Tylko dwa polskie kluby ściągają klasowych piłkarzy, większość ledwo wiąże koniec z końcem. Niepokojąco rośnie odległość między bogatymi i biednymi. Jeśli nic się nie zmieni, w najbliższych latach ligowe łupy będą wewnętrzną sprawą Wisły i Groclinu.
Na półmetku rozgrywek Wisła zajmuje pierwsze miejsce, Groclin piąte, ale jeśli nie stanie się nic nieprzewidzianego, wspomniane kluby będą liczyły się w walce o mistrzostwo Polski. Oba są sponsorowane przez właścicieli ogromnych firm, praktycznie monopolistów w swojej dziedzinie na polskim rynku (Bogusław Cupiał z Telefoniki i Zbigniew Drzymała z Inter Auto Groclin).
Do Grodziska sprowadzili się m.in. reprezentanci Polski Adrian Sikora i Michał Stasiak, do Krakowa - Tomasz Kłos, Mariusz Kukiełka, Radosław Majdan, Jacek Kowalczyk i utalentowany Serb Nikola Mijailović. Mocne drużyny stały się jeszcze mocniejsze. Na ławce rezerwowych Wisły będzie więcej gwiazd niż w Górniku Zabrze, Widzewie i GKS Katowice razem wziętych.
Pod względem finansowym jest podobnie. W Grodzisku i Krakowie piłkarze dostają wypłaty trzy, cztery dni po meczu. O pozostałych klubach, z drobnymi wyjątkami (Górnik Łęczna), lepiej nie wspominać.
Tak naprawdę tylko Amica potrafi, przynajmniej w pewnym stopniu, dotrzymać kroku potentatom. Mimo zakusów Wisły działaczom z Wronek udało się zatrzymać w klubie Tomasza Dawidowskiego i Marka Zieńczuka, zdołali również sprowadzić z Niemiec Zbigniewa Grzybowskiego. Transferowe szaleństwo było niemożliwe z powodu słabszych ostatnio wyników finansowych firmy.
Pozostali, szukając pieniędzy na przeżycie, muszą sprzedawać. Kojarzona z koncernem ITI Legia - mimo wyraźnych życzeń trenera Kubickiego - puściła do Hannoveru Stanko Svitlicę. Po Stasiaku i Piotrze Włodarczyku pozostały w Łodzi wspomnienia. To nie koniec kłopotów Widzewa. Nawet jeśli utytułowany klub otrzyma koncesję, nie będzie mógł grać na własnym boisku (kara PZPN za niesportowe zachowanie kibiców).
Polonia ma nowych właścicieli, ale ich możliwości finansowe wyglądają bardzo mizernie. GKS Katowice musiał przenieść swoją siedzibę do prywatnego mieszkania, bo nie był w stanie opłacić czynszu przy Bukowej. Górnik Zabrze postawił na promowanie młodzieży i mało znanych piłkarzy. Lech Poznań nie płaci piłkarzom od prawie ośmiu miesięcy.
W 1996 i 1997 roku Widzew i Legia kończyły rozgrywki ekstraklasy z przewagą około trzydziestu punktów nad trzecim zespołem (odpowiednio - Hutnikiem Kraków i Odrą Wodzisław), ale nawet one nie były na tyle mocne finansowo, żeby spokojnie myśleć o przyszłości. Potęga legionistów i widzewiaków runęła bardzo szybko, po niepowodzeniach w kwalifikacjach Ligi Mistrzów.
Czasy kolosów na glinianych nogach się skończyły. Mamy tylko coraz bogatszych (konkretnie dwóch), coraz biedniejszych i niemal pewność, że wkrótce przepaść będzie jeszcze większa. Zupełnie jak w Portugalii, gdzie przez wiele lat Porto, Benfica i Sporting pozostawały poza zasięgiem rywali. Chyba że najbogatsi Polacy, wzorem Drzymały i Cupiała, zaczną ze sobą rywalizować nie tylko na liście "Wprost", ale również w piłkarskiej ekstraklasie. Biorąc pod uwagę przypadek Lecha i Jana Kulczyka, trudno w to uwierzyć.