Włosi zażyczyli sobie, aby towarzyskie spotkanie z Polską (12 XI) zorganizowano w Warszawie. Podobne życzenia ma większość rywali. Dlaczego więc od roku nie widać postępu w pracach przygotowawczych do budowy nowego stadionu?
Michał Listkiewicz: Dobre pytanie... Ja nie wiem. Uczestniczyłem właśnie w kolejnym posiedzeniu na ten temat. Właściwie była to kolacja u prezesa Pol-Motu Andrzeja Zarajczyka (w 80 proc. właściciela klubu Legia Warszawa). Wyszedłem z niej syty, ale pełen wątpliwości, że budowa stadionu ruszy z kopyta.
Czy znów usłyszał Pan wiele pięknie brzmiących deklaracji i żadnych konkretów?
- To zbyt ostro powiedziane. Ale mam dziwne wrażenie, że miasto się waha, nie jest przekonane do tej inwestycji. Tymczasem w Poznaniu, Lublinie i pewnie w kilku innych miastach stadiony są unowocześniane lub myśli się o budowie nowych.
Podczas kolacji u prezesa Zarajczyka padły jednak deklaracje o zakończeniu budowy stadionu w 2005 r. lub na początku 2006 roku. Skąd ten optymizm?
- Nie wiem. Procedury przetargowe jeszcze nie zostały wszczęte. Wprawdzie przedstawiciele Legii postulowali, aby z nich zrezygnować, ale miasto nie wyraziło na to zgody. Jeżeli w połowie przyszłego roku nie rozpoczną się prace - o stadionie w 2006 roku będziemy mogli pomarzyć.
Została jednak powołana spółka, mająca do końca kwietnia znaleźć inwestora zastępczego, który ma wybudować stadion.
- Na razie rozmowy z jednym z kontrahentów, niemiecką firmą budowlaną Walther Bau, zostały zawieszone. Z innymi są w powijakach.
Jaka jest rola PZPN w tej inwestycji?
- Chcemy mieć swoją siedzibę na nowym stadionie przy Łazienkowskiej. Ale my tego obiektu nie stworzymy. Możemy tylko partycypować w kosztach i obiecać, że większość meczów reprezentacji Polski będzie rozgrywana na tym obiekcie. Jestem przekonany, że budowa ruszy, bo w przeciwnym wypadku będzie nam wstyd zapraszać tu kogokolwiek.
Rozmawiał Leszek Świder
Wywiad
Stadion jeszcze we mgle
wtorek, 4 listopada 2003 07:23
Michał Listkiewiczźródło: Życie Warszawy