W poprzedniej rundzie nie grał Pan w kilku spotkaniach, gdyż co jakiś czas dawała o sobie znać nie wyleczona kontuzja stawu skokowego. W przerwie zimowej poddał się Pan operacji. Czy już wszystko jest w porządku?
Łukasz Mierzejewski: Nie do końca. Wznowiłem już treningi, ale nie chcę jeszcze nadwyrężać stawu skokowego. Czuję się jednak dużo lepiej i mam nadzieję, że już niedługo odnajdę wysoką formę.
Poprzednią rundę rozpoczął Pan znakomicie, od strzelenia gola w debiucie przeciwko Widzewowi. Było to jednak pierwsze i... ostatnie trafienie.
- To prawda, ale poprzedni szkoleniowiec Miroslav Copjak preferował bardzo defensywny styl gry. Często wychodziłem jako jedyny napastnik, nie miałem wsparcia. Poza tym uraz stawu wykluczył mnie z kilku meczów.
Jak Panu współpracuje się z trenerem Władysławem Stachurskim?
- Poznałem go już wcześniej. Kiedy przychodziłem do Legii, był dyrektorem na Łazienkowskiej. To bardzo doświadczony trener. Na pewno pod jego ręką będę się dalej rozwijał.
Na wiosnę czeka was prawdziwa batalia o utrzymanie w lidze. Jak zamierzacie zacząć wygrywać?
- Wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę, łatwo na pewno nie będzie. Początek rozgrywek będzie decydujący. Pierwsze trzy spotkania gramy na własnym stadionie. Jeśli je wygramy, złapiemy wiatr w żagle. W przeciwnym razie będzie bardzo niedobrze. Jednak gorzej niż jesienią być już nie może. Przecież nie wygraliśmy żadnego meczu.
Ma Pan umowę ze Świtem do czerwca. Co dalej? Wraca Pan do Legii?
- Na razie o tym nie myślę. Chcę, żeby Lukullus utrzymał się w ekstraklasie. Później się zastanowię, co dalej robić. Chyba każdy piłkarz marzy o grze na Łazienkowskiej. Jeśli jednak nie będę strzelał bramek, to nie mam szans na występy ani w Legii, ani w żadnym innym klubie pierwszoligowym.
Rozmawiał Dariusz Gabryelski
Wywiad
Gorzej być nie może
sobota, 17 stycznia 2004 08:51
Łukasz Mierzejewskiźródło: Życie Warszawy