Jak Pan się czuje?
Jacek Zieliński: Dziękuję, dobrze. Opuchlizna schodzi, wszystko się goi. Wczoraj wieczorem byłem u lekarza, który zszywał mnie po meczu z Iraklisem. W piątek zdejmie mi szwy.
Rano już Pan trenował.
- Tylko trochę pobiegałem. Nie było z tym problemu, ale starałem się nie przesadzać. Nie dodawałem za bardzo gazu, aby za bardzo się nie spocić i nie zabrudzić ran. Byłem jeszcze przed konsultacją z lekarzem i wolałem uważać. Mogłem przecież wieczorem usłyszeć, że jakikolwiek wysiłek jest niewskazany. Z drugiej strony muszę jednak być w formie.
Podczas piątkowego spotkania zderzył się Pan z kolegą z obrony Adamem Gmitrzukiem. Młody piłkarz powinien mieć wyrzuty sumienia?
- Tak naprawdę to do końca nie wiadomo, z kim się zderzyłem. Trener Brychczy mówił mi, że oglądał tę sytuację na magnetowidzie i jego zdaniem Gmitrzuk znajdował się gdzieś z boku, a najbliżej do mnie miał grecki bramkarz. Ta sytuacja chyba pozostanie do końca niewyjaśniona.
Jak zapamiętał Pan to całe wydarzenie?
- Pamiętam tylko tyle, że dostałem cios. Najpierw zrobiło się jasno, potem ciemno. A potem upadłem. Nie straciłem przytomności, ale nie wiem dokładnie, co działo się wokół. Dziwne uczucie.
Pamiętam, że w pierwszym sezonie gry w Legii miał Pan podobne zdarzenie. Tyle że to nie twarz została uszkodzona.
- Nie jestem pewien, o czym mówimy, ale zapewne o urazie odniesionym w trakcie meczu z Górnikiem Zabrze za czasów trenera Wójcika. Upadłem wtedy po wyskoku, miałem złamane żebra. U tego samego trenera rozbiłem łuk brwiowy, w dodatku doznałem wstrząśnienia mózgu. To z kolei zdarzyło się podczas towarzyskiego meczu reprezentacji z Czechami, także w Warszawie. Skakałem do piłki z Kollerem. Wszyscy wiedzą, co to za olbrzym, a ja wyskoczyłem ponad niego. Dostałem uderzenie w ostatniej minucie spotkania. To był pewien problem. Ostatnia minuta, więc zaraz wszyscy poszli do szatni. Stałem pod prysznicem i nie pamiętałem, jaki był wynik.
Teraz Pan wiedział?
- Tym razem na szczęście wszystko kontrolowałem. Obyło się bez skutków ubocznych. Może dlatego, że nie dostałem centralnie, tylko z boku. Jak dostaje się z boku, efekt zwykle jest inny. Skóra się napina, cios w jakiś sposób jest osłabiony. Chociaż i tak był bardzo mocny.
Jak długo potrwa przerwa? W sobotę Legia zagra w Płocku.
- W tym spotkaniu na pewno nie zagram. To byłoby zbyt niebezpieczne. Zawsze przecież można dostać przypadkowe uderzenie w tłoku. Moje rany są chyba zbyt świeże.
Może mógłby Pan zagrać w masce na twarzy? Historia futbolu zna takie przypadki.
- Nie wiem, czy to by zdało egzamin. Nie przy tego typu urazach. Maska powoduje, że ewentualne uderzenia zostają rozłożone na większą powierzchnię twarzy. Na pewno jest to jakieś zabezpieczenie. Ale najważniejsze są opinie lekarzy.
A jaką opinię wydała małżonka, gdy w piątek w nocy wrócił Pan do domu cały opuchnięty i z bandażami na twarzy?
- Chyba już trochę się przyzwyczaiła, bo przecież nie pierwszy raz wracam poobijany. Już dwukrotnie miałem rozbity łuk brwiowy, a pomniejszych urazów nie liczę. Chociaż na pewno dobrze, że przyjechałem poklejony, bo gdyby zobaczyła mnie bezpośrednio po zdarzeniu, mogłaby przeżyć szok. I wcale bym się nie zdziwił.
To prawdziwy pech, że rozbił się Pan akurat w urodziny.
- Co zrobić? Urodziny czy nie, my gramy w piłkę i zawsze wszystko może się zdarzyć. Przywykłem do tego.
Przez wiele lat kontuzje nie imały się Jacka Zielińskiego, bo kilka urazów przez kilka lat to normalna sprawa. Ale ostatnio jakby wszystko się skumulowało. Dwie długo leczone kontuzje ścięgna Achillesa, teraz mecz z Iraklisem.
- Widocznie trzeba było to nadrobić. W przyrodzie wszystko musi się zgadzać. To normalne - głowa, ścięgno, za chwilę może być coś innego. Nie nastawiam się, że ostatnio prześladuje mnie los, że to jakieś fatum. Ci, którzy grają w piłkę, wiedzą jak to jest. Przez lata gra się bez kontuzji, a jak przyjdzie jedna, to potem jest druga i jeszcze następna. To przychodzi falami i trzeba mieć tylko nadzieję, że kiedyś się skończy.
Trochę niezręcznie o to pytać, ale czy można Panu zrobić zdjęcie?
- Na razie wolałbym się nie fotografować. Chociaż wiem, że takie twarze jak teraz moja bardzo efektownie wyglądają w prasie.
Rozmawiał Marcin Weber
Wywiad
W Płocku nie zagram
poniedziałek, 13 października 2003 21:51
Jacek Zielińskiźródło: Gazeta Wyborcza