Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Mija termin ultimatum piłkarzy Legii dla prezesa

czwartek, 20 listopada 2003 07:26
źródło: Gazeta Wyborcza

Tydzień temu piłkarze Legii złożyli petycję do prezesa. Chcą uregulowania zaległości, jakie ma wobec nich klub. - Czekamy do czwartku. Jeżeli nic się nie stanie, to coś zrobimy. A co? Postanowimy na poczekaniu. Chociaż nie ma mowy o strajku - mówią zawodnicy.


W ubiegłą środę po porannym treningu udali się do prezesa Edwarda Trylnika i przedstawili listę bolączek. Dzień później byli mniej rozmowni, za to przedłożyli petycję z listą postulatów. Najważniejszy z nich to zwrot prawie 3 mln zł, jakie Klub Piłkarski Legia zalega im za premię obiecaną za wywalczenie w połowie 2002 roku mistrzostwa. Ostatnio doszły też do tego kontrakty. Podobno oprócz "gołych" pensji (między 2 a 3 tys. zł) od sierpnia nie płaci im się nic. - Tak naprawdę to kłopoty ciągną się od maja. Mamy już dość tej sytuacji, dlatego postanowiliśmy czekać do czwartku. A potem coś z tym zrobimy, tylko jeszcze nie wiemy co. Może zwrócimy się do PZPN z prośbą o interwencję - mówią, na wszelki wypadek anonimowo. Powinni jednak pamiętać, że to właśnie futbolowa centrala ostatnimi czasy bardziej stanowczo niż wcześniej zaczęła brać stronę klubów kosztem zawodników. Wyrazem takiego stanowiska była uchwała, że kluby z "uzasadnionych powodów" mają prawo obniżać zawodnikom kontrakty. Jeżeli ci będą się burzyć, to można być pewnym, że powody się znajdą. Inna sprawa, że w najbliższy weekend piłkarze wszystkich klubów ekstraklasy zapewne zaprotestują przeciwko tego rodzaju praktykom. A trudno występować z prośbą do kogoś, przeciwko komu składa się protest.


- Co jest? - pytają w kblubie, wychodząc z założenia, że do tych kłopotów piłkarze powinni się przyzwyczaić. Z pustego przecież i Salomon nie naleje, a co dopiero prezes, choćby i stołecznego klubu. Kasa KP Legia nie jest bowiem nawet pusta, jest dodatkowo obciążona. Klub ma spore długi (zależnie od tego, kto jak i co liczy - od 8 do 15 mln zł). Prezes Trylnik musi zdrowo się napocić, by najpierw spłacić bieżące zobowiązania. Dopiero jak zostaną spłacone podatki, zobowiązania sądowe (jakby tego było mało, odżyła sprawa ekslegionisty Rafała Siadaczki, który z tytułu zerwanego kontraktu w Sądzie Polubownym PZPN zamierza domagać się ok. 900 tys. zł). Zawodnicy złożyli pismo, prezes zamierza wziąć ich na "przeczekanie". - To pismo jest niepodpisane, nie mogę więc traktować go jako oficjalnego stanowiska piłkarzy. Miałem spotkać się w tym tygodniu z radą drużyny, ale na razie nikt do mnie się nie zgłaszał. Spokojnie więc czekam. Teraz najważniejszy jest sobotni mecz z GKS i aby należycie do niego się przygotowali - mówi prezes Trylnik.


- Jesteśmy zaniepokojeni także ogólną sytuacją klubu. Widzimy, że jest źle. Nie płaci się nie tylko nam, także zwykłym pracownikom. Ale jak może być dobrze, skoro prezes w tym wszystkim się nie orientuje. Wcześniej nie miał nic wspólnego z futbolem. Jak prezes klubu przed rozpoczęciem sezonu może pytać, po co drużynie trzej bramkarze, skoro w meczu broni jeden? Może on myśli, że wystarczy nam jedenastu piłkarzy? - denerwują się zawodnicy. I nawet biorąc pod uwagę, że prezes żartował, to nie wszyscy te żarty muszą rozumieć. W obecnej sytuacji niewiele bowiem trzeba, by dolać oliwy do ognia.


- Nie zamierzamy strajkować, to znaczy zaprzestać treningów czy nie wyjść na mecz. To obróciłoby się przeciwko nam, a także kibicom, dla których gramy. Niemniej musimy coś wymyślić - zapowiadają piłkarze.


My mamy rozwiązanie, które powinno zadowolić wszystkich. Powiemy nawet więcej - prawie wszystkich, tzn. przede wszystkim kibiców. Proponujemy tzw. strajk włoski, czyli jeszcze bardziej staranne niż zwykle przykładanie się do obowiązków. Chodzi o to, by np. Tomasz Kiełbowicz za każdym razem dośrodkowywał mocno i jak najbardziej dokładnie, a Marek Saganowski strzelał tylko do bramki. Tylko ze Stanko Svitlicą może być kłopot, bo i tak jak nie kopnie, to piłka wpadnie. Może niech on nie strzela, a tylko podaje?

Podaj ten news dalej: