Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Wracam do Legii z nadzieją, że będzie lepiej

niedziela, 18 stycznia 2004 22:21
Piotr Włodarczykźródło: Gazeta Wyborcza

To prawda, że każdy polski piłkarz chciałby grać w Legii?

Piotr Włodarczyk: Ja chciałem. Gdy po raz pierwszy przeprowadzałem się do Warszawy, było to dla mnie spełnienie marzeń. A Legia była pierwszym moim prawdziwym profesjonalnym klubem. Wcześniej grałem tylko na poziomie drugoligowym, w rodzinnym Wałbrzychu. Oczywiście teraz mam nieco inne odczucia, minęło przecież kilka lat. Ale sentyment do Legii został.


W Legii po raz pierwszy zjawił się Pan w 1997 roku. Z tamtej drużyny zostało jeszcze kilku kolegów.

- Jacek Zieliński, Tomek Sokołowski I i Jacek Magiera, który przychodził do klubu w tym samym czasie co ja. Wtedy próbowałem przebić się do pierwszego składu. Nie udało się, ale konkurencja była ogromna. Teraz też jest, jednak ja już jestem innym, bardziej doświadczonym piłkarzem. Wtedy nie miałem większych szans w rywalizacji z takimi napastnikami, jak: Marcin Mięciel, Czarek Kucharski, Kenneth Zeigbo czy Sylwek Czereszewski. I często byłem spychany na prawą czy nawet lewą pomoc. A to nigdy nie były moje pozycje. Teraz wracam z nadzieją, że będzie lepiej. Wierzę, że do trzech razy sztuka. Sztab medyczny jest nawet taki sam jak wtedy. Tak jakby czas się zatrzymał.


W czwartek deklarował Pan, że pomoże Widzewowi w walce o utrzymanie w lidze, dzień później podpisał 2,5-letni kontrakt z Legią. Czy w profesjonalnym futbolu nie ma miejsca na szczerość?

- W środę zadzwonił do mnie menedżer Widzewa pan Grajewski i powiedział, że w piątek mam dołączyć do drużyny trenującej w Wałczu. A potem dostałem sygnał od pana Engela i zamiast do Wałcza z Wałbrzycha pojechałem do Warszawy. Legia od dawna była mną zainteresowana, ale dopiero ostatnio, gdy już zdawało się, że nic się nie stanie, sprawy przybrały inny obrót. I dobrze.


Kłopoty finansowe Widzewa są już legendarne. Ale i w Legii od dawna nie dzieje się dobrze. Klub ma zaległości wobec piłkarzy, kadra zespołu miała pozostać ta sama co w poprzedniej rundzie. Podobno pieniądze na Pana dał prywatny sponsor. Ale czy rozsądne było iść do klubu mającego także złe perspektywy?

- Z tego, co wiem, perspektywy Legii są jednak lepsze niż Widzewa. A poza tym wydaje mi się, że kryzys jest tutaj chwilowy. Mam nadzieję, że wszystko się zmieni.


Niedawno pojechał Pan szukać szczęścia w niższych ligach niemieckich. Gdzie tzw. sportowa ambicja?

- Miałem nie grać w Widzewie, więc musiałem poszukać zatrudnienia. Pojechałem, porozmawiałem. Niemcy chcieli, bym jeszcze pojechał z nimi na obóz, przekonał ich do siebie. Zrezygnowałem.


Chciał Pan grać w drugoligowym niemieckim Ahlen, a nie chciał w pierwszoligowej polskiej Wiśle Płock. Stąd wzięły się problemy, odsunięcie od składu Widzewa.

- Właściwie to trudno mi wytłumaczyć, dlaczego nie chciałem grać w Płocku. Jakoś tam mi nie odpowiadało.


Przed rozpoczęciem sezonu trenował Pan z inną Wisłą, tą lepszą z Krakowa. Nie szkoda Panu, że wtedy menedżer Widzewa kazał wracać do Łodzi?

- Wtedy żałowałem, z dzisiejszej perspektywy już nie. Teraz zależy mi tylko na tym, by Legia została mistrzem Polski. I bym w jak największym stopniu się do tego przyczynił.


Nie boi się Pan przyjęcia ze strony kibiców Legii? Widzew to śmiertelny wróg, a Pan był jego piłkarzem.

- Po nieudanym pobycie w Auxerre szukałem gdzieś zatrudnienia. Jedyną dobrą, konkretną ofertę przedstawił Widzew. Gdybym dostał ją z innego polskiego klubu, to pewnie dziś byłbym jego zawodnikiem. Trudno powiedzieć, jak przyjmą mnie kibice Legii. Mam nadzieję, że mnie zrozumieją.


Ma Pan na koncie 50 goli w ekstraklasie w ciągu pięciu lat, więc teraz, aby utrzymać poziom przez 2,5 roku, wypadałoby strzelić 25.

- Legia jest lepszym zespołem niż Śląsk czy Widzew, w których grałem. Strzela też więcej bramek, więc i ja powinienem.


Zagrał Pan już w sparingu z Rakowem.

- Ważne, że wygraliśmy, chociaż w ciężkich, zimowych warunkach trudno powiedzieć coś o naszej grze. Dopiero po zgrupowaniach na Cyprze i w Turcji, gdy pogramy na lepszych boiskach, będzie można spodziewać się czegoś lepszego.


Rozmawiał Maciej Weber

Podaj ten news dalej: