas ich podejście do Wojtka Hadaja, a przecież to co robi ten chłopak, zasługuje na słowa uznania. On załatwia trzy czwarte całej roboty. Ma autorytet wśród ludzi. Atmosferą, jaka panuje na Legii, zachwycają się w całej Polsce - wtrąca się MaN.
Hadaj ma specyficzny styl pracy. Niektórym on przeszkadza, ale nikt nie może odmówić mu najważniejszego - pasji i... skuteczności. Kilka razy już żegnał się z pracą w Legii, lecz za każdym razem kibice wymuszali na działaczach przyjęcie go z powrotem. Ostatnio na meczu Świtu z Wisłą Płock, gdy grupka fanów zaczęła śpiewać wulgarne piosenki pod adresem gości, oznajmił przez mikrofon: - Na tym stadionie zajmujemy się tylko dopingiem dla Legii i Świtu, żadne inne kluby nas nie interesują!
Poskutkowało. - Robimy wszystko, by wyrzucić chuligaństwo z Łazienkowskiej. Sam wychowywałem się i wywodzę z trudnego środowiska. Znam to od podszewki, jednak człowiek z wiekiem zaczyna inaczej patrzeć na życie - komentuje Bosman. - Teraz ideałem jest, aby nikt nie śpiewał o innych drużynach, a tylko dopingował Legię - dodaje.
- Prędzej czy później w Warszawie zostanie zbudowany nowy stadion. Nie na piętnaście tysięcy, ale na co najmniej czterdzieści i wtedy trzeba będzie zapełnić go ludźmi. My już teraz o tym myślimy. Dlatego na nasz stadion mogą przychodzić całe rodziny. Z dziećmi na ręku lub w wózkach - mówi podekscytowany Giler. - To co robicie teraz jest dobre. Ostatnio zamieściliście wywiad z Szamo i Skrzypkiem, w którym obaj bardzo ciepło wypowiadali się na temat Legii. On spowodował, że kibice przyjęli zespół z Wronek sympatycznie. Cała publika nastawiła się pozytywnie, a efekt widzieliście sami. W trakcie spotkania była naprawdę wspaniała atmosfera. To było zajebiste, tak trzeba działać, współpracować.
Sam Hadaj twierdzi: - Nie dajemy się obrażać, ale sami nie ruszamy nikogo. Kibicujemy tylko Legii. Nie tak, jak w Poznaniu.
Wciągająco
- My kreujemy doping w Polsce, wyznaczamy trendy - mówią niemal jednocześnie Hadaj i Karpiko. To jest temat, o którym Giler lubi opowiadać: - Coraz więcej mówi się o charakterze legionistów, że potrafią grać do końca, do ostatnich minut. Ale wpływ na ich postawę mają również kibice. Nawet gdyby nie strzelili tych dwóch bramek Amice, dopingowalibyśmy chłopaków do ostatniego gwizdka. Oni wiedzą o tym.
Dla fanów Legii priorytetem jest ostatnio budowanie pozytywnego wizerunku klubu. - Piłka nie kończy się na boisku. Przed laty pół Żylety dopingowało zespół, a na krytej panowała jedna wielka cisza. Zakole było puste. Teraz myśmy wymyślili akcję - "Po szkole na zakole". Sami rozdawaliśmy bilety uczniom, by przyciągnąć ich na stadion. Ja zabrałem na mecz z Amiką kolegę, zwykłego krawaciarza, który pierwszy raz oglądał mecz na żywo. Po zakończeniu spytał mnie, gdzie może kupić karnet! Tak mu się podobało, a tymczasem żona w domu zapytała go po powrocie, czy przypadkiem nie dostał w głowę butelką. Wyobrażacie sobie co ludzie o nas myślą? Musicie nam pomóc w promocji klubu. Trzeba wykorzystać piłkarski bum w Warszawie - rozpala się Giler. - Robimy to z pasji. Bo jeżeli nie będziesz kochał własnej ulicy, własnej dzielnicy, własnego miasta i klubu, to znajdziesz się w dżungli. Prawdziwy patriotyzm rodzi się na ulicy Targowej, Górczewskiej, Łazienkowskiej, a nie w salach parlamentarnych. A my chcemy eksponować związki klubu z Warszawą - dodaje.
Modnie
W czasie kilkugodzinnej rozmowy nawet orkiestra "do kotleta" gra pieśń "Mistrzem Polski jest Legia". Oczywiście intonuje Hadaj, a reszcie nie trzeba powtarzać.
- Musicie pomóc nam w budowaniu pozytywnej opinii. Tak jak zrobiliście to w artykułach "Królewska Legia" lub "Moda na Legię" - podsumowują Bosman z Gilerem.
Im warto pomagać, bo to dobra inicjatywa. Zresztą ta pomoc to najłatwiejsza rzecz na świecie. Od długiego czasu kibice Legii pracują na świetny wizerunek klubu.
JACEK KMIECIK, KRZYSZTOF STANOWSKI, PIOTR WOJCIECHOWSKI
Felieton
Ja kocham Legię
piątek, 10 października 2003 15:58
Przegląd Sportowy