Wie Pan, dlaczego rozmawiamy teraz, dwa dni przed meczem z Groclinem?
Marek Jóźwiak: Pewnie będzie znowu o tych wieśniakach... Było, minęło. W rundzie wiosennej, gdy przegraliśmy 0:2, nazwałem piłkarzy Groclinu "chłopcami ze wsi". Emocje wzięły górę nad rozumem. Ale z drugiej strony nic nie poradzę, że Grodzisk Wielkopolski jest trzy razy mniejszy niż moja parafia na Ursynowie. Szanuję Groclin za to, co robią dla polskiej piłki, wyeliminowanie Herthy bardzo mnie ucieszyło, bo być może dzięki temu już niedługo dwa polskie kluby będą mogły grać w eliminacjach Champions League.
Było Panu głupio?
- Głupio? Nie. Zostałem sprowokowany. Udzielałem wywiadu i usłyszałem, że zawodnicy Groclinu obrażali moją Legię. Reakcja była natychmiastowa. Jak dostanę w policzek, to nie nadstawiam drugiego, tylko oddaję. Nie jestem cykorem i nie uciekam. Mam nadzieję, że w środę nie będzie żadnych incydentów.
Groclinowi nie idzie ostatnio w lidze...
- To, że nie wygrali paru spotkań, nic nie znaczy. Wciąż są groźni. Mecz z Polkowicami czy Świtem ma zupełnie inną rangę niż potyczka z Herthą. Z nami zagrają jak z Niemcami. To jeden z ważniejszych meczów. Jeśli wygramy, to nie dość, że zachowamy kontakt z czołówką, to jeszcze uciekniemy Groclinowi na siedem punktów. Porażka oznacza znowu gonienie Amiki i Wisły. A meczów coraz mniej.
Wiosną Groclin grał defensywnie, z kontry. Czy teraz zagra inaczej?
- Jestem przekonany. Zagrają otwartą piłkę. Mają niezłych zawodników grających do przodu, a nie na własnej połowie. Skorzystają na tym wszyscy. Na pewno kibice, bo zobaczą bardzo emocjonujące widowisko, i my. Bo Legia woli grać z zespołami nienastawionymi tylko na "murowanie". A prezes Groclinu, pan Drzymała, to człowiek ambitny, tworzy dobry, europejski zespół. I na pewno nie zadowoli się antyfutbolem. Po to zatrudnił słowackiego trenera.
To dobrze, że w Polsce pracują trenerzy z zagranicy?
- Skoro mogą w polskiej lidze grać zagraniczni piłkarze, to mogą i pracować trenerzy. Konkurencja jest potrzebna w każdej dziedzinie. Tyle że efekty pracy trenerów najlepiej widać nie w polskiej lidze, ale w pucharach. Radolsky zrobił w Grodzisku dobrą robotę, było to widać w meczach z Herthą. Niemcy nie byli w najwyższej formie, ale wyeliminowanie ich to spore osiągnięcie. Uważam, że z Manchesterem City też nie są bez szans, bo polskim klubom zawsze dobrze grało się z angielskimi.
Legia potrafi grać z zespołami z czołówki.
- Wiemy, ile jest do stracenia, a ile do zyskania. Umiejętności mamy, siły też są. Obiecuję, że agresji, zaciętości, którą przeciwstawi nam Groclin, akurat w środę nie zabraknie.
Kto jest faworytem?
- My. Gramy u siebie, a przed takimi kibicami zawsze jesteśmy faworytem.
Naprawdę inaczej się mobilizujecie na Groclin, a inaczej na Polkowice czy Świt?
- Na pewno gra nam się trudniej przeciwko tym, którzy się bronią. Podświadomie nie koncentrujemy się na sto procent. Jeden ogląda się na drugiego, wychodzi na boisko z myślą: "jakoś to będzie". A gdy przyjeżdża lider czy mistrz Polski, wtedy chcemy mu pokazać, kto jest lepszy. Bo i on ma nam coś do udowodnienia. A jak widziałem fajnych, skądinąd, chłopaków ze Świtu, było mi żal. Nogi mieli związane już w tunelu.
Pan w niedzielę nie grał.
- Nie zgadzam się z decyzją trenera, ale ją akceptuję. Chcę grać w każdym meczu, ale nie dlatego, że nazywam się Jóźwiak, w polskiej lidze rozegrałem ponad 200 meczów, grałem w jednej drużynie z obecnym trenerem i wyjechałem na Zachód. Chcę grać, bo jestem dobry.
Kontuzji doznał Dickson Choto, więc jedno miejsce jest wolne... Zagra Pan albo Wojciech Szala.
- Jeśli ja, to zrobię wszystko, by powstrzymać Rasiaka i Niedzielana.
Których napastników ceni Pan bardziej? Rasiaka i Niedzielana czy Żurawskiego i Frankowskiego? A może po prostu Saganowskiego i Svitlicę?
- Wybrałbym dwóch. Na pewno Marka Saganowskiego. Bo jako jedyny z tej szóstki jest pierwszym obrońcą. Biega za trzech, przeszkadza im w wyprowadzaniu piłki. Traci na tym trochę, bo potem, kiedy my przejmujemy piłkę, brakuje mu sił. Ale dzięki temu Stanko zbiera wszelkie pochwały.
A kogo do pary dla Saganowskiego?
- Rasiaka. Uważam go za lepszego piłkarza niż Maciej Żurawski. Jest groźniejszy przy stałych fragmentach, twardszy, umie się przepchnąć. Przeciwko niemu gra się trudniej niż Żurawskiemu.
A Niedzielan?
- Ciekawy piłkarz. Szybki. Prawą nogą grać nie umie, ale lewa pracuje za dwie. Ma spory talent, jeśli wyjedzie na Zachód, będzie dobrze prowadzony i będzie grał, może być drugim Mirosławem Okońskim.
Ostatnio pojawiła się "moda na Groclin"...
- Nie, moda to jest, ale na Legię. Bez względu na to, czy gramy w pucharach, czy nie. Oni wyeliminowali Herthę, zagrali w Budapeszcie i są na ustach wszystkich. Ale uważam, że nawet jeden taki mecz jak z Węgrami nie zrobił z graczy Groclinu superpiłkarzy. Niech zagrają jeszcze kilka takich spotkań.
Mówił Pan o napastnikach Groclinu, a jak podoba się Panu gra obronna Legii?
- Średnio. Nie powinna opierać się na trzech-czterech zawodnikach, tylko na 11. Za mało nas broni. Chciałbym, żeby wszyscy harowali tak jak Marek Saganowski.
A ze swojej gry jest Pan zadowolony?
- Raz gram dobrze, raz źle. Wahania formy mnie martwią.
Niektórzy zastanawiają się, co "emeryci" - Jóźwiak i Zieliński - jeszcze robią w Legii?
- Jak patrzę na zespoły z Nowego Dworu i Polkowic, to ani mi się śni kończyć karierę. Spokojnie możemy pograć jeszcze parę lat.
Kiedy na początku sezonu Legia grała czwórką obrońców, stwarzała cztery-pięć okazji w meczu, a rywal jedną-dwie. Po zmianie ustawienia, na 3-5-2, okazji jest więcej - i dla Legii, i dla jej przeciwników.
- Gra trójką obrońców z tyłu wymaga żelaznej konsekwencji. Bo wtedy przeciwnik ma sporo miejsca w bocznych sektorach boiska. Gdy tracimy piłkę, są problemy, bo nie ma komu wrócić. I przeciwnik ma sporo miejsca, jak w Płocku.
Czyli Legia powinna grać w ustawieniu 4-4-2?
- Gdy grając trójką obrońców z tyłu, wygrywaliśmy z Wisłą Kraków i Amicą, wszyscy chwalili trenera za pomysł i nikomu to nie przeszkadzało. Teraz, kiedy gramy słabiej, zaczyna się szukanie problemów. Chodzi nie o ustawienie, choć ja bym wolał, żebyśmy grali 4-4-2, ale za wszystko odpowiada trener.
Po przerwie na mecz reprezentacji z Węgrami Legia gra słabiej niż wcześniej.
- Przerwy nigdy dobrze nam nie robiły. Poza tym już mówiłem, że wielu z nas jest zdekoncentrowanych. Musimy wziąć sobie do serca, że sama nazwa "Legia" nie wygrywa meczów. Nie da się zdobywać punktów na stojąco, samymi umiejętnościami. Trzeba jeszcze walczyć, biegać, pokazać zaangażowanie i dyscyplinę taktyczną.
Jak Pan widzi obecną Legię?
- Jest paru dobrych zawodników ze sporymi możliwościami. Trener musi do nich trafić, wyzwolić rezerwy. Liga jest wyrównana. Mistrzem będziemy my, Wisła Kraków, Amica albo Groclin. Ale jak będziemy grać w chodzonego, to punktów nikt nam nie podaruje.
Fizycznie nie macie problemów?
- Nie. Treningi nie są tak forsowne jak u trenera Okuki. Mamy, kiedy można, sporo wolnego. Nie w tym upatruję winy, że coś szwankuje. Z Amicą i Wisłą wygrywaliśmy w ostatnich minutach, czyli sił nie brakuje.
Czyli nie wygrywacie, bo niektórzy uważają, że do wygrywania w polskiej lidze wystarczy tylko założyć koszulkę Legii?
- Nie "niektórzy", zdecydowana większość. Mówimy cały czas o taktyce, ustawieniu, przygotowaniu fizycznym, a bardzo mało o ambicji. A tego nam brakuje. W Legii z sezonu 1993/94 było kilku zawodników świetnych technicznie, jak choćby Leszek Pisz. Ale byli i chuligani. Ja, Krzysiek Ratajczyk, Radek Michalski, Jacek Zieliński. Zaczynał się mecz i zapieprzaliśmy. Robiliśmy jeden wślizg, drugi, trzeci. Tamten zespół miał wielki charakter. Teraz jesteśmy za delikatni.
A może, pytam poważnie, powinniście pogadać z psychologiem? To nie wstyd. Wielu sportowców tak robi.
- Chyba to trener musi docierać do zawodników, bo my jeszcze nie dorośliśmy do wizyty u poważnego psychologa.
Zobaczy pan, w środę zagramy jednak taki mecz, że w czwartek nie padnie pytanie o psychologa. Chodzi o to, by każdy wyszedł na boisko z myślą, by "wygrać". To ważne, że grasz w koszulce Legii, ale najważniejsze, by w tej koszulce zwyciężać.
Rozmawiał Robert Błoński
Wywiad
Jak dostanę w policzek, to oddaję
poniedziałek, 27 października 2003 21:46
Marek Jóźwiakźródło: Gazeta Wyborcza