
Rok 2003 zbliża się ku końcowi, czas więc na podsumowanie minionej rundy. Jaka była runda jesienna w wykonaniu kibiców Legii? Wspaniała. A skoro podobne zdanie ma większość liczących się ekip w Polsce - nie możemy być posądzeni o subiektywizm.
Sezon 2003 legioniści zaczęli od wyjazdu pod granicę, do Wodzisławia. Część warszawian specjalnie z tej okazji przerwała urlopy, aby móc dopingować swoją ukochaną drużynę. Niektórym na drodze do Wodzisławia stanął szef, który nie chciał dać urlopu...ale mimo wszystko na pierwszym wyjeździe zameldowało się około 300 legionistów, wspomaganych przez kibiców Zagłębia Sosnowiec. O oprawę tego meczu zadbał fan-club Legii ze Śląska - Squadron.

Przygotowane zostały balony w barwach, serpentyny i konfetti. Po wyrównującej bramce zapłonęło parę rac. Na początek sezonu fani musieli zadowolić się remisem 1-1 i w mieszanych nastrojach wracali do Warszawy.
Niespełna tydzień później Legia po raz pierwszy zagrała przed własną publicznością. Przyjazd beniaminka ekstraklasy, Górnika Łęczna nie wzbudził zbyt wielkiego poruszenia w stolicy. 9000 kibiców obejrzało kolejne spotkanie, które zakończyło się remisem. Tym razem bezbramkowym. Na płocie zawisły dwa nowe transparenty. Jeden, mały, przedstawiający podobiznę byłego szkoleniowca Legii, Dragomira Okuki. Drugi natomiast był skierowany do największego dziennika sportowego w kraju - Przeglądu Sportowego. "PRZEKRÄT SPORTOWY - MNIEJ KITÓW, WIÄCEJ FAKTÓW!" - taki tekst widniał na transparencie.

Fanom chodziło o nieprawdziwe informacje zamieszczane przez PS oraz o "wojnę" owego tytułu z Legią. Zaskoczeniem było przybycie do Warszawy grupy kibiców gości - 50 fanów Górnika z dwoma flagami było nie lada niespodzianką. Obecność kibiców gości średnio zmobilizowała nas do zaprezentowania wyjątkowej oprawy. Odpalone zostały race, w skromnej liczbie 20 sztuk, a na "Żylecie" pojawiły się małe flagi i transparenty na dwóch kijach. Wszyscy czekali już na mecz z Lechem, a wcześniej na derby.
Zanim jednak doszło do meczu z Polonią, legionistów czekało spotkanie w Pucharze Polski. Los skojarzył Legię z Tłokami Gorzyce, a na gospodarza pojedynku wyznaczony został zespół z Gorzyc. Na ten "egzotyczny" wyjazd zdecydowało się 250 kibiców z Warszawy. Dodajmy, że spotkanie zostało rozegrane w środku tygodnia. Co najmniej połowa warszawian weszła na sektor bez płacenia za bilety (a te kosztowały 10zł). Na płocie zawisło 5 flag. Odpalone zostały dwie race, a nasz doping był dobry tylko momentami.

Warto jednak podkreślić, że tego dnia zadebiutowała nowa legijna pieśń "Legia gol alle alle". Gospodarze, ku naszemu zaskoczeniu, pokazali się z bardzo dobrej strony. Oprócz pirotechniki i głośnego dopingu, pokazali flagi na kijach, styropianowe napisy "Ultra Stal", "Stalowcy" oraz balony. Jak na "ekipę z wioski" zostawili po sobie bardzo dobre wrażenie. Legia wygrywając 3-1 awansowała do kolejnej rundy PP.
Kolejne spotkanie wg terminarza to derby z Polonią. Gospodarzem tego pojedynku miał być zespół z Muranowa. Obiekt przy Konwiktorskiej nie spełnia wymogów PZPN i stąd też długo nie było wiadome, gdzie odbędą się 41. derby Warszawy. Ostatecznie zdecydowano się rozegrać mecz na stadionie Legii, przy czym oficjalnie gospodarzem pojedynku była...Polonia. "Gospodarze" ustalili, że fani Legii zajmą trybynę odkrytą, natomiast kibice z Konwiktorskiej zasiądą po przeciwnej stronie stadionu. Oba łuki zostały zamknięte. Fanatycy Legii długo zastanawiali się, czy nie "odpuścić" tego meczu. Ostatecznie na stadionie zjawiło się 5500 kibiców Legii (więcej niż przewidziano dla nas biletów) oraz około 300 polonistów. Ci, nie mogąc liczyć na dobrą frekwencję, postanowili zaistnieć w inny sposób. Otóż "nieliczni ale fanatyczni" przez większą część meczu wywiesili transparent przedstawiający podobiznę Kazimierza Deyny (dodajmy, dość mizerną) otoczoną...gwiazdą Dawida oraz napisem: "DEYNA POGARDA". W ten sposób sami wystawili sobie świadectwo. Ta właściwa flaga z podobizną "Kaki" zawisła na przeciwległym płocie. Ponadto legioniści tego dnia wywiesili 3 transparenty. Jeden z nich, wiszący tuż obok flagi Deyny, to nowa wersja transparentu z Łęcznej - "Przekręt Sportowy Łże".

Takie gorzkie słowa skierowali fanatycy z Łazienkowskiej w kierunku gazety, która nie potrafiła w sposób obiektywny pisać o naszym klubie. Niewielki transparent "Kabaret Starszych Panów" to tylko jeden z tych skierowanych do..."gospodarzy". Drugi był nie tylko większy, ale i bardziej dosadny - "Bez honoru, bez kibiców, bez boiska Dzisiaj szmato w łaskę przyszłaś!!!". Ponadto legioniści przygotowali okazjonalną, foliową, sektorówkę skierowaną do przeciwników zza miedzy. "Kibicu Polonii Gdzie jesteś?!" - takie hasło nad fanem z "piąchą" oznaczało, że w Warszawie "jest tylko Legia". Ponadto ograniczyliśmy się do kilku flag na kijach oraz naszych trzech sektorówek, wokół których zapłonęło 35 rac. Nie brakowało natomiast głośnego dopingu z naszej strony oraz "uprzejmości" w kierunku przeciwnika. Polonia pokazała 9 rac i trzy flagi na płot, z czego dwie...nie są już ich własnością. Wygrana Legii musiała cieszyć, a radość "Vuko" po strzelonej bramce było niesamowita. Wygrana cieszyła, ale najczęstszym podsumowaniem było stwierdzenie: "Nigdy więcej takich derby!"
Pięć dni po meczu derbowym, czekało nas niezwykle prestiżowe spotkanie z Lechem Poznań. "Kolejorz" przybył do stolicy w skromnej liczbie 400 osób, a wśród nich Arka i Cracovia. Przy tysięcznej grupie gości na wiosnę, jest to wynik mizerny. Na Łazienkowskiej wspaniale poskutkowała akcja "Pełny Stadion". 13 tysięcy kibiców to oznaka, że prowadzenie akcji, która ma na celu zapełnienie trybun naszego stadionu, zdaje egzamin. Do stolicy przybyły reprezentacje Pogoni, Zagłębia (z nową flagą Fuoco Brigade) i Olimpii Elbląg. Pojawili się także kibice z grupy "Wild West", których flaga wisiała na płocie. Zauważyć można też było także inne nowe barwy, oraz transparenty z podobiznami Okuki i Zielka. Na początek meczu fani Legii zaprezentowali choreografię złożoną z długich, jednobarwnych transparentów, które w poziomie utworzyły barwy Legii, a na środkowym sektorze sektorówki z herbem. Boczne sektory zostały zapełnione balonami, a na koronie odpalonych zostało 5 rac.

Po prezentacji, cały stadion ucichł. Minutą ciszy uczciliśmy pamięć Kazimierza Deyny. Poznaniacy potrafili uszanować pamięć legendy polskiej piłki. Na pierwszy gwizdek sędziego w górę poleciało konfetti i serpentyny. Była to jedna z pierwszych akcji Forum, polegająca na zbiórce konfetti i serpentyn. Następnym punktem widowiska było utworzenie na trybunie odkrytej barw z długich, kilkudziesięciometrowych, szarf. To kolejny element, który mógł zaskoczyć gości. Wszyscy spodziewali się "kolejnej kartoniady" ze strony Legii. My postanowiliśmy pójść innym tropem i zaskoczyć całą kibicowską Polskę. Efektownie prezentowały się również malowane transparenty na dwóch kijach (w sumie ponad 100) oraz małe flagi. Szczególnie, że na całej trybunie równocześnie zapłonęły wulkaniki, race i bengale. Istne piekło! Goście zaprezentowali się gorzej, niż podczas poprzedniej wizyty. Zaczęli od ciekawej prezentacji - transparentu z napisem "Potęga sięgająca gwiazd", ponad którym, oprócz gwiazd, statku i księżyca, znajdowała się flaga "Lech Poznań". Fani z Poznania zaprezentowali również sektorówkę z koziołkami w otoczeniu podłużnych balonów. Ostatnim akcentem, który warto odnotować, było odpalenie sporej ilości stroboskopów. Tymczasem gospodarze pokazali jeszcze 500 ogni rzymskich, zimne ognie z bengalami (cała Żyleta), a także sektorówkę z eLką oraz czerwonymi i zielonymi szarfami. Dodając do tego wspaniały doping, można w dwóch słowach skwitować ten mecz - wspaniałe widowisko! Na dodatek zakończone wygraną 2-1. Czego więcej można sobie życzyć...
Przerwa na mecze reprezentacji trwała 2 tygodnie. Legia więc wykorzystała ten czas na sparingowy mecz z Partizanem Belgrad. W piątkowe popołudnie na Łazienkowskiej zjawiło się tylko nieco ponad 4 tysiące widzów, którzy przyszli oficjalnie pożegnać Dragomira Okukę.

Drago był bardzo wzruszony, z powodu transparentu z jego podobizną, który zawisł na środku "Żylety". Serbski szkoleniowiec nie mógł wiedzieć wtedy, że ów transparent pojawi się na wszystkich obcych stadionach tej jesieni.
Po przerwie przeznaczonej na mecze reprezentacji Polski, Legia "wróciła do gry". Naszych piłkarzy czekał pojedynek z beniaminkiem ekstraklasy, Górnikiem Polkowice. Do Polkowic nie ma łatwego dojazdu, ale czy to może być przeszkodą dla warszawian? Pewnie, że nie. W odległych od Warszawy o 450km Polkowicach zameldowało sie 250 legionistów. Wśród nas nie zabrakło kibiców z zachodniej części Polski - Wild Westu. To oni przygotowali kartony, które zostały podniesione na początku spotkania.

Na naszym sektorze zawisło 9 flag, a w 30 minucie meczu zapalamy 9 rac. W drugiej połowie prowadzimy naprawdę konkretny doping, z główną pieśnią - „Legia Warszawa aeaeaeaea”. Mimo niekorzystnego wyniku, śpiew nie ustawał nawet po końcowym gwizdku sędziego.
Dwa razy w ciągu dwóch tygodni jechać do tego samego miasta - na takie wyjazdy mogą zdecydować się tylko najbardziej zagorzali fani. Pierwszy wyjazd do Zabrza miał miejsce przy okazji spotkania pucharowego. Ranga meczu oraz niedogodny termin (wtorek), spowodowały, że na sektorze gości zasiadło tylko 150 fanów ze stolicy i kilkanaście osób z Sosnowca.
Legioniści nie mieli jednak prawa narzekać na wynik, bowiem Legia pokonała Górnika 2-0 i awans do 1 finału PP stał się faktem. Tak więc okrzyki „Puchar dla Legii” nie mogły dziwić.
W tym samym tygodniu, w piątek w Warszawie miało miejsce niezapomniane spotkanie. Niezapomniane dla nas. Stadion przy ulicy Łazienkowskiej pękał w szwach! 15000 tysięcy kibiców Legii i około 600 fanów „Białej Gwiazdy” było świadkami niesamowitej oprawy przygotowanej przez gospodarzy. Piłkarze wychodzący z tunelu mogli podziwiać kartoniadę „STO(L)ICA”. Do białego tła z kartonów, doszły transparenty czerwone i zielone oraz małe flagi na skrajnych sektorach. Całość prezentowała się bardzo efektownie. Nie zabrakło tego dnia serpentyn i konfetti, które poleciały w górę wraz z pierwszym gwizdkiem arbitra. Goście z Krakowa, którzy podróżowali do stolicy darmowym pociągiem, mogli podziwiać malowany transparent „KrakOFF”, na którym legionista dobija smoka wawelskiego.
Zupełnie jak to miało miejsce na murawie. Wcześniej natomiast, jeszcze przy stanie 0-0, legioniści odpalili 45 rac, co razem z transparentami na dwóch kijach i małymi flagami dało niezły efekt. Ponadto pokazaliśmy rzymskie ognie w asyście 10 granatów dymnych. W drugiej połowie nie zwalnialiśmy tempa. Pojawiły się szarfy i duże transparenty, które ułożyły się w szachownicę, przeplataną barwami. Mało? Były również balony, wulkaniki, race i zimne ognie na całej trybunie odkrytej. Wygrana 4-1 była wspaniałą nagrodą za wysiłek kibiców. Podczas meczu trwała zbiórka pieniędzy na sektorówkę „Panorama Warszawy”. Wiślacy, którzy pokazali się naprawdę nieźle, wracali do domu w nędznych nastrojach.
Mecz z Wisłą był tylko takim…przerywnikiem, przed kolejną podróżą do Zabrza. „Czy Legia zawsze swoje mecze musi rozgrywać w tygodniu” - zadawali sobie pytanie ci, którzy ze względu na pracę nie mogli sobie pozwolić na wyjazd. Tym razem przyszło nam podróżować w piątek. Frekwencja trochę wyższa, niż na meczu pucharowym. Łącznie na sektorze gości zameldowało się nas niespełna 400. W tym oczywiście kilkudziesięciu kibiców Zagłębia. Na płocie zawisło 10 flag.

Przed wyjazdem były obawy, że strajkujący górnicy mogą mieć wpływ na nasz dojazd. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Tylko 5 tysięcy miejscowych postanowiło obejrzeć swój zespół w meczu przeciwko Legii. Początek w wykonaniu naszych zawodników był wręcz wymarzony. Już w siódmej minucie Stanko wyprowadza nas na prowadzenie. Nasz sektor rozbłyska ogniem bengali i kilku rac. „Wyznawcy Górnika” sprężyli się na mecz z odwiecznym rywalem. Oprócz pirotechniki, przygotowali transparent: „Legio złodziejko oddaj co nasze. Mistrz Polski 1994.” Górnicy skandowali hasło „złodzieje”, a otrzymali odpowiedź: „pajace”. Trzeba przyznać, że bardzo ciekawi nas kto jeszcze „zgłosi się” do nas po mistrzostwo. Ciekawe, czy za rok Górnik "upomni się" o MP z 1969 roku...
Po dwóch bramkach dla gospodarzy zrobiło się nieciekawie… Ale nas to nie ruszyło. Cały czas głośno śpiewaliśmy. Motywem przewodnim była pieśń „Legia gol alle alle”. Tylko na chwilę urwaliśmy doping, kiedy to jeden desperat ruszył w kierunku naszych flag. Nie dobiegł za daleko, gdyż został wyłapany przez policję. Kto sądzi, że Stanko Svitlica nie rozumie zbyt wiele po polsku, ten się grubo myli. To on dobrze odczytał nasze „gramy do końca” i już w przedłużonym czasie gry wyrównał wynik pojedynku na 2-2! Szczęśliwy remis. W drodze powrotnej mogliśmy dyskutować o wyjeździe do Kielc. Niestety po raz kolejny w tygodniu…
…wtorek, godzina 14:30. Nie jest to na pewno najlepszy termin na mecz wyjazdowy, ale nie przeszkadzało to ponad 400 osobom, które ruszyły pociągiem specjalnym zorganizowanym przez Stowarzyszenie Sympatyków „Legii Warszawa”. Dojazd na miejsce opóźnił się znacznie, na co miał wpływ wypadek. Otóż jeden z kibiców wypadł z jadącego pociągu. Na szczęście szybka interwencja i operacja przebiegły pomyślnie. Opóźnienie wyniosło dwie godziny. Nasze wchodzenie na sektor było utrudnione, bowiem na stadionie Korony zamontowana jest tylko jedna bramka... Panował niesamowity ścisk i niektórzy weszli dopiero pod koniec I połowy. Legia mobilizuje wszystkich. Nie inaczej było w Kielcach.

"Złocisto-krwiści" wypełnili stadion po brzegi. 10 tysięcy widzów na meczu III-ligowca - to coś niespotykanego w Polsce. Warszawianie zabrali ze sobą kilkanaście flag, ale miejsca starczyło tylko na 10. Po wyrównującej bramce "Vuko" odpalamy 3 race. Znacznie większe ilości pirotechniki zaprezentowali gospodarze. Pod koniec meczu postanowili oni również zaistnieć w inny sposób. Kielczanie próbowali sforsować ogrodzenie, co nie spodobało się ochronie. Zaczęły się przepychanki z firmą odpowiadającą za bezpieczeństwo na stadionie. Mimo, iż kielczanie wyparli na moment ochronę, nie zdecydowali się na atak na sektor przyjezdnych. Po co więc całe zamieszanie? Po 10 minutach sędzia mógł wznowić zawody. Mecz zakończył się remisem 1-1, a rewanż został zaplanowany 3 tygodnie później.
Amica Wronki nie jest z pewnością atrakcyjnym rywalem pod względem kibicowskim. Mimo to nasz stadion został wypełniony 13 tysiącami wiernych kibiców. W oczy rzucał się tylko pusty sektor pod zegarem. Wronczanie nie zaszczycili nas swoją obecnością. Pierwsze spotkanie, podczas którego na koszulkach "wojskowych" znalazło się logo "Królewskiego". Nowy sponsor Legii został bardzo ciepło przyjęty przez kibiców. Oj, dawno nie miała miejsca taka euforia. Tego dnia wszystkie flagi zostały przyozdobione żałobnym kirem.

Przed rozpoczęciem meczu minutą ciszy uczciliśmy śmierć kibica naszego klubu. Chwilę wcześniej, na trybunie odkrytej pojawiła się choreografia złożona z zimnych ogni, kartonów i transparentów. Całość utworzyła napis "LEGIA", który wyłonił się z 'kartonowego' tła. Po raz kolejny mogliśmy obejrzeć efekty zbiórki konfetti i serpentyn. Słaby przeciwnik nie oznaczał "odpuszczenia" meczu przez ultrasów. Oprócz głośnego dopingu, na Krytej odpalone zostały środki pirotechniczne. Na "Żylecie" natomiast w górę poszły 3 nasze sektorówki, w asyście 40 rac. Zacięte spotkanie zakończyło się wynikiem 3-1. Zwycięstwo swojej drużyny kibice świętowali napojami nowego sponsora.
Kolejną dwutygodniową przerwę, Legia wykorzystała na sparing z zagranicznym rywalem. Tym razem przeciwnikiem był klub Marcina Mięciela, Iraklis Saloniki. Tylko 3 tysiące widzów było świadkami tego meczu. Wcześniej, jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego, Jacek Zieliński otrzymał bukiet kwiatów z okazji 36 urodzin.

Natomiast Marcin Mięciel otrzymał "Puchar NL" za wygranie plebiscytu na najlepszego piłkarza sezonu 2000/01. Pogoda tego dnia nie rozpieszczała fanów. Co ciekawe podobna liczba osób wybrała się 8 dni później do Płocka!
"Inwazja na Płock" - tak opisywany był wyjazd kibiców Legii do niedalekiego Płocka. Stowarzyszenie zorganizowało wyjazd samochodowo-autokarowy. Wyjazd został zaplanowany na godzinę 14. Kilkaset samochodów na warszawskich blachach totalnie zablokowało trasę w kierunku Płocka. Podróż była niesamowita! Kawalkada samochodów, z których powiewały flagi i szaliki Legii. Do tego całe rodziny z mijanych miejscowości pozdrawiały wyjazdowców. Na miejscu przygotowano dla nas specjalny parking. Tylu samochodów tutejsza ochrona jeszcze nie widziała. Liczba przyjezdnych była zaskoczeniem nawet dla samych legionistów. Gospodarze w porę zauważyli, że warszawianie nie zmieszczą się na "tradycyjnym" sektorze gości. Stąd też fani z Płocka musieli odstąpić nam kolejne 2 sektory. Panu Dmoszyńskiemu - dziękujemy! Ile ostatecznie osób z Warszawy przyjechało do Płocka? Ciężko policzyć.

Większość obstawała przy 2500 i tak pewnie było. Na płocie i reklamach zawisło grubo ponad 20 klubowych flag. Nie zabrakło również niesamowitej oprawy. Mieliśmy ze sobą kilkaset małych flag na kijach, ponad 100 transaprentów na 2 kijach, kilka większych flag. Były także jednobarwne transparenty, race, wulkaniki, bengale i kartoniada przedstawiająca flagę Legii. Na dodatek głośny, nieustanny doping. Gdyby jeszcze piłkarze zdobyli trzy punkty, to nie mielibyśmy prawa na nic narzekać. Stało się jednak inaczej, ale nikt nie miał pretensji do zawodników. "Nic się nie stało" - śpiewaliśmy po końcowym gwidku. Powrót do Warszawy odbywał się już w nieco mniej wesołych nastrojach. Swojej postawy z pewnością nie musimy się wstydzić. No może poza osobami, które zdemolowały miejscowy catering... Takiego zachowania nie pochwalamy.
Przyszedł w końcu czas na rewanż w 1/4 PP. Do Warszawy przyjechała drużyna Korony Kielce. A wraz z nią 200 kibiców. Goście przywieźli ze sobą 3 flagi oraz serpentyny, 4 race i "chusteczki", które utworzyły barwy kielczan. 
My poza konfetti i serpentynami nic nie zaprezentowaliśmy. 8 tysięcy kibiców oglądało wygraną 2-0, która zapewniła nam awans do półfinału. Przeciwnika poznamy jednak dopiero na wiosnę.
Mecz Świt-Legia to kolejny pojedynek, który rozegraliśmy na własnym stadionie...w roli gości. Tym razem, w przeciwieństwie do derby stolicy, nie było chorego ograniczania miejsc. Słabsza niż zwykle frekwencja (7000) nie może być tłumaczona słabym sportowo rywalem. Przed rozpoczęciem zawodów na Żylecie miała miejsce miła uroczystość.

Otóż młoda para przeszła jednym z przejść w asyście 10 rac i flagi sektorowej. Cały stadion odśpiewał Jordanowi i Mirce "Sto lat!". Przez całe spotkanie panowała spokojna atmosfera. Nie od dziś wiadomo, że Świt również kibicuje Legii. Jednak fani z Nowego Dworu byli...niezauważalni. Na początku drugiej połowy, na koronie stadionu odpalamy 20 rac. Był to ostatni kibicowski akcent tego chłodnego dnia. Legia wygrała 3-1.
Efekty trwającej nieustannie akcji "Pełny stadion" mogliśmy podziwiać podczas kolejnego meczu na Łazienkowskiej. 14 tysięcy kibiców zgromadzonych na stadionie im. Wojska Polskiego mogło robić wrażenie. Tylko sektor gości pozostawał pusty. Brak kibiców gości nie oznaczał braku oprawy ze strony legijnych ultrasów. Na początek prezentujemy choreografię złożoną z dużych jednobarwnych transparentów i sektorówki z herbem. "19 
Na płocie oprócz flag Legii, pojawił się transparent - "Daniel Jesteśmy z Tobą!". Był on skierowany do 13-letniego kibica Legii, chorego na białaczkę. Po przerwie, piłkarzy przywitało 50 rac odpalonych w trzech rzędach na trybunie odkrytej. Jednocześnie na Krytej zapłonęły wulkany. Piłkarze nie utrzymali prowadzenie wywalcznego przed przerwą i mecz zakończył się remisem. Szkoda dwóch punktów, ale swego żalu nie przelewaliśmy na piłkarzy. Wręcz przeciwnie. Pieśń "Czy wygrywasz, czy nie, ja i tak kocham Cię, w moim sercu - Legia - i na dobre i na złe" - miała ich pocieszyć.
Siódmego listopada warszawianie mieli ostatnią okazję do podróży za Legią tej jesieni. Wcześniej trwały rozmowy pomiędzy obiema zainteresowanymi stronami, aby udostępnić dla Legii większy sektor, "Niciarkę". Z rozmów nic nie wyszło i "ludzie honoru" posadzili nas znowu w niewielkiej klatce, w której zmieściło się nas prawie 800 (biletów dostaliśmy tylko 550). Wszyscy dojechali do Łodzi pociągiem specjalnym zorganizowanym przez prężnie działające Stowarzyszenie Sympatyków. Widzew zapewniał, że dopilnuje, by kamienie nie latały w kierunku sektora gości. Tradycyjna łódzka "kamionka" zmieniła tylko formę. Wśród arsenału dominowały butelki i pirotechnika. A tej ostatniej łodzianie mieli niesamowite ilości. Chyba nawet lekko przesadzone. My na płocie wywieszamy 20 flag. Widzew tradycyjnie dążył do konfrontracji z nami. Wiele osób z Warszawy nie miało nic przeciwko. Dzięki skutecznej akcji policji i ochrony, do niczego nie doszło.

Kilku ochroniarzy nie zaliczy tej akcji do udanych. Skupmy się jednak na oprawie. Nie po raz pierwszy już, zrobiliśmy ripostę na choreo Widzewa. Łodzianie podnieśli sektorówkę z "Najgorszym koszmarem" i datami przegranych Legii. My natomiast nad sektorówką przedstawiającą maskę z filmu "Krzyk" (w której oczach płonęły race), unieśliśmy transparent: "Legia - wasz koszmar z ulicy Łazienkowskiej". Odnieśliśmy się również do wyników podanych przez gospodarzy. "6:0! Raz, a dobrze!" - czyli krótko i zwięźle. Niektórzy widzewiacy pewnie pierwszy raz dowiedzieli się o tak wysokiej przegranej ich drużyny z Legią. Warto się uczyć historii :-) Mieliśmy ze sobą także transparenty na dwóch kijach, małe flagi, co w połączeniu z pirotechniką i transem "Ultra Inferno" dało obraz istnego piekła. Ponadto z dużych transparentów ułożyliśmy zaraz po przerwie krzyż. Widzew także nie próżnował przez cały mecz, chociaż nadmiar pirotechniki stawał się...niesmaczny. Inne elementy oprawy z pewnością mogły się podobać, na czele z "kurtynowym" napisem "ULTRAS". Wszyscy dobrze pamiętamy, ostatnie zwycięstwo Legii nad Widzewem.

Tym razem było podobnie, a po bramce Stanko nasz sektor eksplodował. "Jesteśmy w raju" - niosło się w kierunku fanów RTSu. Zeszłoroczne "Witamy w raju" chyba sami uważają za niewypał. Nastrój po takim wyniku mógł być w naszych szeregach tylko jeden. Na pamiątkę zostawiliśmy na płocie 2 transparenty. Ciekawi jesteśmy ile biletów zażyczą sobie widzewiacy, gdy dojdzie do rewanżu.
Wszystko co dobre, szybko się kończy. Ta runda była w naszym wykonaniu naprawdę niezła. Mecz z GKSem kończył rundę jesienną sezonu 2003/04. Zakończenie w naszym wykonaniu było powalające. Na stadionie zebrało się 12 tysięcy fanów, którzy mimo przenikliwego zimna, nie szczędzili gardeł. Dzięki pomysłom PZPN, spotkanie to było jednostronne. Zabrakło bowiem kibiców GKSu, którzy prostestują przeciwko kartom wyjazdowym A te zaczęły oficjalnie obowiązywać od ostatniej kolejki. Stąd też w Warszawie zameldowało się tylko kilku GieKSiarzy, którzy wywiesili transparent: "Nie jesteśmy zwierzętami - precz z kartami, precz z chipami".

Nasze oprawy na wyjście piłkarzy to już tradycja. Tym razem przygotowaliśmy coś nowego - z kartonów, złotych folii i jednobarwnych flag, powstał na odkrytej napis "Legia", bardzo efektowną czcionką. Gdy kartony pofrunęły w górę, wyłoniło się 20 rac, a fani rzucili parę tysięcy serpentyn oraz konfetti. W ósmej minucie meczu, Darek Dudek zdobywa bramkę dla Legii. Niedługo później prezentujemy około 1800 flag w barwach Legii. Po przerwie odpalamy wokół całego stadionu ponad 100 rac. Następnie na Krytej i łuku pojawiły się pochodnie i wulkany. "Żyleta" natomiast zaprezentowała wielką flagę ułożoną z kolorowych folii. Na koronie stadionu zabłysło ponad 200 ogni bengalskich, których blask odbijały folie. Ekstra efekt!

Na zakończenie jesieni, cały stadion odpalił zimne ognie (10.000). Można było wyczuć atmosferę świąteczną. Po końcowym gwizdku sędziego większość fanów była zawiedziona, że to już koniec rundy... Inni natomiast cieszyli się, że będą mogli choć trochę odpocząć po pracowitym okresie. Zresztą najwięksi wariaci nie mają przerwy - zimą grają bowiem nasi koszykarze, a atmosfera na Bemowie ostatnio bywa tak gorąca, jak na Łazienkowskiej.
Podsumowanie
Miniona runda była bardzo efektowna w wykonaniu fanów Legii. Warszawianie nie mieli konkurencji w Polsce. Zawiedli nieco inni, Lech, Widzew, którzy znacznie spuścili z tonu i tej jesieni na pewno nie zaliczą do udanych. W przeciwieństwie do nas.
W końcu mamy do czynienia z "modą na Legię". Dzięki akcji "Pełny stadion", trybuny naszego obiektu coraz częściej zapełniają się po brzegi. Również media coraz przychylniej traktują fanatyków z Łazienkowskiej. Oczywiście, nie wszystkie. Najważniejsze jednak, że kilka tytułów oraz telewizji przekonało się do ultrasowania. Spora w tym zasługa Stowarzyszenia Sympatyków Legii Warszawa. A skoro już mowa o SSLW, to właśnie tutaj należą się ogromne podziękowania. Dzięki zaangażowaniu członków Stowarzyszania, wyjazdy legionistów były wspaniale zorganizowane. Pociągi specjalne, wyjazd samochodowy do Płocka, pieniądze na oprawy - to wszystko zawdzięczamy Stowarzyszeniu. Podziękowania należą się również drukarni Art, która ufundowała napoje na kilka wyjazdów, a także wspierała oprawy meczowe w Warszawie.
Najbardziej jednak słowa pochwały należą się osobom bezpośrednio odpowiedzialnym za oprawy. Te były dobrze przemyślane i nowatorskie. Cały czas powstawały nowe elementy. Nie ograniczaliśmy się tylko do kartoniad. Dzięki ciężkiej pracy powstały malowane transparenty, jednobarwne transparenty, szarfy, 1800 małych flag. One ubarwiały nasze choreografie. Bardzo ciekawy motyw został wykorzystany przy okazji meczu z GKSem - litery tworzące napis zostały zastąpione złotą folią. Efekt był niesamowity! Podobnie jak barwy ułożone z kolorowych folii. Tego nikt wcześniej nie próbował. Ponadto wiele klubów bazowało na naszych wcześniejszych pomysłach. Ognie rzymskie i stroboskopy zagościły już chyba na wszystkich stadionach. My byliśmy pierwsi.
Wyjazdy zawsze były naszą mocną stroną. Ilościowo zawsze prezentowaliśmy się bardzo dobrze - zarówno w kraju, jak i zagranicą. Brakowało tylko oprawy. Pod tym względem doczekaliśmy się poprawy. Praktycznie na wszystkich wyjazdach miała miejsce oprawa. Zaczęliśmy od baloników i serpentyn w Wodzisławiu, a skończyliśmy niezapomnianą oprawą meczu w Łodzi. Pod każdym względem widać krok na przód. Wiele osób twierdzi, że wiosną nie będzie nas już stać na utrzymanie tak wysokiej formy. Mamy podstawy, by wątpić w te teorie. Wiosna również będzie nasza!
U siebie
Górnik Łęczna - 9000 (50)
Lech Poznań - 13000 (400)
Wisła Kraków - 15000 (600)
Amica Wronki - 13000 (0)
Korona Kielce PP - 8000 (200)
Groclin Dyskobolia - 14000 (0)
GKS Katowice - 12000 (6)
Wyjazdy
Wodzisław - 300
Gorzyce (PP) - 250
* Polonia - 5500
Polkowice - 250
Zabrze (PP) - 150
Zabrze - 375
Kielce (PP) - 400
Płock - 2500
* Świt - 7000
Łódź - 750
* - mecz odbył się na stadionie Legii

