Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Trochę Legii w Belgradzie

środa, 22 października 2003 10:12
źródło: Super Express

Wchodząc do mieszkania Dragomira Okuki w Belgradzie ma się wrażenie, jakby człowiek znalazł się w... budynku warszawskiej Legii. Wszędzie pamiątki przypominające o tym, że Legia to mistrz Polski sprzed dwóch sezonów. Dragomir Okuka nie pracuje już w Warszawie, ale zabrał ze sobą do Serbii cząstkę stołecznego klubu. - Na zawsze Legia! - krzyknął Drago machając szalikiem w barwach klubu. W Legii dokonał tego, co nie udało się kilku jego sławniejszym poprzednikom - odzyskał dla stołecznych mistrzowski tytuł. Dowody wdzięczności za ten wyczyn widać w każdym miejscu jego belgradzkiego lokum. - O, tu jest sygnet od kibiców Legii. Tutaj patera za mistrzostwo. Tam wspólne pamiątkowe zdjęcia - Drago z satysfakcją oprowadza po swoich "salonach". Kilka lat temu zdobył pierwszy mistrzowski tytuł - z Obiliciem Belgrad. Na próżno jednak szukać śladów po tym triumfie.
- Miałem zdjęcie z piłkarzami Obilicia po wygraniu ligi, ale zdjąłem je ze ściany i na to miejsce powiesiłem plakat Legii - tłumaczy Okuka. W swoim zapamiętaniu do zbierania pamiątek po Legii trener Dragomir Okuka posunął się tak daleko, że zajął nawet... pokój swoich dzieci - Żany i Drażena. Pamiątki nie mieściły mu się w dużym pokoju, więc część kolekcji wylądowała u pociech trenera.
- Drażen ma 17 lat i gra na pozycji stopera. Może kiedyś zastąpi w Legii Jacka Zielińskiego? - pół żartem, pół serio mówi Drago. - Czasami trochę szkoda mi tego, co zostawiłem na Łazienkowskiej. Choćby kibiców. Wspaniałych, najlepszych w Polsce. Groclin czy Amica mogą sobie budować zespół, ale dla kogo oni grają? Legia to jest to. Najbardziej tęsknię w weekendy, kiedy gra liga. Na szczęście w Warszawie zostało sporo znajomych. Wyniki Legii znam na bieżąco. Jak tylko zaczyna się mecz, dostaję SMS-y. Cokolwiek by się działo, kilkadziesiąt sekund później do Belgradu dociera informacja na ten temat. Czasem nie wiem nawet, kto mi te SMS-y wysyła, ale to, że cały czas przychodzą, świadczy o tym, że ludzie docenili moje dzieło. W Belgradzie mieszka od dziewięciu lat. Wcześniej jego dom był w Mostarze, z którego musiał uciekać, gdy zaczęła się wojna domowa. - Za mało pamiątek uratowałem, za mało - Drago wraca na chwilę do koszmarnej przeszłości. - Byłem tam niedawno, ale to już nie to samo. Nie ma znajomych, wszyscy obcy. Straszne.
Uciekł z Mostaru, osiadł w Belgradzie. Stolicę Serbii poznał dobrze, ale nie oprowadza po niej pieszo, tylko pokazuje z samochodu. Powód? Trener mocno kuleje! - Kilka dni temu miałem artroskopię, ale za kilkanaście dni nie będzie już śladu po zabiegu. Nie narzeka. W Warszawie dobrze zarabiał, wcześniej też odłożył trochę grosza. Żyje w miarę dostatnio, czego nie można powiedzieć o większości mieszkańców Belgradu. Rozpad Jugosławii i bombardowania NATO zrobiły swoje. - O tu, widzicie, jak NATO pierd... Nic z tego budynku nie zostało - trener pokazuje rządowe obiekty, zniszczone przez alianckie naloty. Gruzy w centrum miasta przypominają, że jeszcze niedawno było tu bardzo niespokojnie. - Na szczęście bomby przestały spadać na głowę. Można się wziąć za odbudowę. Dlatego tyle w Belgradzie rozkopanych ulic, zamkniętych dróg. Serbia próbuje wrócić do normalności - tłumaczy Okuka. Żona Mira wreszcie może się nacieszyć mężem. Ostatnie dwa miesiące spędzili nad morzem, w Czarnogórze. Dojechał też z Kanady brat bliźniak. - Z Radomirem, młodszym ode mnie o... 15 minut, nie widziałem się osiem lat. Przyjechał po raz pierwszy od momentu opuszczenia kraju. Kiedy wakacje się skończyły, Okukowie wrócili do Belgradu. Co dalej? Drago pilnie uczy się angielskiego. - Niewykluczone, że znów wyjadę. Od momentu opuszczenia Legii miałem sześć propozycji. W jednym przypadku - reprezentacji Serbii i Czarnogóry - postawiono na kogo innego, a w pięciu innych to ja rezygnowałem. Była oferta z Lecha Poznań, ale nie chciałem. Za mało czasu minęło od momentu opuszczenia Legii. Może znów zdecyduję się na pracę w Polsce, ale najwcześniej za kilka lat. Pytali o niego działacze klubu z Omanu, ale... - U Arabów jest za ciepło, a w dodatku alkoholu nie można pić. To nie dla mnie - śmieje się Drago. Chciały go kluby serbskie, jednak te słabsze. - W Serbii byłbym zainteresowany tylko dwoma propozycjami - z Crvenej Zvezdy albo z Partizana. A w obu klubach stanowiska trenerów są na razie zajęte. Interesuje mnie mocny zespół, walczący o puchary. Znajomi mówią mi, że ostatnio jestem jak Louis van Gaal - wszystkie oferty odrzucam. W końcu przyjdzie jednak coś ciekawego. Czekam.

Podaj ten news dalej: