Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Zapach... pieniędzy

środa, 17 grudnia 2003 14:29
Genezyp Kapen

Powiało szmalem nad Łazienkowską. Ponoć wielomilionowym. Niemniej szybko okazało się, że to nie sama Legia przyciąga ów szmal. Że równie istotne, a nawet istotniejsze są tereny wokółstadionowe. Pojawia się pytanie, czy ITI stanąłby do przetargu o same tereny, gdyby klub wynieść zupełnie gdzie indziej? Innymi słowy - jak duże znaczenie dla całej inwestycji ma obecność klubu piłkarskiego Legia tam właśnie? Inne pytanie: czy warto kupować walący się dom do remontu bez działki na której stoi, ale za to z mieszkańcami?


Wygląda więc, że mamy nabywcę na pakiet klub plus grunty. I teraz zacznie się przepychanka pomiędzy inwestorem a właścicielami, udziałowcami, władzami miasta a piłkarzami.

Między Bugiem a Nysą tzw. zasłużone kluby z wielkich miast z tradycjami toną w pośmierdującym polskim błocku prawno-administracyjnym. Kluby mają głównie długi, po kilku waśniących się właścicieli, korzystają z obiektów, które należą nie wiadomo do kogo, w efekcie droczą się o swój dobytek z władzami. O wiele sprawniej założyć nowy klub niż wydobywać z gnoju zasłużony. Ten bowiem w warunkach kompletnego chaosu własnościowego oraz drogiego amatorstwa piłkarskiego oczekuje na więcej niż może zaoferować. Z czego nie chcą zdawać sobie sprawy kibice. Taki inwestor powinien hojnie - bo oczywiście z wielkiej miłości wyłożyć górę pieniążków, żeby klub ją przejadł w okresie dwóch – trzech lat. Wydał na pensje, wzmocnienia trochę lepszymi amatorami z innych klubów lub z Białorusi ewentualnie założył przestarzałe oświetlenie na masztach. Vide KSZO. I wyciągnął łapki po następne.


Siła naszego futbolu jest tak znikoma w skali nawet polskiego społeczeństwa, ze inwestor taki ma świadomość, iż włożone pieniądze nie zwrócą się szybko, choćby w postaci dóbr reklamowo-marketingowych. Bałagan prawny uniemożliwia nawet zrobienie prawidłowego biznesplanu. Niczego nie można przewidzieć, założyć, oszacować.
Bo z tych wszystkich mądrości wynika, że kto inny może kupić klub, a kto inny grunty klubowe. Tyle, że grunty bez klubu lub klub bez gruntów nie mają sensu, czyli oba podmioty są na siebie skazane. Chociaż znakomite prawo polskie tego nonsensu jak zresztą wielu innych nie reguluje. Grunty jako dobro państwowe muszą być sprzedane w drodze przetargu. Może zatem lepiej byłoby połączyć przetarg na grunty z przetargiem na kupienie Legii. Zwycięzca bierze wszystko, miasto ma szmal, Zarajczyk ma z czapki problem szukania inwestora, a kibice są zadowoleni, bo Legia gra u siebie. Z tym, że pojawia się od razu problem Stadionu Narodowego, który jak sama nazwa wskazuje nie może być stadionem Legii...

Załóżmy, że wszystko dobrze się skończy i za parę lat powstanie stadion oraz Legia pozyska sponsora (nieważne czy będzie to ten sam podmiot). Załóżmy, że klub będzie miał te obiecane od ITI miliony. To tak zachodzę w głowę co ta biedna Legia zrobi z tymi milionami? Kupi Szymkowiaka albo Niedzielana? W sytuacji, gdy nie mamy zdolnych juniorów, warunków do ich szkolenia, a jedni kibice nie przychodzą na mecze w obawie przed innymi kibicami, poziom piłki nożnej jest tak marniutki, że sam awans do Ligi Mistrzów to marzenie głowy ściętej? Otóż po to, żeby grać o tytuł... mistrza Polski wystarczy liga amatorska, w której nie trzeba wielkich pieniędzy, inwestorów z milionami. Wystarczy skromny, ale schludny stadionik, paru zapaleńców, którzy po pracy wpadną pokopać i grupka wiernych, lojalnych kibiców w barwach i z racami.


Coraz więcej znaków na niebie i ziemi świadczy, że naszego kraju nie stać na zawodową piłkę nożną. Współczesny futbol jest rozrywką przyciągającą tłumy, ale drogą zarazem piekielnie. Świadczy o tym liczba milionow funtów wpompowanych w Chelsea, żeby klub ten mógł dołączyć do czołówki europejskiej.

Z jednej strony trwa u nas dyskusja nad zwiększeniem ligi, z drugiej prasa podaje jak liczne grono klubów nie zasługuje na licencje i grę w pierwszej lidze w ogóle. A trzeba mieć świadomość, że chodzi zaledwie o elementarne warunki licencyjne. Wszystkie, których domaga się UEFA spełnia może kilka polskich klubów. I są to akurat te, które nie mają kibiców zbyt wielu i pochodzą ze wsi jak określał jeden z czołowych obrońców Legii.

Podaj ten news dalej: