Święto zmarłych to czas refleksji, zadumy. Wspominamy tych, którzy byli bliscy naszemu sercu lecz odeszli na zawsze. Odżywają wspomnienia, historie. Żałujemy, że nie ma Ich teraz wśród nas. Jednak taka jest kolej rzeczy i tego nie możemy zmienić. Dzień Wszystkich Świętych to również dobra okazja by przypomnieć sobie nie tylko najbliższych z grona rodziny, przyjaciół, znajomych, ale także tych, którzy w ciągu swego życia byli związani w pewien sposób z Legią.
W pierwszej kolejności wspomnieć należy o największej legendzie naszego klubu oraz polskiego futoblu. Kazimierz Deyna, bo o nim mowa, to postać, o której powiedziano oraz napisano wiele. Doskonale wiemy jakim był człowiekiem i co potrafił na boisku. Zginął śmiercią tragiczną 1 września 1989 roku w wypadku samochodowym na jednej z autostrad w San Diego w USA. Tam też znajduje się Jego grób. Kolejnym wielkim nie obecnym jest Ernest Pol. Wielu z nas może Go nie pamiętać gdyż w Legii grał w latach 1953-56. W tym czasie w 55 meczach zdobył ponad 40 goli. Równie imponujący dorobek miał w reprezentacji - 49 spotkań i 40 bramek. Niestety nie żyje. Zmarł 12 września 1995 roku w Niemczech.
"Kaka" zmarł w wypadku samochodowym, Pol śmiercią naturalną. Jednak ludzi związanych z Legią zabrała również wojna. Część z nich np.: Wacaław Adamowicz (bramkarz - 4 sezony w Legii), Klemens Frankowski, Stanisław Gburzyński, Zygmunt Steuermann (wszyscy trzej byli napastnikami) zostali rozstrzelani. Inni jak choćby Henryk Czech, Feliks Asłanowicz czy Władysław Żukowski zmarli jako więźniowie obozów koncentracyjnych. Na szczęśćie nie wszystkich pochłonęła wojna. Grupa osób przeżyła mimo, że brała czynny udział w walkach. Przykładem są Paweł Akimow (najstarszy ligowiec w Legii - ostatni mecz zagrał mając 38 lat i 240 dni!), Jan Ciapara, Tadeusz Cieciera, Józef Ciszewski, Henryk Czarnik (prezes CWKS w latach 1950-51), Franciszek Głowacki (grał w bramce i... w ataku), Karol Daniel Hanke (11-krotny reprezentant Polski), Antoni Keller, Henryk Martyna, Włodzimierz Maurer, Wacław Przeździecki (grał również w hokeja oraz był trenerem rezerw Legii), Marian Schaller, Stanisław Skwarczyński (nagrodzony krzyżem Virtuti Militar), Stefan Śliwa (stracił prawą rękę podczas wojny i musiał grać z protezą), Witold Wypijewski (klubowy rekordzista gier przed wojną) czy Józef Zieman (opłacał nie raz z własnej kieszeni koszty istnienia sekcji). Oni przeżyli piekło, ale niestety później umarli jak ich koledzy. To tylko namiastka wybitnych piłkarzy, trenerów, działaczy z okresu wojennego, którzy byli związani z Legią, a o których się nie mówi.
Wymieniając tych ludzi, którzy występowali z "eLką" na piersi nie wypada nie wspomnieć o Józefie Kałuży, który pierw w reprezentacji Polski zdobył 8 goli w 20 meczach, a później jako trener poprowadził biało-czerwonych w 50 spotkaniach, wywalczając m.in. awans do MŚ w 1938 roku. O Karlu Fischerze, który był pierwszym w historii wojskowych etatowym nauczycielem futbolu w ekstraklasie. O Józefie Nawrocie i Marianowi Łańce, którzy wraz z Józefem Ciszewskim siali postrach wśród obrońców rywali.
Wybitnych ludzi, którzy odeszli, a mieli jakikolwiek związek z Legią jest dużo więcej. O większości wyżej tu wymienionych osób wielu z nas nigdy nie słyszało. Jednak takie święto jak te, które obchodzimy 1 listopada to dobry moment by nadrobić te zaległości. Zatem stojąc nad grobem, zapalając znicz, wspominając z przyjaciółmi tych co odeszli, nie zapomnijmy o piłkarzach, trenerach, działaczach Legii, którzy opuścili świat żywych. Niechaj pozostaną w naszej pamięci i spoczywają w pokoju.
Pamiętajmy...
sobota, 1 listopada 2003 09:03
Fumen