Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Serce oddałem Legii

czwartek, 5 lutego 2004 12:06
Łukasz Surmaźródło: Przegląd Sportowy

Komu będzie pan teraz dogrywał piłki? Czy uda się załatać dziurę po Stanko Svitlicy?

Łukasz Surma: Takiego piłkarza jak Stanko ciężko zastąpić. Czterdzieści bramek, które zdobył w naszej lidze, mówi samo za siebie. Ale jest przecież z nami Piotrek Włodarczyk, jest Manuel Garcia, który świetnie prezentuje się na cypryjskich treningach i strzela z woleja nie gorzej niż Stanko. Trzeba się więc pogodzić z tym transferem i wierzyć, że ta dwójka, wraz z Markiem Saganowskim, wyręczy naszego najlepszego snajpera. Jeśli będziemy długo rozpamiętywać, jak Svitlica strzelał po dziesięć bramek w rundzie, może być źle. Ja Stanko bardzo ceniłem, to doskonały napastnik. Ale większość bramek zdobył raczej po akcjach zespołu, niż indywidualnych zagraniach. Dlatego liczę, że ktoś go wyręczy.


Nie słychać w pana głosie cienia pesymizmu. Z was wszystkich optymizm wręcz tryska!

Bo mamy dobre warunki do treningu, świetne jedzenie i wszyscy są dość radośni. Oderwaliśmy się na Cyprze od ponurej polskiej rzeczywistości i od naszych problemów.


Są tacy, którzy twierdzą, że mógł pan osiągnąć więcej w ostatnich latach...

Nie wiem, czy moje losy mogły potoczyć się lepiej, czy gorzej. Mogłem przecież nie wyrwać się z Ruchu Chorzów w ostatniej chwili i wciąż tam grać! Udało mi się to półtora toku temu. Trzy sezony termu plan się nie powiódł, dlatego straciłem osiemnaście miesięcy. Może gdybym wcześniej przyszedł do Legii, to byłoby jeszcze lepiej. Ale teraz źle nie jest. Zespół mi ufa, dał nawet kapitańską opaskę, co bywa często sporym obciążeniem. Mówi pan, że nie osiągnąłem na razie tyle, ile powinienem? Możliwe. Mam jednak dopiero dwadzieścia sześć lat i wszystko przede mną. Jest sporo czasu, by zrealizować swoje cele, jakimi są regularna gra w reprezentacji i występy w dobrym, zachodnim klubie. Czuję się przygotowany, by ciężko pracować, by je osiągnąć.


Nie myślał pan, by te cele zrealizować z Legią? By to ona stała się tym renomowanym zespołem?

To oczywiście marzenie nas wszystkich. Wiadomo, że jeśli wszedłby możny sponsor, chcący budować zespół na miarę tego z połowy lat dziewięćdziesiątych, nikt nie myślałby o średniakach z Bundesligi, o przenosinach. Każdy chciałby występować właśnie tu, w Legii, bo ten klub ma w sobie jakąś magię. Sprawiającą, że aż chce się grać i gryźć trawę na boisku. Szkoda tylko, że żyjemy w rzeczywistości, w której dużą rolę odgrywa pieniądz. A u nas... Wiadomo, jak to wygląda.


Tak, że każdy marzy, by wyjechać. Choćby byle gdzie?

Na pewno nie byle gdzie i nie jak najszybciej, po łebkach. Z Legii nie powinno się odchodzić do żadnego słabeusza, bo to stanowi degradację i pewien policzek dla klubu. "eLka" to marka znana w Europie, rozpoznawalna. Jesteśmy teraz na Cyprze, gdzie trenuje jeszcze kilkanaście zespołów. I wszystkie chciałyby zmierzyć się właśnie z nami! To o czymś świadczy.


Urodził się pan w Krakowie, tam wychował. Potem był Chorzów, ale i tak pewnie niełatwo było zaakceptować przenosiny do stolicy?

Już w wieku dwudziestu lat podjąłem decyzję o przenosinach na Śląsk i prowadzeniu samodzielnego życia. Nie żałuję jej, bo sam musiałem dawać sobie radę i chyba szybciej wydoroślałem. Przyjazd do Warszawy nie był więc żadnym problemem, bo przez pięć wcześniejszych lat byłem poza domem i w obcym mieście. Teraz poznałem już stolicę i polubiłem.


A czuje się pan wciąż krakusem czy już warszawiakiem?

Cóż za pytanie w dalekiej Ayia Napie! Chyba mnie pan podpuszcza, a jeśli nie, to proszę nie przesadzać... Kocham Kraków i zawsze tak będzie, bo jestem krakusem z krwi i kości. Kiedyś na pewno wrócę pod Wawel, do rodziny i przyjaciół, tam zamieszkam, gdy skończę karierę. Ale obecnie moim klubem jest Legia i właśnie jej oddałem całe serce.


Rozmawiał Żelisław Żyżyński

Podaj ten news dalej: