Artur Jędrzejczyk ze srebrnym medalem - fot. Mishka / Legionisci.com
REKLAMA
REKLAMA

Jędrzejczyk: Jestem zadowolony, że w Legii mogłem tyle osiągnąć

Mikołaj Ciura, źródło: Foot Truck - Wiadomość archiwalna

Gościem programu Foot Truck był Artur Jędrzejczyk. Doświadczony defensor opowiedział o rozpoznawalności w Dębicy, swoim charakterze, ciężkich przygotowaniach u trenera Czerczesowa, Filipie Mladenoviciu, Josue, marzeniach piłkarskich i planach.

- W moim przypadku sukces wynika z 80 procent ciężkiej pracy, a 20 tego talentu, bo trochę trzeba go mieć. Jestem zadowolony, że w Legii mogłem tyle osiągnąć. Zdobyłem 6 mistrzostw, 6 Pucharów Polski. Zagrałem w Lidze Europy, ale w Lidze Mistrzów nie mogłem zagrać. Mam nadzieje, że mi się uda. Fajnie by było. Chciałbym zdobyć też Superpuchar, bo miałem szanse 4-5 razy i zawsze przegrywaliśmy.

- Gdybym od samego początku grał na jednej pozycji, to mógłbym być lepszym zawodnikiem. Często byłem zmieniany. Ktoś wypadał za kartki i wchodziłem na jego miejsce, zagrałem kilka spotkań i ktoś z innej pozycji pauzował, to ja tam byłem wrzucany. Automatyzmy nie przychodziły tak szybko, jak wtedy, gdy jesteś skupiony na jednej pozycji. Jestem jednak zadowolony i spełniony.

- Podczas Euro 2016 czułem się bardzo dobrze fizycznie, wygrywałem większość pojedynków. To było wtedy, gdy do sezonu przygotowywał nas Stanisław Czerczesow. Mieliśmy ogromne "sanki", brałem Igora Lewczuka na plecy i biegałem z nim na rozgrzewkach. (śmiech) Nigdy nie miałem tak ciężkiego okresu przygotowawczego, schudłem chyba z 6 kilo. Podobne treningi były również za trenera Ricardo Sa Pinto. U trenera Czerczesowa były 2-3 treningi dziennie. Rano były takie, które trwały 2-2,5 godziny, często bez piłek, a gdy wszyscy myśleli, że to już koniec, to trener rzucał jeszcze piłkę i graliśmy 5 na 5. Były długie rozgrzewki, dużo biegaliśmy, różne ćwiczenia przez całą długość boiska. Przed wymiotami uratowało mnie jedynie to, że nie mam problemów z wydolnością.



- Ludzie mogą myśleć, że jestem głupkiem przez te wszystkie żarty. Ja po prostu jestem takim człowiekiem. Oczywiście, nie było tak od początku. Przychodziłem do Legii w 2006 roku, miałem 18 lat, w szatni widziałem Łukasza Surmę, Piotra Włodarczyka, Aleksandara Vukovicia, Dicksona Choto, Marcina Burkhardta, to wiedziałem, gdzie jest moje miejsce w szeregu. Drużyna mnie przyjęła bardzo fajnie, więc po czasie mogłem żartować. Trzeba wiedzieć, kiedy można. Teraz w szatni Legii może nie mogę pozwolić sobie na wszystko, ale na bardzo dużo.

- Ja jestem sobą. Nie można udawać kogoś, kim nie jesteś. Każdy ma złe dni, ale ja potrafię to ukryć. Nie chcę rzucać złymi emocjami. Wygadam się sam do siebie, stanę przed lustrem i powiem sobie wszystko.

- Gdzie nie podjadę w Dębicy, to każdy do mnie podchodzi. Wiadomo jak jest w małej miejscowości. W czasach swojego dzieciństwa miałem tak samo. Gdy przyjeżdżały takie drużyny jak Pogoń Szczecin, z wieloma Brazylijczykami w składzie, trenować na naszych boiskach, to byłem w szoku. Dużo ludzi przychodziło, oglądało te treningi. Teraz widząc zawodnika, który gra w Legii Warszawa czy grał w reprezentacji Polski, to też ich na pewno cieszy. Dla mnie to też jest miłe. Słyszę ich miłe słowa i dumę, że pochodzę z Dębicy.

- Kiedyś mówiłem, że nigdy nie będę trenerem, bo się do tego nie nadaję. Patrząc jednak teraz na to ilu zawodników, z którymi grałem zostało trenerami, a o których nie powiedziałbym, że nimi zostaną to nic nie wiadomo. Wszystko jest w zasięgu, zobaczymy jak będzie.

fot. Mishka / Legionisci.comfot. Mishka / Legionisci.com

O sytuacji Filipa Mladenovicia po finale Pucharu Polski i Josue

- Jeśli chodzi o sytuację z Filipem Mladenoviciem po finale Pucharu Polski, to dowiedziałem się o niej później, schodząc do szatni. Gdy Kacper Tobiasz obronił karnego, to przebiegł obok ławki Rakowa. Obróciłem się i widziałem, że część chłopaków biegnie w stronę kibiców. Też pobiegłem się cieszyć. Miałem ogromną radość, kolejny zdobyty puchar. Dopiero później ktoś podszedł do mnie i spytał czy widziałem co się stało. Pokazał też tą końcową już sytuacje, ostatni cios "Mladena". Byłem w szoku, że takie coś się wydarzyło, że to było tak blisko mnie, a nie widziałem. Później też zawodnicy Rakowa podchodzili pod naszą szatnie, a też o tym nie wiedziałem, bo robiliśmy sobie zdjęcia. Wiem, że fizjoterapeuci i trenerzy próbowali wszystko załagodzić. Mladenović pisał do tych zawodników, nie wiem czy dzwonił, ale na pewno jakoś się kontaktował. On wie, że źle zrobił, że nie powinno się to wydarzyć, mimo, że były ogromne emocje, ale stało się. Dostał karę, odpowiada za to, przeprosił. Myślę, że dobrym pomysłem jest to, by się spotkali i porozmawiali, "Mladen nie będzie miał z tym problemu. To gość z charakterem, taki jest jego temperament. Wyszło jak wyszło, ale zawsze można podać sobie ręce i dogadać się.

- Z Josue mam dobry kontakt. Lubię go, ale czasem mnie też denerwuje przez różne sytuacje. Jakbym był w innej drużynie, to by mnie wkurzał. On taki jest, że będzie cię wspierał, będzie dobry dla ciebie, ale jak ktoś mu zajdzie za skórę albo jego przyjacielowi, to pójdzie za nim do samego końca. Ma swój temperament, jest fajnym gościem. Możesz z nim porozmawiać o wszystkim, przez całe godziny. Piłkarsko jednak nie zrobił na mnie od razu wrażenia. Potrzebował trochę czasu, nie grał wszystkiego. Przyszedł do nas podczas okresu przygotowawczego, ale był rezerwowym. Dopiero potem zaczął częściej grać, a w ostatnim roku wystrzelił. Z czasem pokazał klasę i to, co jest w nim najlepsze. Dodał wiele bramek i asyst, ma świetnie ułożoną lewą nogę. Czasem zagrywa takie piłki, że ja pewnie bym się potknął i położył.


REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2024 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.