Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Pieniędzy nie ma

wtorek, 25 listopada 2003 09:37
Edward Trylnikźródło: Gazeta Wyborcza

Jak Pan skomentuje wypowiedzi piłkarzy upominających się o pieniądze?

Edward Trylnik: Nie chcę rozmawiać z nimi za pośrednictwem prasy. We wtorek ja oraz inni przedstawiciele zarządu spotkamy się z zawodnikami.


Ale oni mówią, że Pan ich od półtora roku oszukuje...

- Nie wiem, czy to były autoryzowane wypowiedzi. To objaw niegrzeczności. Ja o kimś się tak nie wyrażam. A czasem mógłbym, gdyby ktoś na przykład zapytał mnie o niektóre wyniki. Te wypowiedzi świadczą o ich wysokiej "kulturze". To młodzi ludzie, którzy chyba chcą się dorobić w rok-dwa. A może ich kontrakty nie przystają do rzeczywistości klubowej? Skoro nie możemy się z nich wywiązywać, to może są za wysokie? Wie pan, nikt nie ukrywa trudnej sytuacji w klubie.


Ma Pan jakiś pomysł na wyjście z tej sytuacji?

- Z każdej sytuacji jest wyjście. Chcemy zgromadzić środki na działalność spółki, tylko że okres nie jest najlepszy. Jest koniec roku, budżety reklamowe firm są pozamykane, a nowe jeszcze nie stworzone. Rok temu mówiłem to samo, bo to jest cykliczna sytuacja. Jednak my pomału wychodzimy z długów. Za pierwsze dziesięć miesięcy tego roku jesteśmy prawie na zero. W zeszłym roku o tej porze strata wynosiła 7 mln zł. Teraz strat nie ma. Wpływy są zbilansowane z wydatkami, a dług jest - ten z ubiegłego roku.


Piłkarze mówią, że jest coraz gorzej.

- Wolałbym skomentować to wszystko podczas spotkania z nimi. W spółce wszyscy muszą zarabiać pieniądze - zarząd, piłkarze... Ci ostatni przez swoją dobrą grę. Wie pan, w lutym, kiedy robiliśmy budżet, nikt nie przypuszczał, że nie zakwalifikujemy się do europejskich pucharów. A w ubiegłym roku zarobiliśmy na grze w nich ponad 7 mln zł. Na kary wydaliśmy kilkaset tysięcy. Teraz wpływy z pucharów bardzo by nam się przydały.


Ma Pan dla piłkarzy pieniądze?

- Właśnie we wtorek będę z nimi rozmawiał, w jaki sposób wszystko uregulować. W tej chwili spłacamy zadłużenia z poprzednich lat. Regulujemy zaległe podatki, opłaty za energię, ciepło, ZUS...


Jednak oni mówią, że od półtora roku nie dostają pieniędzy. Łukasz Surma, kapitan drużyny, powiedział, że klub nie zapłacił za mistrzostwo Polski, nie dostali premii za punkty zdobyte wiosną i jesienią..

- No właśnie, i chciałbym to usłyszeć od niego. Wszystko podczas spotkania. Mnie ocenia rada nadzorcza spółki i jej zarząd. Na razie te oceny są zadowalające. Świadczą o tym wyniki finansowe spółki. Nie jest tak, że nie chcemy płacić. W lutym nie przewidzieliśmy, że zabraknie nas w Europie.


To Surma nie mówił prawdy?

- We wtorek spytam go o to, skąd ma takie informacje. Jeśli chodzi o mistrzostwo, to mamy z piłkarzami ugodę, że pieniądze dostaną. Lutowa rata z Canalu+ nie będzie już niczym obciążona, pieniądze zostaną przeznaczone dla zawodników. Za wiosnę część premii jest uregulowana, to samo dotyczy rundy jesiennej. A poślizg w wypłacaniu kontraktów wynosi dwa miesiące.


Czy zimą Legia, żeby przeżyć, będzie musiała sprzedawać piłkarzy?

- Jak wiadomo, niektórym niedługo kończą się kontrakty, inni chcą odejść... Do klubu wpływają oferty, rozpatrzymy je. Jeśli któraś będzie atrakcyjna dla nas i piłkarza, to czemu nie.


Czyli z Legii może odejść każdy, jeśli znajdzie się odpowiedni kontrahent?

- Zmiany są elementem postępu. Na razie na tych transferach nie traciliśmy. A czy teraz jakikolwiek dojdzie do skutku, to się okaże.


Do tej pory to raczej do Legii przychodzili najzdolniejsi piłkarze.

- I pamięta pan, jak na tym wyszliśmy? Mam przypomnieć transfery i ogromne kwoty wydane na zawodników dwa-trzy lata temu? Gdzie teraz są ci gracze? Z tymi transferami zawsze jest tak, że na dwoje babka wróżyła.


Svitlicy i Vukoviciowi kończą się w czerwcu umowy. Czy prowadzone są rozmowy w sprawie ich przedłużenia?

- Negocjacje prowadzi dyrektor sportowy Jerzy Engel. Nie chcemy się ich pozbywać. Nie chcemy sprzedawać nikogo na siłę.


Leszek Miklas, poprzedni prezes, powiedział, że zostawił Legię z długiem 3,5 mln zł za tytuł mistrza Polski. Świadczenia wobec instytucji państwowych były na zero.

- A ja mam dokumenty, z których wynika, że w lipcu 2002 r., kiedy pan Miklas odchodził z klubu, strata za siedem miesięcy wynosiła 7,8 mln zł. Teraz nie ma strat, są stare zobowiązania.


Czy Pol-Mot chce sprzedać udziały?

- Nie do mnie pytanie.


Ale Pan jest przecież pracownikiem Pol-Motu... Nie słyszał Pan o ofertach firm Walther Bau czy pana Fijałkowskiego?

- Nie słyszałem.


Na co przeznaczone zostały pieniądze od Browarów Warszawskich, OBI, nowych sponsorów...

- Na działalność spółki. W klubie pieniądze zarabiają nie tylko piłkarze. Co mi z tego, że im zapłacę, jeśli nie będzie światła czy nie będą spłacane zaległości. Musimy się z nich wywiązywać.


Czyli w tej "siatce" płac piłkarze są na szarym końcu?

- Nie. Przychody spółki, nie licząc transferów, wyniosły 12 mln zł. Z tego osiem zostało wydane na płace.


To chyba zawodnicy nie powinni narzekać...

- To kwota, którą zarobiło 50 pracowników spółki, ale piłkarze na tej liście zajmują znaczące miejsce.


Czy kompromis we wtorek jest możliwy?

- Tak. Bardzo zależy mi na porozumieniu się z piłkarzami.


Rozmawiał Robert Błoński

Podaj ten news dalej: