- Widzew nie wypracował sobie okazji do wyrównania.
Jacek Magiera: Bo od momentu objęcia prowadzenia byliśmy jeszcze bardziej zdeterminowani i pewni siebie. Postawiliśmy sobie za cel dowiezienia do końca tego rezultatu, wiedzieliśmy, że nie możemy stracić bramki.
- A Widzew stracił kolejne ważne punkty i może spaść z ekstraklasy. Nie brakowałoby panu meczów z tym klubem?
- Spadek Widzewa jest teoretycznie możliwe, ale ja wierzę, że jest... niemożliwy. Ja na pewno bym nie chciał, żeby taki klub opuścił ekstraklasę i będę mu kibicował w walce o ligowy byt. Liga wiele by straciła, gdyby brakowało w niej tego klasyku. Takie mecze są potrzebne wszystkim: piłkarzom, kibicom, którzy szczelnie wypełniają stadion, a także samej ekstraklasie. Na Widzewie, gdy są pełne trybuny, aż chce się grać. Taki klub powinien występować w pierwszej lidze.
- Tymczasem wy jesteście coraz bliżej czołówki. Wierzycie w mistrzowski tytuł?
- Oczywiście. Mamy zarówno szanse na mistrzostwo, jak i Puchar Polski. Gramy o oba cele, choć staramy się na razie nie oceniać naszych szans i o nich nie myśleć. Teraz myślimy tylko o tym, by wygrać spotkanie z GKS Katowice.
- Proszę jeszcze przez chwilę pomyśleć o meczu z Widzewem. Był chyba jednym z najbrzydszych w ostatnich latach?
- Rzeczywiście, nie było w nim zbyt wielu ładnych akcji, parad bramkarzy i celnych strzałów. Ale walki na pewno nie brakowało. Na nasze usprawiedliwienie powiem, że nie przyjechaliśmy do Łodzi po to, aby stworzyć kapitalne widowsko, ale by zwyciężyć. Zarzucano nam wielokrotnie, że po pięknych meczach na wyjeździe remisujemy na wyjazdach. Dziś na szczęście wygraliśmy. A styl jest mniej ważny.
Wywiad
Możliwe niemożliwe
poniedziałek, 10 listopada 2003 12:20
Jacek Magieraźródło: Przegląd Sportowy