Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Najlepszy spektakl w mieście

poniedziałek, 3 listopada 2003 07:34
Jerzy Engelźródło: Życie Warszawy

Czy jest Pan zadowolony z zajmowanego przez Legię miejsca w tabeli i zdobytych przez piłkarzy punktów?

Jerzy Engel: Nie mogę być zadowolony, bo znów niepotrzebnie straciliśmy w rundzie jesiennej całą masę punktów z zespołami, które nie będą się liczyły w decydującej rozgrywce. Bolą szczególnie punkty stracone z beniaminkami. Właśnie przez to Legia zajmuje dziś czwarte miejsce, które nikogo nie satysfakcjonuje.


Po raz kolejny okazuje się, że Legia potrafi wygrywać z czołowymi drużynami, a traci punkty ze słabeuszami. Dlaczego?

- Myślę, że leży to w sferze mobilizacji piłkarzy. Jeśli drużyna nie wygrywa z zespołem, który jest słabszy, to może to być spowodowane tylko brakiem motywacji. W spotkaniach z Górnikiem Łęczna czy Górnikiem Polkowice stworzyliśmy praktycznie tylko po jednej sytuacji bramkowej, a to zbyt mało, by wygrać mecz. Już pora, by ten zespół grał z przeciwnikami słabszymi, tak jak z Wisłą Kraków czy Amicą.


Porażka w Płocku, remis z Groclinem. Przy prowadzeniu 1:0 w spotkaniu z zespołem z Grodziska legioniści zbytnio cofnęli się. Może brakuje już im sił?

- Legia gra bardzo ofensywnie, szczególnie na własnym boisku. Fani Legii tworzą na trybunach najlepszy spektakl. Piłkarze starają się dostosować do niego i dobrą grą porwać publiczność. Chcą stworzyć dla kibiców wspaniałe, emocjonujące i piękne widowisko. Tak było w pierwszej połowie w spotkaniu z Groclinem. Jednak boisko o tej porze roku jest niezwykle grząskie, więc trudno przez 90 minut grać cały czas na najwyższych obrotach. Przyszło 20 minut lekkiej zadyszki, strata bramki, którą później trudno było odrobić. Niemniej jednak muszę stwierdzić, że Legia zremisowała mecz na własne życzenie. Wystarczyło, żeby Marek Saganowski wykorzystał jedną z dwóch doskonałych sytuacji, wynik byłby korzystniejszy dla nas. Strata punktów w tej rundzie wiąże się ze słabą skutecznością, szczególnie Saganowskiego. Marek wiosną strzelał fantastycznie, jesienią zdobywa mniej goli, marnuje doskonałe sytuacje. To jest jeden z ważniejszych powodów, dlaczego Legia traci punkty.


Może Saganowski powinien usiąść na ławce rezerwowych?

- Taka decyzja należy do trenera. Dariusz Kubicki widzi codziennie zawodników na treningu i jestem przekonany, że wybiera najlepszych, którymi dysponuje. Osobiście muszę przyznać, że żal mi Manuela Garcii, bo ten chłopak nie miał szansy pokazać się w Polsce. Przecież żaden trener nie posadziłby na ławce rezerwowych króla strzelców ekstraklasy Svitlicy czy doskonale spisującego się w poprzedniej rundzie Saganowskiego. Są to dwaj świetni napastnicy. Więc Manuel, który miał nadzieję, że będzie w podstawowym składzie, bo Stanko Svitlica miał odejść, byłby zupełnie innym piłkarzem. Chłopak, który przychodzi do naszego klubu z ogromnymi nadziejami, z kraju, w którym emocje są jednym z najważniejszych elementów psychicznej konstrukcji, nagle siada na ławce rezerwowych. Okazuje się, że wpada z deszczu pod rynnę, bo w Argentynie też nie występował w podstawowej jedenastce. Sądził, że w Legii wypromuje się lepiej niż w Racingu i stąd trafi do wymarzonej ligi hiszpańskiej. A tu okazuje się, że nawet w Polsce nie łapie się do wyjściowej jedenastki. Zdajemy sobie sprawę, że nie jest mu łatwo. Ale w klubie musi być trzech wysokiej klasy napastników, dlatego cały czas mu tłumaczymy, że musi czekać na swoją szansę.


Poza Manuelem w przerwie letniej do Legii przyszło jeszcze kilku innych graczy. Nie wszystkie transfery były jednak udane...

- Nie zgodzę się z tym. Moim zdaniem wszystkie są trafione. Dickson Choto jest dziś ulubieńcem warszawskiej publiczności. Rzadko się zdarza, żeby ktoś wdarł się do zespołu takim przebojem i został od razu zaaprobowany przez kibiców. Bardzo dobre zmiany, choć jeszcze nie jest dobrze zaaklimatyzowany w zespole, daje Tomek Sokołowski II. O Manuelu mówiliśmy, ale chcę dodać, że w wygranym meczu z Amicą dał fantastyczną zmianę. Przeprowadził wyśmienitą akcję potwierdzającą jego niebagatelne umiejętności, po której padła bramka. Dodając do tego Andrzeja Krzyształowicza, który też na razie nie ma szansy gry przy Borucu, bo Artur jest w tej chwili najlepszym polskim bramkarzem po Jurku Dudku i lada moment powinien zostać włączony do reprezentacji, mamy udany komplet nowych zawodników. Do każdej formacji dobraliśmy jednego piłkarza i uważam, że to dużo. Mimo trudnej sytuacji finansowej byliśmy jednym z nielicznych polskich klubów, który potrafił wzmocnić i uzupełnić zespół potrzebnymi zawodnikami. Nadal szukamy nowych graczy i będziemy Legię wzmacniać.


Jakieś konkrety?

- Oczywiście nazwisk nie mogę podać, bo od razu zainteresują się tymi piłkarzami inne kluby. Rotacja w drużynie tej klasy co Legia odbywa się stale. Tak robią najlepsze zespoły, w czołowych europejskich ligach także dokonują nieustannie zmian. Wypożyczyliśmy kilku piłkarzy do Świtu Nowy Dwór czy ŁKS, po to, by nie biegali po czwartoligowych boiskach, a ogrywali się w lepszych zespołach. Do naszej drugiej drużyny wchodzą młodzi chłopcy jak Petasz, Pulkowski i inni, których grę już dziś ogląda się z dużą przyjemnością. Niemniej jednak Legia jest takim klubem, który musi poszukiwać zawodników od razu gotowych do gry w pierwszym składzie. Nie jest tajemnicą, że nadal poszukujemy obrońcy, a także pomocnika i napastnika. Wciąż penetrujemy rynki nie tylko polskie, ale także europejskie i na miarę naszych możliwości będziemy ściągać najwartościowszych piłkarzy. Chcę także nadmienić, że sporą sztuką jest utrzymanie składu, którym obecnie dysponujemy. Kilku naszym podstawowym piłkarzom kończą się kontrakty i stoimy przed trudnym zadaniem zachęcenia ich, by pozostali w Legii. Zatrzymanie, na przykład, Svitlicy bardzo obciąży naszą kieszeń. Zawodnik dysponujący własną kartą może przecież negocjować warunki kontraktu, przebierać w ofertach innych klubów i wybrać najbardziej intratną propozycję. Dlatego już pracujemy nad zatrzymaniem w klubie tych, którym kończą się kontrakty.


Między innymi fenomenalnego Svitlicy...

- Stanko znowu jest gwiazdą naszej ligi. To, że nie przepracował okresu przygotowawczego, nie było go podczas zgrupowania we Francji, było widać na początku rundy. Przecież między innymi dlatego, że wchodził z ławki rezerwowych albo wytrzymywał pół meczu, nie strzelaliśmy goli i traciliśmy głupio punkty. Znamy klasę Stanko, bo zawodnik, który w dwa i pół roku strzela 50 goli, nie może być tuzinkowym piłkarzem. Okazuje się, że Serbowi odpowiada gra w polskiej lidze, dlatego powinien zostać w Legii. Grał przecież w innych ligach i w nich nie brylował. Prawa rynku są jednak nieubłagane i jeżeli Svitlica będzie chciał odejść do poważnego zachodniego klubu, nie zdołamy go zatrzymać. Jestem przekonany natomiast, że nie odejdzie do żadnego innego klubu w Polsce.


Czy trwają rozmowy dotyczące przedłużenia Svitlicy kontraktu?

- Tak. Stanko zaprezentował swoje stanowisko, my dopasujemy swoje i mam nadzieję, że dojdziemy do porozumienia.


Ostatnio na Legii pojawia się sporo menedżerów. Który z piłkarzy jest na ich celowniku?

- To normalna sytuacja. W dzisiejszych czasach większość piłkarzy ma swoich menedżerów, którzy pracują na siebie i swojego zawodnika. Gdzie tylko mogą rozsławiają imię swojego podopiecznego i zapraszają wszystkich, aby go oglądali. Na mecz z Groclinem przyjechała cała grupa menedżerów, nie tylko z Zachodu, ale także ze Wschodu. Mogli porównać umiejętności Svitlicy z potencjałem trzech reprezentantów Polski. Nadeszły takie czasy, że należy współpracować z menedżerami. To my jednak czasem musimy im tłumaczyć, że promując piłkarza za wszelką cenę, sami robią mu krzywdę. Zawodnik, przede wszystkim, sam musi się pokazać, a nie uwierzyć w to, co mówi o nim menedżer. Kto wie, czy dlatego, że prasa non stop sprzedaje za ogromne pieniądze Saganowskiego za granicę, Marek nie jest psychicznie zablokowany i dlatego nie strzela goli.


W klubie poprawiła się chyba nie tylko sytuacja transferowa i praca z młodzieżą, ale także pod względem finansowym Legia zaczyna odżywać?

- Obejmując stanowisko dyrektora sportowego mówiłem, że niczego nie da się załatwić w ciągu tygodni czy miesiąca. Powoli jednak następują zmiany i wszystko idzie ku dobremu, choć jak powszechnie wiadomo, klub ma nadal długi. Na mecze zaczyna brakować biletów, powiększa się grupa sponsorów. To efekt ciężkiej pracy całego sztabu, dyrektora Kity, rzecznika Piotra Strejlaua i wielu innych ludzi. Prowadzimy rozmowy z poważnymi firmami, które, być może, niebawem pojawią się na Legii. Dzięki temu udaje nam się zabezpieczyć płynność finansową klubu.


Czyli do pełni szczęścia brakuje Legii tylko nowego, większego stadionu.

- Niestety, na to nie mamy wielkiego wpływu. Wszyscy od dawna wiedzą o tym doskonale, że w Warszawie musi powstać stadion z prawdziwego zdarzenia. Mam nadzieję, że władze miejskie też już zrozumiały, jak potrzebny jest miastu taki obiekt. Chodzi tylko o to, by przyspieszyć wszystkie decyzje i rozpocząć pracę. Jestem przekonany, że stadion mogący pomieścić 40 tys. widzów byłby zapełniony na większości meczów. Powraca moda na klubową piłkę nożną i my, jako Legia, jesteśmy w stanie zagwarantować najlepszy spektakl w mieście. Przed takim meczem jak z Groclinem musiałem odmawiać zaproszeń czy sprzedaży biletów warszawskiej śmietance biznesmenów, aktorów, polityków, bo zabrakło miejsc na trybunie VIP. Wiele znanych postaci ze świata kultury czy polityki jest zmuszonych do siedzenia na schodach. Mam nadzieję, że wiosną będą mogły ruszyć pierwsze roboty na stadionie, a za kilka lat loża VIP stanie się największym salonem Warszawy.


Rozmawiał Maciej Rowiński

Podaj ten news dalej: