fot. Mishka / Legionisci.com
REKLAMA

Analiza

Punkty po meczu z KKS-em Kalisz

Kamil Dumała, źródło: Legionisci.com

Zadanie wykonane, można bić na alarm?, napędzony KKS, środek pola, Strzała, Miszta, spokojnie - to najważniejsze punkty po wtorkowym meczu Pucharu Polski, w którym Legia pokonała 1-0 KKS Kalisz.



1. Zadanie wykonane
Przed spotkaniem z KKS-em Kalisz w 1/2 finału Pucharu Polski większość kibiców Legii chciała efektownego i efektywnego zwycięstwa z II ligowcem. Podopieczni trenera Kosty Runjaicia wygrali minimalnie, a przez większość meczu sposób gry dyktowali zawodnicy trenera Bartosza Tarachulskiego. Legioniści czekali dobrych pięć lat na to, by awansować do finału, bo ostatni raz udało się to w 2018 roku, kiedy to zagrali z Arką Gdynia i wygrali 211 po golach Niezgody i Cafú. Przez następne sezony ani razu nie udało się dojść do finału, dlatego w przypadku słabszego meczu przeciwko KKS Kalisz, można napisać jedno – zadanie zostało wykonane i to jest najważniejsze.



2. Można bić na alarm?
Po spotkaniu trener Kosta Runjaić stwierdził: „Nie byliśmy w stanie osiągnąć poziomu, jaki prezentowaliśmy w meczu z Rakowem. Myślę, że było widoczne gołym okiem, że wielu zawodników było mocno zmęczonych. To nie było dobre spotkanie, ale zagraliśmy 72 godziny po meczu z Rakowem. To nie wymówka, ale nie było łatwo. Spodziewaliśmy się trudnego meczu, ale nie spodziewaliśmy się, że będzie aż tak wyrównany. Nie byliśmy w stanie osiągnąć takiego posiadania piłki jak zazwyczaj”. I tu należy zastanowić się nad kilkoma rzeczami. Otóż z jednej strony niepokojące jest to, że pierwszy raz, kiedy Legia poważniej gra co 3 dni, jest w drugim spotkaniu mocno zmęczona i nie potrafi zdominować rywala bądź nawiązać równorzędną walkę z przeciwnikiem z II ligi. Z drugiej strony natomiast legioniści rozegrali bardzo ciężkie spotkanie z Rakowem Częstochowa, które toczyło się na dużej intensywności i mogło mocno wyczerpać zawodników trenera Runjaicia. Czy zatem można już bić na alarm i stwierdzić, że obecnie legioniści nie są przygotowani do gry co trzy dni? Według mnie nie. Jest na to za wcześnie, to dopiero pierwszy mecz od bardzo dawna (wręcz od początku rundy wiosennej), gdzie Legia dała się tak zdominować.

3. Napędzony KKS
Z podziwem i uznaniem można było obserwować grę II-ligowca przeciwko Legii - bez strachu, bez żadnych kalkulacji. Trudno im się dziwić, nie mieli nic do stracenia, a podobna szansa na awans do finału Pucharu Polski może im się szybko nie nadarzyć. Kilkukrotnie zagrozili bramce strzeżonej przez Cezarego Misztę. W 31. minucie nad bramką po błędzie Filipa Mladenovicia główkował Piotr Giel. W drugiej połowie swoich szans szukali Néstor Gordillo czy Nikodem Zawistowski, ale albo piłka przechodziła obok bramki Miszty, albo bramkarz dobrze interweniował. Najgroźniej było po dwóch sytuacjach - pierwsza miała miejsce w 59. minucie, kiedy to Miszta głową obronił groźne uderzenie Giela; druga nadarzyła się w ostatnich minutach meczu, kiedy to piłka tak odbiła się od Rafała Augustyniaka, że trafiła w poprzeczkę. Legia uciekła spod topora, przy dużym szczęściu, ale jemu zawsze trzeba pomóc.

4. Środek pola
Mecz w Kaliszu na pewno dał trochę do myślenia zarówno sztabowi szkoleniowemu, jak i dyrektorowi sportowemu w kwestii wzmocnień różnych pozycji podczas letniego okienka transferowego. Pokazał jeszcze, jak wygląda środek pomocy bez Bartosza Kapustki. W wielu meczach „Kapi” może nie należy do najlepszych zawodników na boisku, jednak wykonuje tytaniczną pracę i jest często pod jedną i drugą bramką. Tworzy przestrzenie na boisku, które niestety nie były tworzone w spotkaniu z Kaliszem. Gospodarze zdominowali środek i przy Josue, Sliszu i Strzałku w pierwszej połowie, a następnie Sokołowskim w drugiej, KKS miał dużo miejsca w tej strefie. Być może jest to efekt zmęczenia piłkarzy, ale mam wrażenie, że niektórzy grali zbyt blisko siebie albo nie pracowali tak mocno na boisku, jak Kapustka. Szczególnie tyczy się to Igora Strzałka i Josue.

5. Strzała
Skoro o młodym zawodniku mowa, to ogromnie ucieszył mnie strzelony przez niego gol. Po niezłych wejściach na boisko w kilku spotkaniach, Igor Strzałek otrzymał kolejną szansę na pokazanie swoich umiejętności od pierwszych minut. Czy ją wykorzystał? Trudno jednoznacznie to określić. Strzelił niezwykle ważną bramkę, gdzie idealnie odnalazł się w polu karnym i z obrońcą na plecach potrafił oddać celny strzał, z drugiej natomiast strony bardzo często tracił piłkę w środkowej strefie. Kilka razy zabrakło mu ewidentnie mięśni, bo przegrywał pojedynki fizyczne z rywalami. Raz próbował szybko uruchomić swojego kolegę z zespołu, jednak zagrał za lekko. Oczywiście w przypadku tego młodego zawodnika potrzeba spokoju, jeszcze nie raz zagra świetnie, a nie raz zagra słabszy mecz. To jest jego pierwszy poważny sezon, a raczej runda w pierwszym zespole Legii Warszawa.

6. Miszta
Czytając trochę opinii po spotkaniu, dało się zauważyć pretensje do Cezarego Miszty. Młody bramkarz już dawno nie miał okazji do zaprezentowania swoich umiejętności przed kibicami Legii. Otrzymał ją w 1/2 finału PP i nie zawiódł. Przynajmniej nie mnie. Oczywiście można trochę ze strachem patrzeć, jak przyjmował piłkę we własnym polu karnym i zwlekał z oddaniem jej kolegom, jednak biorąc pod uwagę jego poprzednie występy, widać było w tym elemencie poprawę. Mimo iż zagrania były wykonywane trochę późno, to je z pewnością i dużym spokojem i nie naraził ani razu swojego zespołu na zagrożenie pod własną bramką. Dodatkowo świetnie zachował się w 58. minucie, kiedy to głową obronił uderzenie Piotra Giela z bliskiej odległości. Kilka minut później pewnie wyłapał groźny strzał Kendzi.

7. Spokojnie
Ktoś mi kiedyś zdecydowanie wypomni ten ostatni akapit. Jednak po meczu z KKS-em Kalisz, musiał on powstać. Sam dałem ponieść się emocjom i napisałem na jednym z portali społecznościowych, że za sobotę należą się brawa, natomiast za wtorkowy mecz nagana. Czasem nie warto pisać czegoś w emocjach, bo po przespaniu się i przemyśleniu, zdecydowanie potrzeba nam spokoju. Jeszcze nie raz dojdzie do sytuacji, gdzie Legia nie będzie dominować na boisku, nie raz jeszcze przegra. Biorąc pod uwagę poprzedni sezon, należy z uznaniem patrzeć na pracę sztabu i piłkarzy. Chyba mało kto się spodziewał, że po tak beznadziejnym sezonie w następnym będziemy w finale Pucharu Polski i do końca wierzyć będziemy w zdobycie mistrzostwa Polski. Oczywiście, Legia musi mierzyć wysoko i znów zaczyna to robić, jednak spokojnie, jeszcze nie raz będą wzloty i upadki.

Kamil Dumała

REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2024 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.