Zawsze mówi Pan, że nie ważne, kto strzela, aby tylko wygrała Legia. Tym razem to znowu Pan przesądził o tym, że stołeczny zespół zdobywa trzy punkty.
Stanko Svitlica: Koledzy też by pewnie chcieli strzelić gola. Ale wolą chyba podawać do mnie, bo mają zaufanie. Jeden piłkarz nie może wygrać meczu, bo wszystko zależy od tego, jak zespół jest przygotowany fizycznie i psychicznie. W spotkaniu przeciwko Widzewowi pokazaliśmy, że mamy charakter i silną psychikę, czym udowodniliśmy, że nadal walczymy o mistrzostwo.
Jak smakuje zwycięstwo z Widzewem?
- Jak każde inne. Jedynie prestiż jest większy.
Otrzymał Pan doskonałe podanie od Łukasza Surmy. Nie obawiał się Pan, że znajduje się na pozycji spalonej?
- Łukasz zagrał mi fantastycznie. Zerknąłem na arbitra liniowego i patrząc na niego, modliłem się tylko, żeby nie popełnił błędu i nie podniósł chorągiewki. Sędziom chyba zawsze wydaje się, że kiedy wychodzę do piłki, jestem na spalonym. Była to fajna akcja, dokładnie taka, jak ćwiczymy na treningach.
Niedługo dojdzie do tego, że podczas meczu będzie Pana kryło dwóch obrońców.
- Raczej nie. Po prostu obrońcy przed spotkaniem chyba są zbyt pewni siebie i na ogół kończy się to strzeleniem przeze mnie gola.
Przed meczem z Groclinem Kriżanac odgrażał się, że nie da Panu pograć. A Pan go ograł niczym małe dziecko.
- Nie sądzę, aby tak mówił. To wszystko wyolbrzymiły gazety. Rozmawiałem z nim przed spotkaniem i był całkiem sympatyczny. Szanuję każdego piłkarza i tego samego wymagam od innych.
W piątkowym spotkaniu częściej wracał Pan do środka i pomagał pomocnikom.
- To zależy od gry zespołu. Jeżeli dostaję mało piłek, muszę wracać. Łatwiej jest wtedy kolegom zagrać do mnie. W Legii każdy walczy za każdego.
To dziewiąty gol w siódmym meczu z rzędu...
- Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek miał tak dobrą passę. Wszystko dlatego, że świetnie czuję się w Warszawie. Powtarzam, że mogę grać tylko w Legii, bo mam ją w sercu.
Piotr Reiss z Lecha Poznań zawiązał spisek, aby nie został Pan królem strzelców.
- To nieprofesjonalne podejście. Gdybym był Polakiem, to pewnie nikt by czegoś takiego nie mówił. Niech patrzą na swoją grę, zdobywają gole dla swoich klubów, a nie interesują się mną. Nie mam żadnych problemów psychicznych, które pewnie ma Reiss.
Może właśnie na przekór zdobędzie Pan po raz drugi z rzędu koronę króla strzelców?
- Niech każdy robi to, co ma do zrobienia, a nie gada. To trudna praca, a jej efekty widać na boisku. Nie słowa są ważne, a czyny. Ja strzelam gole, Reiss nie. I mam zamiar strzelać nadal, a nie oglądać się na innych.
Rozmawiał Maciej Rowiński
Wywiad
Z Legią w sercu
poniedziałek, 10 listopada 2003 07:54
Stanko Svitlicaźródło: Życie Warszawy