Czy musiał Pan sprzedawać Stanko Svitlicę?
Andrzej Zarajczyk, prezes Pol-Motu - właściciela Legii: Po pierwsze, Stanko trafił do Warszawy tylko i wyłącznie za moją sprawą. Zresztą przyszedł razem z Dragomirem Okuką. Byłem wówczas opluwany, że przyszedł "człapak" i zabiera miejsce Polakowi. Teraz wszyscy ci, co mnie krytykowali, uważają, że to był świetny transfer. Mam więc prawo to przypomnieć.
Po drugie, kontrakt Svitlicy kończył się 30 czerwca. Z tego, co wiem, działacze Hannoweru przesłali mu dwie wersje umowy - tę, obowiązującą od 1 lipca, i tę, którą podpisał. Gdyby przeszedł do nich za darmo, latem, dostałby więcej pieniędzy. Odchodząc z Legii jeszcze w lutym, zarobił na tym także klub.
Po trzecie, trzeba mieć w pamięci zasługi Stanko dla klubu. Szybko stał się ulubieńcem stolicy. Źle byłoby blokować mu odejście i możliwość zarabiania większych pieniędzy.
Po czwarte, z moich informacji wynika, że Stanko rzeczywiście zgodziłby się zostać w Warszawie, ale tylko wtedy, gdyby dostał podwyżkę. Chciał zarabiać 200 tys. euro netto. Podobno dyrektor Engel proponował mu 150 tys. euro Nie miał upoważnienia ani na jedną, ani na drugą kwotę.
Taka propozycja kompletnie burzy podstawowe założenia naszej spółki. Chcemy doprowadzić ją do równowagi. Nasze problemy finansowe nie są tajemnicą, bo m.in. dotacje zmniejszył Canal +. Dlatego staramy się obniżać kontrakty, ograniczać wydatki. Robimy to od półtora roku, a i tak są zaległości. I nagle jeden zawodnik miałby dostawać - kiedy są kłopoty - 150 czy 200 tys. euro? Jak zareagowaliby inni gracze podobnej klasy co Stanko. Na przykład Jacek Zieliński, Marek Saganowski czy Aleksandar Vuković? Też zażądaliby podwyżki.
A ile wynosi w tej chwili najwyższy kontrakt w Legii?
- Nie powiem. Ale Stanko miał jeden z wyższych.
Czy to prawda, że zarabiał 75 tys. euro netto?
- Bez komentarza. Ale niech pan sobie wyobrazi, że podwajamy Svitlicy zarobki. Drużyna to grupa ludzi, wrażliwa i podatna szczególnie na taką wiadomość. Taka podwyżka nie jest możliwa, bo są zaległości, ale wyzwoliłaby żądania innych.
Ale ze sportowego punktu widzenia to jest strata dla drużyny. Odchodzi najlepszy strzelec...
- Ale Stanko przez te pół roku grałby ze świadomością, że od 1 lipca ma być zawodnikiem Bundesligi; że Legia, nie zgadzając się na transfer już zimą, zablokowała mu możliwość otrzymania większych pieniędzy już teraz. Skończył już 28 lat i pewnie uważałby, żeby przez te pół roku nie złamać nogi albo nie odnieść kontuzji. Ja nie mówię, że tak by było, ale to całkiem prawdopodobne.
A może warto było zaryzykować, zostawić Svitlicę i zaczekać na ITI, które lada moment ma odkupić udziały od Pol-Motu.
- Ale dziś w klubie nie ma od ITI ani złotówki. Dopiero za jakiś czas ta informacja się potwierdzi. Ja bym nie rozmawiał z Hannoverem, gdyby ktoś z koncernu zadzwonił i powiedział, że będą pieniądze na Svitlicę i innych zawodników. Sprzedaż Svitlicy wynikała z logiki. Musieliśmy tak postąpić.
Piłkarsko drużyna traci...
- Większą szkodą byłaby podwyżka dla Svitlicy. Skłóciłaby zespół, od razu moglibyśmy zapomnieć o mistrzostwie Polski. A jeśli zostałby, na siłę, do czerwca, ochraniałby kości i z idola przerodziłby się w krytykowanego za mierną grę zawodnika. Czyli wróciłby do punktu wyjścia. A w kasie nie byłoby i tych 270 tys. euro.
A na co zostaną przeznaczone pieniądze z transferu Serba?
- Na spłatę zaległości. Ale niemal każdy dzień przynosi nam niespodzianki. Okazało się, że jeśli tajemniczy sponsor nie spełni obietnicy, trzeba będzie wydać 100 tys. zł na transfer Włodarczyka [pieniądze od tajemniczego sponsora obiecał dyrektor sportowy Legii Jerzy Engel - red.]... Prezes Trylnik znowu będzie musiał coś wymyślić...
Rozmawiał Robert Błoński
Wywiad
Tak nakazywała logika
środa, 4 lutego 2004 09:16
Andrzej Zarajczykźródło: Gazeta Wyborcza