REKLAMA

Nasze oceny

Plusy i minusy po meczu z Radomiakiem

Mikołaj Ciura, źródło: Legionisci.com

Legia Warszawa w kompromitujący sposób przegrała w niedzielę na własnym stadionie z Radomiakiem Radom 0-3. Legioniści od pierwszych minut spotkania grali w osłabieniu, ale nie tylko to było przyczyną tak słabego wyniku. Zapraszamy do ocen, jakie wystawiliśmy graczom stołecznej drużyny za ten blamaż.



Juergen Elitim - Jeden z nielicznych promyków nadziei w beznadziejności. W pierwszej połowie był niezwykle szybki, zawodnicy Radomiaka nie byli w stanie zinterpretować zachowania pomocnika, co często kończyło się przewinieniami na Kolumbijczyku. Imponował wizją, podawał tylko do przodu, napędzał ataki, a dodatkowo jego podania w aż 93% były skuteczne. Mimo osłabienia w środku pola zdominował tę strefę boiska. Również przytomnie zachowywał się w defensywie i pomagał w niej linii obrony. W drugiej części, po przesunięciu pomocnika wyżej, zgasł, nie był już tak aktywny, widać było zmęczenie, a razem z nim zgasła cała gra drużyny.

Steve Kapuadi - Był zdecydowanie najsolidniejszym z obrońców. Zanotował najwięcej odbiorów, zablokowanych strzałów, jak np. mocne uderzenie Rafała Wolskiego z 17. minuty i najczęściej przewidywał zamiary rywala. Skutecznie skracał zawodnikom Radomiaka pole gry, przez co ciężej było im się przedrzeć wyżej i najczęściej tracili piłkę na rzecz Francuza. Również dobrze asekurował Patryka Kuna, który miał problemy z rywalami. Opuścił murawę w 54. minucie, a po jego zejściu gra obronna kompletnie się rozsypała.

Dominik Hładun - Golkiper trzykrotnie musiał wyciągać piłkę z siatki. Analizując jednak wszystkie z tych bramek, Hładun nie miał nic do powiedzenia w żadnej z tych sytuacji. Wydawałoby się, że mógł popisać się lepszą interwencją przy bramkowym uderzeniu Luki Vuskovicia sprzed pola karnego, ale golkiper był zasłonięty prze Artura Jędrzejczyka, a piłka dodatkowo odbiła się jeszcze od defensora. Hładun wykonał jednak kilka ważnych obron, jak w 35. minucie gdy wyciągnął się i w ostatnim momencie wyciągnął strzał Lisandro Semedo czy 81. po strzale Joao Peglowa, które uchroniły Legię przed jeszcze większą stratą. Dodatkowo bramkarz dość dobrze reagował na przedpolu i był górą przy większości wrzutek. Kulała natomiast jakość jego długich wybić, ponieważ na 10 prób tylko 1 była celna. Nie można jednak jakkolwiek winić Hładuna za wysoką porażkę.

Bartosz Kapustka - Pomocnik musiał zejść z boiska już w 5. minucie spotkania, gdyż otrzymał czerwoną kartkę. Sytuacja jednak nie jest jednoznaczna. Kapustka wykonał wślizg od tyłu, ale trafił celnie w piłkę. Przy upadku nie mógł inaczej się ułożyć i niestety skręcił kostkę przeciwnika. W zachowaniu Kapustki nie było żadnej celowości, a jedynie chęć walki o piłkę. Czy skutek tego zajścia zasługiwał na czerwoną kartkę i "zabicie" meczu? Nie mi to oceniać. Kapustka, choć stało się to, na pewno nie chciał osłabić drużyny.

Paweł Wszołek - Po zakończeniu spotkania Wszołek przed kamerami powiedział, że drużyna pokazała charakter. Z pewnością nie zrobił tego sam zainteresowany, a w zasadzie nie robi od kilku miesięcy. W pierwszej połowie napastnik miał tylko 9 kontaktów z piłką, czyli dwa razy mniej niż jego ofensywny partner Marc Gual, a będąc już przy piłce zanotował trzy straty i przegrał w czterech pojedynkach z rywalami. Dodatkowo Wszołek notorycznie spowalniał grę, wszystkie podania kierowane były przez niego do tyłu. W 45. minucie, gdy dostał świetną prostopadłą piłkę od Josue, stracił ją w dziecinny sposób, mimo wyraźnej przewagi dał się dogonić obrońcy. W drugiej połowie zaangażowanie Wszołka było nieco większe, ale to z powodu zmiany pozycji i powrotu na wahadło. Tam jednak również nie obyło się bez błędów, gdyż przy stracie drugiej bramki, to Polak nie pokrył na dalszym słupku jej zdobywcę i nie zdążył go już dogonić. Wszołek nie dość, że prezentuje fatalną formę na boisku, to również nie idzie mu w wypowiedziach pomeczowych.

Marc Gual - Początek meczu był obiecujący w wykonaniu napastnika. Starał się, wychodził wysoko do pressingu, a w 24. minucie był bliski wykorzystania okazji po swoim odbiorze, ale udało mu się ograć tylko jednego obrońcę. Z czasem jednak Hiszpan zaczynał się irytować, jak i kibiców swoją grą. Tak naprawdę oprócz minimalnie niecelnego strzału głową z 56. minuty Gual nie pokazał nic, a zanotował mnóstwo strat i około 70% przegranych pojedynków. Jego koordynacja ruchowa i próby przebicia się z piłką sprawiały wrażenie, jakby napastnik był kompletnie pogubiony i nie wiedział co robi. Po meczu Gual odniósł się do "nieprzyjemnych" okrzyków z trybun w stronę piłkarzy i stwierdził, że nie jest od słuchania kibiców, tylko od grania. Dobrze byłoby więc, gdyby napastnik rzeczywiście zaczął w końcu grać, chociaż solidnie. Opuścił boisko w 84. minucie.

Josue - Od liderów, kapitana, w trudnym momencie wymaga się przejęcia inicjatywy, podbudowania drużyny swoją grą i zachowaniem. Nie można powiedzieć, że Josue nie starał się tak grać, próbował rozgrywać piłkę w niekonwencjonalny, naturalny dla siebie sposób, jakimś specjalnym podaniem przełamać szczelną defensywę radomian, ale był w tym nad wyraz nieskuteczny. Portugalczyk tracił posiadanie aż 19 razy, najwięcej z całej drużyny. Nijak funkcjonowała jego współpraca czy to z Wszołkiem, czy Gualem, właściwie zamykała się ona do najprostszych podań. Kulała również jakość dośrodkowań kapitana, o wykorzystywaniu stałych fragmentów gry już nie wspominając. Największym plusem z gry Josue w spotkaniu z Radomiakiem jest to, że nie "wykartkował" się na następne mecze. Zszedł z murawy w 84. minucie.

Radovan Pankov - Występ Serba można podzielić na dwie fazy - przed startą i po stracie pierwszej bramki. Zanim goście wyszli na prowadzenie defensor grał dość solidnie, podobnie jak Steve Kapuadi dobrze zamykał przestrzenie i nie pozwalał rywalom na zbyt wiele, a także w pozytywny sposób asekurował Ryoyę Morishitę. Kilkukrotnie podjął próbę centry z głębi pola i choć brakowało mu w tym celności, to były to dobre próby. Gdy Radomiak wyszedł na prowadzenie Serb pogubił się. Po raz kolejny stał się elektryczny, a dodatkowo zdecydowanie zaostrzył swoją grę, przez co był bardzo bliski przedwczesnego opuszczenia boiska i jeszcze większego osłabienia zespołu. Przy drugim golu dla radomskiej drużyny był jedynym obrońcą, który uczestniczył w akcji defensywnej, ale w zasadzie nie zrobił w niej nic, a przy lepszym ustawieniu mógł przeciąć podanie, bądź zaasekurować Pawła Wszołka i przykryć jej zdobywcę. Również przy trzeciej bramce doskoczył do strzelca bramki, ale jedynie by go postraszyć, a nie odebrać piłkę.

Artur Jędrzejczyk - Pierwsze 45. minut było solidne w wykonaniu doświadczonego defensora i bez większych błędów. W drugiej połowie jednak jego gra również się rozjechała. Uczestniczył przy stracie pierwszej i trzeciej bramki, jego niezdecydowanie i błędy w ustawieniu spowodowały dalszy rozwój akcji, a przy trafieniu Luki Vuskovicia niepoprawnym blokiem zmylił i utrudnił interwencję Dominikowi Hładunowi. Był zdecydowanie najmniej skutecznym z defensorów w swoich interwencjach, a szkoda, bo to on miał być szefem defensywy Legii w tym spotkaniu.

Ryoya Morishita - Japończyk kolejnym występem udowadnia, że nie nadaje się do gry defensywnej. Wahadłowy kompletnie gubił się, dawał przeciwnikom dużo przestrzeni i non stop trzeba było go asekurować. Łatwo dawał się mijać i ogrywać przeciwnikom, przegrał większość pojedynków z nimi. Jeśli we wcześniejszych meczach Morishita jakkolwiek nadrabiał mankamenty defensywne zaangażowaniem i nieprzewidywalnością w ofensywie, tak w tym spotkaniu w ataku również nie istniał. Jego dryblingi były niezwykle przewidywalne, 14-krotnie stracił przez to posiadanie piłki i narażał drużynę na groźne kontrataki, a w 73. minucie skutkiem jego zachowania, była strata bramki. Dodatkowo Japończyk zanotował najniższą celność podań z całej drużyny (68%). Jedynie można pochwalić go za celne dośrodkowanie prosto na głowę Pawła Wszołka z 66. minuty, które Polak zmarnował.

Patryk Kun - Przez 24 minuty gry nie pokazał kompletnie nic. Zdołał jednak przegrać pojedynek z rywalem, zanotować nieskuteczny drybling i cztery straty piłki. W 24. minucie przegrał rywalizację szybkościową z Lisandro Semedeo, naraził drużynę na groźny kontratak, na szczęście niewykorzystany przez radomian, a dodatkowo w pogoni za skrzydłowym Radomiaka nabawił się urazu, który nie pozwolił mu kontynuować gry.

Zmiennicy

Filip Rejczyk, Wojciech Urbański, Jan Ziółkowski - grali zbyt krótko, by ocenić ich grę.

Yuri Ribeiro - W 24. minucie zamienił na murawie kontuzjowanego Patryka Kuna i od początku pobytu na boisku był zdecydowanie aktywniejszy i efektywniejszy od Polaka, zarówno w ofensywie jak i defensywie. W 56. minucie posłał idealne dośrodkowanie na głowę Marca Guala, ale Hiszpan minimalnie spudłował. Problemy Portugalczyka pojawiły się w momencie przestawienia go na pozycję pół lewego środkowego obrońcy, na której był kompletnie pogubiony. Swoje nieprzystosowanie do nowej roli pokazał przy pierwszej stracie bramki, gdy Lisandro Semedo zakręcił nim niczym karuzelą i zbudował sobie świetną pozycję do trafienia. Poza tym Portugalczyk w 12 pojedynkach z rywalami był skuteczny tylko w połowie z nich.

Jurgen Celhaka - Wszedł na murawę w 54. minucie. Albańczyk miał uspokoić grę, pomagać defensorom w zadaniach obronnych i nieco odciążyć od rozegrania Juergena Elitima. Tymczasem wprowadził wiele chaosu i zamieszania. Był znacznie powiązany ze stratą pierwszej bramki, gdyż to od ogrania pomocnika i jego złego ustawienia zaczęła się ładna, koronkowa akcja Radomiaka. Przy drugim trafieniu również mógł zapobiec podania Bruno Jordao, jednak zamiast atakować dogrywającego, to jedynie wrócił się na pole karne, gdzie nie krył nikogo. Zmiana, która miała wzmocnić defensywę, osłabiła ją.

REKLAMA
REKLAMA
© 1999-2024 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.