Maciej Jewdokin na najwyższym stopniu podium MP w boksie
REKLAMA

Nasz wywiad

Jewdokin: Chcę wykorzystać swoją szansę, by niczego nie żałować

Bodziach, źródło: Legionisci.com

Kilka tygodni temu Maciej Jewdokin zdobył złoty medal mistrzostw Polski w boksie i był to pierwszy złoty medal pięściarza Legii od 30 lat. Z dwukrotnym medalistą naszego kraju, który w przyszłym roku ma szanse na występ na Mistrzostwach Europy, a w dalszej perspektywie na Igrzyskach Olimpijskich, porozmawialiśmy o dotychczasowej bokserskiej przygodzie, która trwa zaledwie trzy lata, jego planach na przyszłość, obecnej kategorii wagowej oraz sposobie przygotowywania się do walk, który uległ zmianie w ostatnich miesiącach. Zapraszamy na rozmowę z reprezentantem bokserskiej Legii, Maciejem Jewdokinem.

Można powiedzieć, że na mistrzostwach Polski robiłeś krok po kroku - najpierw odpadłeś przed strefą medalową, przed rokiem zdobyłeś brąz, a w tym roku złoty medal.
Maciej Jewdokin: Tak było, chociaż trzeba pamiętać, że zmieniłem kategorię wagową. W dwóch pierwszych turniejach MP startowałem w kat. -57 kilogramów, a w zeszłym roku kiedy zdobyłem brąz to była kategoria -52 kg. W tym roku kategorie zostały zmienione i startowałem w kat. -54kg. Ciężej byłoby zbić wagę do 52 kilogramów, choć pewnie dałoby radę. Ale jeśli jest kategoria -54, to nie mam takiej potrzeby. Kiedyś, jak startowałem w -57kg, to w ogóle "nie robiłem" wagi, bo tyle ważę na co dzień. Od kiedy współpracuję z Natalią Mlekicką, która jest mistrzynią Polski w fitnessie gimnastycznym i zna się na takich tematach jak dieta, przygotowanie fizyczne, zacząłem zwracać uwagę na wiele aspektów. Skoro inni zrzucają wagę przed zawodami, czemu ja miałbym tego również nie zrobić. I stąd mój start w kategorii -54 kg.

To były Twoje pierwsze starty w mistrzostwach Polski, czy już wcześniej miałeś okazję brać udział w zawodach tej rangi?
- Ja na te pierwsze mistrzostwa Polski, przed trzema laty, pojechałem trenując boks przez zaledwie 6 miesięcy. Wcześniej trenowałem przez półtora roku kick-boxing, ale to było bardziej rekreacyjnie. Dwa razy w tygodniu, bardziej w formie zabawy. Po niewiele ponad pół roku bokserskich treningów, pojechałem właśnie na swoje pierwsze mistrzostwa Polski. Na pierwszy start wylosowałem Mistrza Polski Iwanowa. Przegrałem. Na kolejnych zawodach w Opolu też nie zdobyłem medalu. Odpadłem z Wojtasińskim, który wywalczył wtedy srebro. Na następnych jednak mistrzostwach w Wałczu zdobyłem brąz, a w tym roku sięgnąłem po złoto.

Można powiedzieć, że procentuje doświadczenie?
- No właśnie trudno tak powiedzieć, bo nie mam zbyt wielkiego doświadczenia. Łącznie dotychczas mam zaledwie 25 walk stoczonych. Może nieznacznie więcej. A powinienem mieć ich ze 100. Od dwóch lat trenuję sam, po tym jak zmieniłem trenera. Stosuję obecnie inne metody treningowe. Więc bardziej procentuje nie tyle doświadczenie, co inna filozofia treningu. Mam swój styl walki, swój styl trenowania i nie robię tego, co robią wszyscy.



Skąd się to wzięło? Ktoś Ci podpowiedział taki model?
- Z natury zastanawiam się nad wieloma rzeczami, nie przyjmując jakichś prawd ot tak, po prostu. Muszę się zastanowić, czy coś będzie odpowiednie. Często podważam jakieś "pewniki", czy rady trenerów. Na przykład dlaczego mam bić tak, a nie inaczej. Muszę to sprawdzić na kilku płaszczyznach. Doszedłem do tego, że mam inne spojrzenie na boks niż moi trenerzy. I zacząłem robić swoje, a od kiedy tak jest, nie będę ukrywał, że zdecydowanie lepiej to wychodzi. Na początku trenowałem kick-boxing w Klubie Bokserskim Legii przy Waldorffa u trenera Wiertla. Później przeszedłem do grupy bokserskiej Michała Prusaka, a od dwóch lat trenuję sam. Często przychodzę na zajęcia do Legia Fight Club, do naszej legendy, Bogdana Gajdy, bo jest tu dobra grupa i więcej możliwości dla mnie do treningu.

W swojej kategorii wagowej masz możliwość sprawdzać się regularnie?
- Niestety nie. Tak "dużych" zawodników nie ma zbyt wielu (śmiech). To na pewno jest duży problem, bo aby dobrze potrenować, czy posparować, trzeba by jeździć po Polsce. A w zasadzie mało kto utrzymuje się na dłużej w tak niskich kategoriach wagowych. Takich zawodników na wysokim poziomie jest pewnie 5-6 w Polsce, więc tu jest problem. Najczęściej podczas treningów mierzę się w kategorii -63 lub -70kg. A to w jakiś sposób wypacza mój boks. Inaczej się boksuje z zawodnikami cięższymi o kilkanaście kilogramów. Tu są inne ciosy, inne uderzenia trzeba wyprowadzać. W niższej kategorii można by sobie na więcej pozwolić, można zadawać więcej ciosów. W kat. -63/70kg jestem nastawiony bardziej na pojedyncze, celne uderzenia i zupełnie inną obronę.

Co sprawiło, że zdecydowałeś się na zmianę kick-boxingu na boks? W tej pierwszej dyscyplinie jest trochę więcej możliwości ataku.
- Zdecydowała kontuzja. Miałem, i nadal mam problemy z lewą nogą. Po prostu nie chciałem się dalej tak mocno rozciągać i kopać, bo czułem, że ciągle coś uwiera mnie w tej nodze. A skoro nie mogłem kopać, przeszedłem na boks.

Był stres przed pierwszymi mistrzostwami Polski?
- Zawsze jest stres. Jak idziesz się bić, to - nikomu nie ujmując - to nie jest piłka nożna, gdzie ktoś może ci strzelić bramkę. Tu jest ciągłe zagrożenie życia, czy zdrowia, to musi być stres. Wchodząc do ringu chyba tylko idiota się nie stresuje. Ale jeśli regularnie trenujesz i masz sparingi, to później twoje walki wyglądają inaczej. Największą moją bolączką jest jednak mała liczba walk. Nie mam możliwości, aby regularnie boksować w mojej kategorii wagowej. Nie ma tylu pięściarzy co w -63, -70kg, czy wyższych. Kiedy jadę na zawody, często bywa tak, że w mojej kategorii nie ma ludzi do walki. Albo pozostaje walka w -63kg, ważąc 57 kilogramów. Przy takich różnicach, nawet przy zbliżonych, albo wyższych umiejętnościach, w trzeciej rundzie jest już problem, bo warunki fizyczne zrobią różnicę. Zdecydowanie lepiej jednak walczyć w swojej kategorii wagowej, bo wtedy można przerobić trochę więcej techniki w walce.

Przed wyjazdem na ostatnie mistrzostwa Polski, w Twoim gronie byłeś uznawany za faworyta do złotego medalu?
- Miałem świadomość tego, że jestem mocny i w swojej kategorii jestem obecnie w krajowej czołówce. Boksowałem wcześniej z najlepszymi w Polsce i nikt jak dotąd nie zdominował mnie w ringu. Nawet walcząc z wyraźnie cięższymi ode mnie. Nawet kiedy przegrywałem, to na punkty, często nieznacznie. Nie myślałem przed mistrzostwami Polski o złotym medalu, ale oczywiście miałem nadzieję, że uda się go wywalczyć.



Czy któryś z przeciwników czymś Cię zaskoczył na tegorocznych MP?
- Nie. Nieskromnie powiem, ale te pojedynki były łatwe. Moje przygotowanie najlepiej zweryfikuje poziom międzynarodowy. Zdaję sobie sprawę, że ta kategoria wagowa nie należy do najsilniej obsadzonych, jak choćby -63, czy -67kg. W walkach na ostatnich mistrzostwach Polski nie czułem zagrożenia - zupełnie szczerze. Może w półfinale przeciwnik był trochę niewygodny, bo był mańkutem, a ponadto po uderzeniu od razu klinczował. Przez to trudno było się "rozwinąć". W pojedynku finałowym czułem się swobodnie - przede wszystkim stylowo. W finale dostałem może ze dwa w miarę znaczące uderzenia, a to niewiele.



A jak wspominasz zeszłoroczne mistrzostwa kraju, w których zdobyłeś brąz?
- Były na pewno trudniejsze. W pierwszej walce poszło szybko, bo już w pierwszej rundzie znokautowałem przeciwnika. W drugiej rundzie trafiłem na wielokrotnego medalistę, w dodatku był zdecydowanie ode mnie wyższy. Miałem wrażenie, że moje ciosy, które dochodziły, były ograniczone siłowo ze względu na wzrost. Chociaż dochodziły rywala, to na pewno traciły na impecie. Pomimo kilku mocnych uderzeń, tego przeciwnika nie udało się znokautować. W półfinałowej walce trafiłem na mistrza kraju i w niej dało o sobie znać zmęczenie fizyczne. Po wcześniejszej, mocnej, trzyrundowej walce, która odbyła się w sesji popołudniowej, półfinałowa miała miejsce w sesji porannej dnia kolejnego. Mało było czasu na regenerację, ale taki jest turniej. Nie zrzucam porażki na przygotowanie fizyczne, bo Jakub Słomiński, jako mistrz Polski był lepiej ode mnie przygotowany, również technicznie. Tak więc zeszłoroczny turniej był dla mnie trudniejszy. Z drugiej strony nie wiem, jak dzisiaj potoczyły by się te walki, bo mam wrażenie, że mocno się rozwijam. Mam większą świadomość w ringu, jestem lepszy technicznie niż przed rokiem, i z dzisiejszą dyspozycją, mógłbym w tamtym półfinale postarać się o zwycięstwo. Czy bym wygrał - tego nie wiem.

Poza mistrzostwami Polski brakuje zawodów, aby to doświadczenie zdobywać.
- Brakuje. W zeszłym roku miałem 2-3 walki i to nie w swojej kategorii wagowej. Dwie kolejne walki miałem dogadane, ale w ostatniej chwili wypadły. Słyszałem takie głosy, że powinienem dobrze przytyć, do 63 kilogramów i wtedy byłoby mi łatwiej. Ale ciężko mi przytyć. W moim przypadku waga trzyma się na stałym poziomie, nie jestem w stanie ważyć więcej. Nie lubię dużo jeść, lubię trenować.

Zdobyłeś złoty medal mistrzostw Polski i jakby nie patrzeć, jest to pierwsze złoto dla zawodnika bokserskiej Legii od 30 lat. Będziesz już po wsze czasy w panteonie sław, obok innych wielkich pięściarzy Legii, którzy zdobywali mistrzowskie tytuły przed laty.
- To na pewno "spłaca" cały trud przygotowań. Jednak różnica pomiędzy mną a wielkimi mistrzami, jak choćby Henrykiem Petrichem jest olbrzymia. Nie zamierzam w żaden sposób porównywać się do tych legend i wielkich pięściarzy. Ciężką pracą doszedłem do tego złotego medalu i cieszę się, że mogę być wymieniany razem z innymi złotymi medalistami Legii Warszawa, ale... znam swoje miejsce.



Interesowałeś się w ogóle karierami tych wielkich przed laty pięściarzy?
- Interesowałem się, ale bynajmniej nie jestem kronikarzem. Nie mam tak dobrej pamięci. Jak mówi Bogdan Gajda - mam pamięć boksera - dobrą, ale krótką. Raczej spodziewam się, że ty, jako pasjonat Legii, mógłbyś mi o nich więcej opowiedzieć.

Nie planujesz w najbliższym czasie zmiany kategorii wagowej?
- Myślę, że -54 kg to jest moja kategoria wagowa. Na co dzień ważę 57-58 kilogramów. Zbicie 3-4 kilogramów nie jest dla mnie żadnym problemem. Moje ciało nie cierpi na tym, za bardzo się nie odwadniam.

Co Cię skłoniło, żeby pójść na sporty walki?
- Charakter. Zawsze miałem cięty język, a gabarytowo nie jestem przesadnie mocny. W końcu wpadło mi do głowy, że trzeba umieć się bić, i jak ktoś cię zaczepi, trzeba umieć się obronić. Nie chodzi mi o to, żeby chodzić na treningi, aby komuś zrobić krzywdę, ale czasem zdarzają się takie sytuacje, że dobrze jest umieć się obronić.

Dzisiaj łączysz bycie zawodnikiem z rolą trenera. Łatwo było przestawić się na drugą stronę, bo do tego potrzebne jest zupełnie inne spojrzenie?
- Jest zupełnie inne spojrzenie, ale nie miałem z tym żadnego problemu, bo zwyczajnie mnie to pasjonuje. Nie lubię dzielić się swoją wiedzą. Bardziej traktuję to po przyjacielsku, cieszę się, jak ktoś chce wkładać w treningi tyle pracy, ile ja sam wkładam.

A jak wygląda Twoja współpraca z trenerem będącym w narożniku podczas zawodów?
- Rzadko go słucham. Praktycznie w ogóle nie słucham narożnika. Nigdy nie miałem narożnika, który powiedziałby mi cokolwiek, co miałoby większy wpływ na moją walkę.



A może jeszcze nie było takiej walki, gdzie to mogłoby mieć kluczowe znaczenie?
- Może tak. Nie będę ukrywał, że jestem mocnym indywidualistą, raczej mam wyższościowe spojrzenie na siebie. Nie mówię, że jestem nieomylny, ale jeszcze nie spotkałem osoby, która miałaby taki sposób argumentowania, który by do mnie trafił. Oczywiście nie chodzi mi o to, że osoby ze świata boksu, które mnie otaczały, uważam za bezwartościowe. Oczywiście ja podczas walk słyszę narożnik, trafiają do mnie niektóre komendy, ale aby być szczerym, to słucham mniej więcej 20 procent z nich. Głównie skupiam się na tym, jak ja sam widzę siebie w tej walce. Patrząc z boku nie widzisz dokładnie tego, co widzę ja, stojąc w ringu.



A kiedy to Ty stoisz w narożniku i widzisz, że Twój zawodnik puszcza mimo uszu Twoje uwagi?
- Stałem w narożnikach kilku-kilkunastu osób. Ale tutaj współpraca jest trochę szersza. Jeśli do narożnika bierzesz kogoś, że tak powiem "z ulicy", to szanse, że mu pomożesz podczas walki są mocno ograniczone. Mam swojego zawodnika, z którym jeżdżę na zawody i to jest Janek Majewski. Rozmawiałem z nim, jak widzi współpracę w narożniku, czy woli, żebym się wydzierał, czy mówił spokojnie, mówił komendy techniczne, czy przypominał niektóre rzeczy, których zapomina w ringu. Trzeba takie rzeczy sobie wypracować, a nie "przychodzić z ulicy" i pokrzyczeć. Różni są ludzie, każdy potrzebuje podczas walki czegoś innego. Jedni lubią, jak się na nich nakrzyczy, bo to ich zmobilizuje. Są i tacy, którzy słuchają, a jednak nie słyszą.

Chodziłeś lub może chodzisz na Łazienkowską na mecze piłkarzy Legii?
- Moja siostra jest zagorzałym kibicem Legii. Mnie nigdy nie ciągnęło na mecze piłkarzy. Jako warszawiak, oczywiście, że jestem legionistą, ale nie mogę powiedzieć, żebym był przywiązany do piłkarskiej Legii z taką pasją, jaką mam do boksu. Oczywiście, życzę piłkarzom jak najlepiej, chciałbym jak chyba każdy warszawiak, aby wyszli z obecnego dołka i byli mistrzami co roku. Ale to nie jest moja pasja.



Masz albo miałeś jakiegoś sportowego idola?
- Na pewno miałem zawodników, którzy mnie zachwycali. W boksie taką osobą jest Lomachenko.

I zawsze takimi idolami byli pięściarze?
- Na pewno nie. Zacząłem interesować się boksem w wieku 27 lat. Trzy lata temu zacząłem myśleć w ogóle o boksie.

A wcześniej jakie sporty Cię interesowały?
- Piłka nożna i tenis. Wcześniej w ogóle nie oglądałem boksu, wydawało mi się, że to taka "łupanka", i że to bardzo nudne. Być może oglądałem słabe gale, a gdybym miał lepsze rozeznanie, wcześniej bym się zaczął tym pasjonować. Wydawało mi się, że ci pięściarze nie są sobie w stanie nic zrobić.

Jakie masz plany na międzynarodowe starty? Mistrzostwa Europy, Mistrzostwa Świata?
- Przyznam, że nie znam dokładnego rozkładu tych zawodów. Na pewno poprzez ostatnie wyniki zgłosiłem swoją gotowość i chęć zaprezentowania się na arenie międzynarodowej. Rozmawiałem ostatnio z trenerem kadry. Myślę, że będzie szansa na udział w Mistrzostwach Europy. Na razie jednak nie wybiegam zbyt daleko w przyszłość. Igrzyska Olimpijskie to jeszcze zbyt daleka perspektywa.

Ale start na Igrzyskach Olimpijskich jest chyba marzeniem każdego sportowca?
- Oczywiście, że tak, ale trzeba jednocześnie mocno stąpać po ziemi. Trzeba znać swoje miejsce w szeregu.

Do kolejnych Igrzysk jest jeszcze parę lat.
- Pewnie, jest czas, na pewno jest jakaś szansa. Nie wykluczam, że się uda. Faktem też jest, że nie jestem najmłodszy. Po drugie, tak jak rozmawialiśmy, nie ma finansowania tego sportu, abym mógł się poświęcić dla boksu i tylko na nim skoncentrować. Trenować rano i wieczorem, a cały czas pomiędzy treningami rozplanować dokładnie na regenerację - drzemkę i tym podobne. Normalnie pracuję i obecnie muszę pogodzić treningi z życiem zawodowym. Pracuję w reklamie i dopiero po skończonej pracy, mogę iść na trening.

Oglądałeś zawodników w Twojej kategorii wagowej na międzynarodowych zawodach?
- Tak, oglądałem na przykład Mistrzostwa Świata. Jak ich oceniam? W telewizji zawsze to wygląda, jakby było łatwiej. Oglądając walkę, widzę, kiedy bym zadał jaki cios, kiedy zawodnik popełnia jakiś błąd techniczny i jak należałoby go wykorzystać. Kiedy jednak wchodzisz do ringu, perspektywa jest zupełnie inna. Tak więc można powiedzieć, że to taka iluzja. A ring weryfikuje bardzo szybko.



Zauważasz jakie elementy należy poprawić, bo na takim poziomie coś już nie przejdzie?
- Cały czas mam takie "objawienia". To jest w ogóle mój konik i to mnie najbardziej pasjonuje poza samym boksem - właśnie ta myśl na temat boksu, ruchów, czy lepiej tak skręcić, czy lepiej tak ustawić stopę. Jestem pod tym względem bardzo szczegółowy i chyba to bardziej pasjonuje mnie niż sama rywalizacja. Mam taką osobowość, że jestem uzależniony od rywalizacji. Od strony jednak intelektualnej, bardzo lubię zastanawiać się nad tym, czy lewy prosty powinien być wykonany w taki, czy inny sposób. Bardzo często przychodząc na trening, weryfikuję jak należy robić.

Dzisiaj wielką popularnością cieszy się MMA.
- Boks jest szlachetny. To trochę takie szachy. W MMA są obalenia, kopnięcia, arsenał ciosów jest bardzo duży. Nie widzę możliwości w tym sporcie świadomej kontroli walki. W boksie jest dużo rozwiązań, ale starasz się to jakoś przewidzieć. Jeśli dołożysz do tego "parter" i kopnięcia, to nie wiem, jak człowiek jest w stanie to świadomie ogarnąć.

Jako zawodnika nie ciągnie Cię do walki w klatce?
- Jakby pojawiły się jakieś ciekawe propozycje finansowo, to kto wie. Może nawet nie to, bo to może być też dobra przygoda. W życiu będziemy pamiętać tylko te ciekawe sytuacje, czyli na przykład walkę na jakiejś ciekawej gali. I w sumie mniej wtedy istotne jest to, że się zarobiło jakieś istotne pieniądze. Dla takiego "przeżycia", pewnie bym wystąpił. Sądzę jednak, że nic takiego się nie wydarzy. Wolałbym się jednak skupić na boksie, bo mam za mało czasu. Mam już 30 lat i to już jest raczej końcówka. Jak natomiast będę się rozdrabniał na kick-boxing, MMA, to nie będzie tego poziomu, jaki chciałbym osiągnąć. Jakbym był o 10 lat młodszy, to może bym myślał inaczej. Jeśli mam być tylko przeciętny, albo wręcz słaby w MMA, bo na pewno miałbym braki w parterze, nie używałbym praktycznie kopnięć... Wtedy byłbym na niskim poziomie, a niski poziom nigdy mnie nie interesował. Najgorsze co może być dla mnie to przeciętność.



Kto jest największym Twoim kibicem?
- Pewnie moja mamusia, moja rodzina, przyjaciółka Natalia, mój przyjaciel "Szafran" oraz wąskie grono moich bliskich przyjaciół. No i na pewno legioniści, czyli wszyscy moi "bracia" z sali.

Ile czasu obecnie poświęcasz na treningi, aby osiągnąć tak wysoki, mistrzowski poziom?
- Rzetelna praca powinna być dwa razy dziennie. Rano powinno się pobiegać, wieczorem zrobić trening albo na odwrót. Staram się zrobić 6-7 jednostek treningowych w tygodniu. Zbiera mi się trochę kontuzji, mam taką ich kompilację, trochę obawiam się, że niebawem pojawi się jakaś poważniejsza kontuzja, która wykluczy mnie z treningów na dłuższy czas. Staram się więc trenować mądrze. Dwa lata temu przychodziłem na trening z nastawieniem, że trzeba się dobrze zmęczyć. Teraz dochodzi do mnie, że trzeba ćwiczyć mądrze - nie tylko boks, ale i przygotowanie fizyczne, na zbliżonej intensywności co boks, jest bardzo ważne. Chociaż nie ukrywam, że jest to dla mnie trochę nudne.

Ten rok na pewno zaliczysz do udanych sportowo. Jakie masz plany i cele na rok kolejny?
- Mistrzostwa Europy. Nie określam w ogóle moich celów, nawet nie znam kalendarza bokserskiego na 2022 rok. Z tyłu mam po prostu taką myśl, aby być lepszym niż rok temu. Od strony technicznej chcę rozwinąć kilka rzeczy, które siedzą mi w głowie. Właściwie codziennie, w każdej wolnej chwili zastanawiam się nad ruchami bokserskimi. To mnie bardzo pasjonuje. Nie myślę teraz o starcie na Mistrzostwach Europy, kwalifikacjach, czy jakichkolwiek innych wydarzeniach, tylko koncentruję się na tym, aby być lepszym. Nie oszukuję się, że będę złotym medalistą Mistrzostw Europy, czy Igrzysk Olimpijskich. Oczywiście, gdyby się tak kiedyś stało, to byłoby spełnienie marzeń. Ale na razie chcę być lepszą wersją bokserską samego siebie. Cały czas staram się przełamywać swoje słabości, iść do przodu, aby lewy prosty chodził inaczej, a nie tak jak jest to obecnie, aby poprawić poruszanie się po ringu. I wiele innych rzeczy.



Czyli wszystko można jeszcze poprawić.
- Dokładnie. I to chyba męczy mnie najbardziej, bo w końcu dochodzi się do przekonania, że jest się na niskim poziomie, i każdy element można poprawić zdecydowanie. Może dla niektórych jest to poziom wyczynowy, ale dla mnie to poziom tylko trochę wyższy od rekreacyjnego. Doskonale widzę swoje mankamenty i staram się je poprawiać. Jakbym miał możliwość sprawdzenia się z Węgrami, czy Kazachami, wtedy byłoby widać dysproporcje, zarówno techniczne, jak i pod względem przygotowania fizycznego. To daje jednak kopa do dalszej ciężkiej pracy. Sam wiesz jak to jest w bieganiu - cały czas starasz się gonić gościa przed tobą, aż w końcu go wyprzedzić. Tak już w życiu jest, że zawsze pojawi się ktoś z przodu. Zawsze jest ktoś, kogo gonisz. Dziwne by było, jakby się nie widziało kogoś przed sobą. Myślałem, że jak zdobędę mistrzostwo Polski, to coś się zmieni. Nic się nie zmieniło. Cały czas jest gość, którego chcesz wyprzedzić. W ten sposób nigdy nie osiągnie się spełnienia. Nawet jak zjesz ciastko, to dalej czujesz jakiś głód, bo ono daje tylko chwilową rozkosz.



Znajdujesz zadowolenie wewnętrzne, na przykład po takim sukcesie, jakim niewątpliwie jest złoty medal mistrzostw Polski?
- W ogóle. Wiadomo, że fajnie... ludzie gratulują, mówią "mistrzu, mistrzu". Jedynie - stojąc jeszcze w ringu, kiedy schodziłem do narożnika, aby zdjąć rękawice po trzeciej rundzie finałowej walki, zdałem sobie przez chwilę sprawę, że zrobiłem swoją robotę i jestem mistrzem Polski. Ale ta radość trwała 5-10 sekund. A zaraz potem zacząłem rozkminiać, dlaczego przeciwnik sięgnął mnie lewym sierpem, a ja nie byłem w stabilnej pozycji na nogach. A kiedy zrobiłem lewy prosty, to poleciałem z nogami do przodu, czy dlaczego nie skontrowałem z prawej ręki. I takie rozmyślania trwają właściwie do dzisiaj. Cały czas o tym myślę. Później natomiast przychodzą myśli, że w finałowej walce nie pokonałem mistrza Polski, a fajnie by było zdobyć mistrzostwo, pokonując aktualnego mistrza. A tutaj była nowa kategoria, więc po prostu wskoczyłem jako pierwszy mistrz.

Teraz to przeciwnicy na kolejnych mistrzostwach Polski będą podchodzili do walk z Tobą na zasadzie "bij mistrza".
- Trochę tak. Ale to skłania do jeszcze cięższej pracy. Taki mam styl życia - jeden w piątek idzie na melanż, inny wybiera trening. Do pewnego czasu, można powiedzieć, że traktowałem to trochę na zasadzie hobby. Z kolei po zdobyciu mistrzostwa Polski to weszło na wyższy poziom. Jako, że reprezentuję Legię, a może będzie mi dane reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej, to mam szacunek do innych ludzi, których reprezentuję i nie mogę prezentować niskiego poziomu. Sam siebie nie mogę reprezentować słabo, ale tym bardziej innych, którzy na mnie liczą. Kiedy zakładam koszulkę Legii, jestem dumny z przynależności do tego klubu, i wiem, że nie mogę pozwolić sobie na to, by wypaść słabo. I zapewniam, że tanio skóry nie sprzedam. Teraz czuję większą odpowiedzialność niż przed zdobyciem tytułu mistrza Polski. Chciałbym jeszcze 3-5 lat pociągnąć tę bokserską przygodę na jak najwyższym poziomie. W pewnym sensie "dojechać" organizm do granic możliwości. Wiem, że młody nie będę całe życie, a nie chcę na starość żałować, że nie spróbowałem osiągnąć czegoś w boksie. Może coś wyjdzie na arenie międzynarodowej, a nie dowiem się, dopóki nie spróbuję. Chcę wykorzystać swoją szansę na ile tylko mogę. Może jeszcze zapiszę się w historii...

Rozmawiał Bodziach

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

+dodaj komentarz
Serwis Legionisci.com nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy - są one niezależnymi opiniami czytelników Serwisu. Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy zawierających: wulgaryzmy, treści rasistowskie, treści nie związane z tematem, linki, reklamy, "trolling", obrażające innych czytelników i instytucje.
Czytelnik ponosi odpowiedzialność za treść wypowiedzi i zobowiązuje się do nie wprowadzania do systemu wypowiedzi niezgodnych z Polskim Prawem i normami obyczajowymi.
© 1999-2022 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.