Kilka dni temu kibicami Legii i sportowymi mediami wstrząsnęła wiadomość, na którą czekali od kilkunastu miesięcy. Jest wreszcie ktoś konkretny, mający wystarczającą ilość środków (czyt. pieniędzy), aby wykupić akcje KP Legia Warszawa SSA z rąk Pol-motu.
Wykupić akcje, spłacić długi i dofinansować, tak, aby Legia znów jak przed laty zaczęła się liczyć na arenie międzynarodowej.
Miód na serca spragnionych nadziei kibiców i zawodników wylali właściciele znanego koncernu ITI. Sytuacja wydawała się wymarzona: ITI chce kupić akcje i ma pieniądze, Pol-mot chce sprzedać akcje i ma dość dokładania do klubu. Jest dwóch chętnych – mamy przedmiot transakcji, więc tylko ręce zacierać i marzyć o sprowadzeniu zawodników o statusie gwiazd, jeśli nie ligi angielskiej czy hiszpańskiej to choćby jugosłowiańskiej, polskiej czy nawet białoruskiej.
Jednak w myśl powiedzenia „nie wszystko złoto, co się świeci” nowy potencjalny właściciel zastrzegł sobie trzy życzenia. Kontrola finansów nie może ujawnić większych długów niż zadeklarowane, zakup musi zatwierdzić rada nadzorcza ITI i musi zostać uregulowana sprawa gruntów, które użytkuje KP Legia Warszawa SSA.
O ile pierwsze dwa punkty zależą od chętnych do transakcji i raczej trudno oczekiwać tu niespodzianek to punkt trzeci przypomina bardziej paragraf 22 pewnej skądinąd znanej książki.
Grunty.
Te same grunty, które marszałek Piłsudski przekazał klubowi WKS Legia, a agencja mienia wojskowego – miastu, te grunty przy ulicy Łazienkowskiej 3 na których stoi nieco zdewastowany stadion na którym od jakiegoś czasu bezprawnie rozgrywa mecze drużyna 8-krotnego mistrza Polski. Dlaczego bezprawnie ? a bo nie ma żadnego ważnego na dziś tytułu najmu. Najmu własnego nota bene terenu, gruntu, na którym stoi stadion im. Wojska Polskiego. Miasto stoi w wygodnej pozycji właściciela terenu, który jest jego – jednak koszty utrzymania stadionu beztrosko zrzuca na właścicieli spółki. Miasto, które gotowe jest wynajmować nie swój stadion za cenę 400zł dziennie innemu klubowi z Warszawy, ale nie jest skłonne podpisać długoterminowej umowy najmu tego terenu.
Kim jednak jest to odpersonalizowane miasto ? Mamy prezydenta, który w deklaracjach przedwyborczych obiecywał w dokumencie „Warszawa przyszłości” jakże odmienne postępowanie:
„Z kolei prywatne stowarzyszenia sportowe otrzymają od miasta prawo wieczystego użytkowania terenów, obiektów i urządzeń sportowych, a z czasem prawo ich własności, pod warunkiem, że będą prowadziły działalność sportową na zasadach komercyjnych (np. piłka nożna, koszykówka) zgodnie z przeznaczeniem tych terenów.”
Jednakże ten prezydent wielokrotnie dawał dowód swego braku rozeznania (jak i zainteresowania) w tematach sportowych, trudno więc obwiniać go za wszystkie problemy.
W urzędzie miasta zasiadło wraz z nim całe grono bezimiennych, nie mających twarzy urzędników wietrzących okazję do zarobienia kilku złotych przy okazji przetargu.
Klasyczny przykład dobrego Cara i złych urzędników ? być może, jednak Warszawa potrzebuje gospodarza silnego i realizującego swój program a nie bezwolnego otoczonego chciwymi doradcami politykiera małego formatu.
Z drugiej strony barykady mamy jednego z właścicieli ITI – Mariusza W. znanego sympatyka piłki nożnej, Pan Mariusz niedawno deklarował chęć budowy Wielkiego Widzewa teraz chciałby zbudować Wielką (a co najmniej Silną) Legię. Z jednej strony stać go niewątpliwie na pełnienie w Legii roli, jaką w Wiśle odgrywa Bogusław C. czy w Groclinie Zbigniew D.
Z drugiej, czym innym jest klub finansowany na zdrowych zasadach przez silny koncern a czym innym utrzymywany przez ekscentrycznego hobbystę. Jeśli klub ma stać na silnych podwalinach powinien w znacznej mierze finansować się sam, a tego średniak europejski, (jakim jest Legia) bez własnego stadionu nie jest w stanie zrobić. I żadne porównania z Interem czy Milanem nie mają tu najmniejszego sensu, choć podobieństwa mogą na pozór występować. Chcąc uzyskać jakieś nadzieje na finansowy zwrot inwestycji i dalsze finansowanie klubu ITI musi otrzymać albo preferencje przy budowie stadionu albo Legia prawo wieczystego użytkowania terenów. To pierwsze byłoby ewidentnym naruszeniem zasad przetargu to drugie zepsułoby przetarg, bowiem inwestor miałby zagwarantowaną niewygodną Legię na plecach. Konia z rzędem temu, kto poda racjonalne przesłanki (poza korupcyjnymi), dlaczego to miasto organizuje przetarg a nie oddawszy Legii prawo wieczystego użytkowania gruntów – pozwoli klubowi samemu wybrać inwestora i budowniczego nowego kompleksu sportowego.
Wracając jednak do meritum, co robi w takiej sytuacji Mariusz W. ? daje do mediów kontrolowany przeciek – nie zainwestujemy w Legię jak nie dostaniemy preferencji przy przetargu. Nic innego jak szantaż. I to nie władz miasta, (bo im los Legi zwisa kalafiorem), ale nas kibiców, zaciskających pięści w bezsilnej złości. Poprzeć szantażystę dla dobra klubu ? czy powiedzieć jak nie chcesz samej Legii to używając języka poprawnego politycznie: „oddal się stąd szybko” ?
Można mieć różne zdania, ja jednak wierzę, że niezależnie od decyzji władz miasta ITI kupi Legię jednak sny o potędze trzeba będzie między bajki włożyć, bo silna Legia to tylko Legia mająca swój stadion, Legia samodzielnie zarabiająca na swoje utrzymanie, Legia prowadząca kilkanaście drużyn młodzieżowych. W innym wypadku pod rządami ITI historia zatoczy koło i podobnie jak pod władzą Pol-motu znów zaczniemy się martwić czy dostaniemy zgodę na transfery lub czy będzie, z czego zapłacić za ciepłą wodę.
Felieton
Zakładnicy ITI
środa, 17 grudnia 2003 14:30
wolak