Sprawa sprzedaży Stanko Svitlicy nieoczekiwanie spowodowała w siedzibie warszawskiej Legii przy Łazienkowskiej sporą burzę. Z oddaniem czołowego napastnika do Hannover 96 nie mógł pogodzić się dyrektor sportowy Jerzy Engel, który zarzucił władzom Legii, a więc swoim pracodawcom, działanie na szkodę spółki.
"Pan Engel w rozmowie ze mną nie potwierdził, że rozmawiając z dziennikarzami użył takich słów" - tłumaczy prezes Legii, Edward Trylnik.
Dyskusja między Trylnikiem a Engelem była jednak krótka, bo obaj panowie nie mogli wczoraj spotkać się dłużej. Dlatego prezes Legii wezwał swojego pracownika na dywanik w terminie późniejszym. - Musimy przeprowadzić rozmowę wyjaśniającą z panem Engelem - mówi Trylnik. - Na razie mam tylko przed sobą artykuły z "Gazety Wyborczej", a na ich podstawie nie chcę wyciągać żadnych wniosków (dziennikarz GW twierdzi, że wypowiedź Engela ma nagraną na taśmie - przyp. red.). Po wyjaśnieniach pana Engela podejmiemy dalsze decyzje. Być może wystarczy, że napisze sprostowanie, iż wystąpiły przekłamania prasowe.
- A jeżeli nie są to przekłamania prasowe?
- Nie chcę na razie nic gdybać, mogę dyskutować wyłącznie o faktach - ucina Trylnik.
Zamieszanie na Łazienkowskiej spowodowały też negocjacje Engela na temat nowego kontraktu Svitlicy. Dyrektor sportowy Legii zaproponował Serbowi 3,5-letni, a później nawet 5,5-letni kontrakt.
- Pan Engel nie może w imieniu spółki zaciągać takich zobowiązań, ponieważ wiążą się one z określonymi wydatkami finansowymi - mówi Trylnik. - Powinien mieć na to zgodę zarządu, przecież nie można zawodnikowi obiecywać gruszek na wierzbie. Organizacyjnie nie wyszło to najlepiej, ale wyciąganie wniosków proszę zostawić nam.
Dowiedzieliśmy się, że wczoraj wpłynęło do Legii pismo z ITI, iż dyrektor Engel nie był upoważniony przez koncern medialny rozważający przejęcie klubu z Łazienkowskiej do składania propozycji kontraktowej serbskiemu napastnikowi.
Przy okazji sprzedaży Svitlicy okazało się, że obaj dyrektorzy sportowi Legii - Jerzy Engel i Janusz Olędzki - ostatecznie nie decydowali o odejściu zawodnika. Ostateczne negocjacje z Hannoverem 96 prowadził właściciel Legii - Andrzej Zarajczyk.
- Dlaczego przy sprzedaży Svitlicy nie liczono się z opiniami dyrektorów sportowych? Przecież to oni mają odpowiadać za politykę transferową klubu? - pytamy Trylnika.
- Zarząd spółki liczy się z opiniami dyrektorów sportowych, ale decyzje podejmuje się nie tylko biorąc pod uwagę przesłanki sportowe.
Engel na dywaniku
czwartek, 5 lutego 2004 11:45
Przegląd Sportowy