Roman Kosecki wciąż czeka na pracę w polskiej lidze, ale taką, która spełniłaby jego wielkie ambicje. "Jestem związany z warszawskim klubem i z przyjemnością zostałbym legijnym Fergusonem" – stwierdził. Czyli tak, jak sir Alex w Manchesterze United, Kosa z chęcią porządziłby w klubie przy Łazienkowskiej. "Gdyby ITI rzeczywiście zainwestowało w Legię, a ja otrzymałbym funkcję menedżera, to przede wszystkim zadbałbym o stworzenie odpowiedniej
infrastruktury" – deklaruje Kosecki. "Bez odpowiedniego obiektu nie można pchać się do wielkiej piłki. Ponadto w klubie musi być
wzorowa praca z młodzieżą. We Francji najmłodsza grupa trampkarzy gra takim samym systemem, jak seniorzy. Sprowadziłbym dawnych zawodników Legii, bo to oni tworzyliby atmosferę w klubie. Nie może być tak, że jacyś urzędnicy nie mający serca do piłki, odpowiadają za wizerunek klubu. Dopiero po spełnieniu tych warunków
wziąłbym się za budowanie pierwszego zespołu. Na pewno podstawowy warunek, to stworzenie odpowiedniej rywalizacji wdrużynie. Dlatego nie odstrzeliwałbym już teraz konkretnych graczy, tylko dokupywał na te pozycje, gdzie konkurencja jest najmniejsza. Przecież to nie sztuka kupić nową jedenastkę, trzeba jeszcze utrzymać tych,
którzy są. Jestem za tym by promować polskich zawodników. Jeśli chodzi o piłkarzy zagranicznych, to zauważyłem kilku świetnych Argentyńczyków i Brazylijczyków na mistrzostwach świata
do lat dwudziestu. W tej chwili nie pamiętam ich nazwisk, ale wśrodkowego pomocnika z Ameryki Południowej na pewno bym zainwestował.
"Kosa" czeka
wtorek, 16 grudnia 2003 10:05
źródło: Przegląd Sportowy