Panie Marku, Niedzielan opowiada, że po Pańskim kopnięciu ma siniaka na plecach...
Marek Jóźwiak: On ma chyba siniaki na głowie. Niech nie mówi głupot. Ja go tylko trąciłem kolanem.
Z trybun wyglądało to na zdecydowany atak.
- W zamierzeniu być może taki był. Ale na szczęście w porę się opamiętałem i właściwie bardziej pchnąłem niż uderzyłem rywala.
Wiedział Pan, że nawet zamiar uderzenia napastnika Groclinu skończy się czerwoną kartką. Miał Pan już na koncie jedną żółtą...
- Nie potrafiłem się opanować, gdy zobaczyłem jak Niedzielan z rozmysłem kopie Artura Boruca. Nasz bramkarz miał już piłkę w rękach, a ten z furią wjechał w niego korkami.
Ma Pan już 36 lat, masę takich meczów o wysoką stawkę za sobą, występy w lidze francuskiej, a tu nagle takie wyczyny...
- Powinienem trzymać nerwy na wodzy. Osłabiłem drużynę w najmniej odpowiednim momencie. Pocieszałem się w szatni, że w "10" potrafimy grać skuteczniej. Żartuję oczywiście. Nic mnie nie tłumaczy.
Nie ma Pan żalu do sędziego?
- Oczywiście, że mam. Pierwsza żółta kartka była z kapelusza arbitra Tomasza Mikulskiego. Nawet nie dotknąłem Sebastiana Mili. Pomocnik Groclinu przewrócił się o własne nogi. Jeżeli jednak mnie pokazał drugą żółtą kartkę za atak na Niedzielana, to dlaczego napastnik gości nie otrzymał czerwonej kartki za brutalne kopnięcie naszego bramkarza? To był również atak bez piłki, bo ta już dawno była w rękach Boruca. Tymczasem Pan Mikulski jakby zapomniał o całym wydarzeniu. Polecam mu bilobil - Mikulski wie co to za lek, przecież jest lekarzem.
O tym Pan z nim rozmawiał chwilę po otrzymaniu czerwonej kartki?
- On do mnie powiedział: No i się doigrałeś! No to ja mu odpowiedziałem: Chyba się Pan zagotował, doktorku!
Rozmawiał Leszek Świder
Wywiad
Zagotował się Pan, doktorku!
piątek, 31 października 2003 08:02
Marek Jóźwiakźródło: Życie Warszawy