Ból głowy, padaczka, ptasia grypa, transfer Svitlicy.... Jeśli ktoś nie wiedział przedtem co to takiego szum informacyjny, po lekturze prasowych kolumn sportowych w ostatnich dniach już nie może mieć wątpliwości. Odchodzi-zostaje, jest–nie ma, Cypr-Hanower, jasno-ciemno. A kuku i ping-pong informacyjno-decyzyjny. Strategia godna mistrzów salonowca we dwóch. Nie tylko rzecz typowa dla informacji pojawiających się w mediach, ale także w pewien smętny sposób to typowa polityka polskiego klubu. Czyli niczego nie wiadomo, wszystko może się zdarzyć, a chodzi głównie o kasę.
Co się stało chyba wiadomo i nie ma co znęcać się nad zarzundem. Jego położenie coraz bardziej zaczyna przypominać sytuację wojsk alianckich pod Dunkierką AD 1940. Zaś spodziewane nadciągnięcie sił inwazyjnych ITI przypomina sytuację zatrzymanej armii niemieckiej pod tą samą Dunkierką decyzją wodza.
Chaos zapanował już nawet na linii Zarajczyk – Engel i do tej pory nie wiadomo kto i czy w ogóle kupił Włodarczyka. Żywię nadzieję, że owego asa napadu uda się oddać Grajewskiemu jeszcze przed początkiem rozgrywek i poza kolejnym szumem informacyjnym nic gorszego się nie stanie. A to że nastąpił rozpad komunikacji pomiędzy osobami odpowiedzialnymi za politykę Legii jest znamienny – wszak grupa rządząca przypominała komitet ocalenia narodowego. A funkcje wielu osób były skonstruowane tak, by bujało się to wszystko w sytuacji nienormalnej. Chaos jak ten obecny następuje, kiedy nikt już nie rządzi, kiedy kompetencje są zawieszone i pozostaje czekać na wkroczenie sił inwazyjnych. Kto wkroczy i z jakim nastawieniem?
Nie ma to chyba wielkiego dla obecnego sezonu znaczenia, bo ostatnie ruchy transferowo-polityczne świadczą, że karty przed wiosną już zostały rozdane. I są to w dużej mierze karty otwarte. Po tytuł idzie Wisła, która szykuje się do walki o Ligę Mistrzów, Amica, Groclin i Legia będą próbowały powojować o puchary, gdzie zapewnią sobie jakieś pieniądze. Czy można liczyć na niespodzianki? Zawsze. Jak to w piłce i jak to w naszej lidze - ktoś się z kimś pokłóci, ktoś coś komu sprzeda albo obieca i nie dotrzyma słowa, współtwórców sukcesu podzielą nierówno dzielone premie... Wszak żyjemy w Polszcze, czyli nigdzie. Ale dotychczas zebrane (F)akty świadczą, że tytuł zostanie w Krakowie.
Czy wkroczenie będzie wiekopomnym wydarzeniem dla Legii w skali kilku lat? Teoretycznie na pewno. Niemniej proszę pamiętać, że od czasu odejścia Romanowskiego i rozpadu Legii ery Ligi Mistrzów nasz klub zdobył jeden tytuł mistrzowski, czyli tyle samo, ile w analogicznym okresie Polonia Warszawa, do której ów Romanowski się przeprowadził. Nie udało się, mimo nakładów Daewoo, mimo dużej liczby czołowych kopaczy ligowych, którzy przewinęli się przez Łazienkowską, mimo rzeszy kibiców. W tytułach po roku ‘96 wychodzimy na remis z Polonia, a i to zdobytemu w sytuacji krachu i braku gotówki. W dodatku dzięki błędnej kalkulacji marketingowej ówczesnego prezesa.
Obecnie grupa światłych zarzundców doprowadziła Legię do stanu migotania komór i permanentnego udaru – niekoniecznie słonecznego. Nie wiadomo, kto będzie grał, o co, kim i dlaczego oraz za co. Zapowiadane wejście ITI może sugerować budowanie drużyny, ale dopiero na przyszły sezon. Jeśli w ogóle można ufać inwestorom, którzy na własnym podwórku odsuwają od gry czołowa gwiazdę swojej ekipy i to grającą w czołowym programie, pchając ją w dodatku w łapy głównych rywali na rynku – to trzeba to traktować jako taki swoisty transfer Svitlicy w wykonaniu potencjalnych inwestorów.
Jednak nawet rozsądna polityka stadionowo-transferowa i duże inwestycje nie zapewniają sukcesu same. Ktoś mądry musi poukładać to w całość, a Legia od lat była magnesem dla spragnionych łatwej kariery rozgłosu i dużych pieniędzy. Raczej kojarzyła się z miejsce, gdzie przychodzi się cos wziąć lub ogrzać się w blasku, niż cos dać, czyli zrobić.
Nowy inwestor, nowy prezes i nowe-stare grzechy: wymienianie trenerów na lojalnych wobec nowej rasy nowych panów. Stare układy, koteryjki, przepychania. Ukręcanie własnych interesów na boku i przy okazji – Legia to idealne miejsce. Uprzedzam, że nawet w przypadku optymistycznego wariantu z szybkim wkroczeniem sił inwazyjnych – czeka kibiców sporo nerwów, przepychanek, protestów, kalkulacji i bezkresnego szumu informacyjnego. Życzę mocnych nerwów i cierpliwości na wiosnę.
Felieton
Zamienił stryjek
środa, 4 lutego 2004 12:47
Genezyp Kapen