Stracone punkty?; to nie przypadek; zmarnowane odbiory; krycie powietrza; zmęczony Vinagre; dużo zdrowia - to najważniejsze punkty po niedzielnym meczu Legii Warszawa ze Śląskiem Wrocław.
1. Stracone punkty?
Zarówno trener Gonçalo Feio, jak i Jacek Magiera na pomeczowych konferencjach stwierdzili, że ich drużyny zasługiwały na więcej, podkreślając, że każda z ekip miała liczne sytuacje, by zwyciężyć. Trudno mi się z tym zgodzić, ponieważ według mnie remis był sprawiedliwy. Mecz nie stał na wysokim poziomie, a w wielu fragmentach gry można było odnieść wrażenie, że już to kiedyś widzieliśmy. W pierwszej połowie na boisku dominowała Legia, natomiast w drugiej, po strzelonym golu, gra legionistów osłabła, co pozwoliło piłkarzom Śląska dojść do głosu. Czasami wydawało się, że nasi zawodnicy grają w osłabieniu, bo takie wrażenie można było odnieść, patrząc na szybko oddawaną piłkę rywalom lub nerwową grę w defensywie.
2. To nie przypadek
Bramka dla legionistów nie była przypadkowa i warto podkreślić, że wynikała z wypracowanego schematu.

Bardzo często kiedy Legia atakuje, „Kapi” znajduje się po prawej stronie boiska, głównie przed polem karnym lub przy linii bocznej „szesnastki”. Tak asystował m.in. przy bramce Pekharta z Brøndby IF. W spotkaniu z Radomiakiem po takim wejściu w pole karne sam zdobył bramkę. W meczu ze Śląskiem powtórzył ten wyczyn, lecz w jeszcze bardziej efektownym stylu, mijając aż trzech piłkarzy z Wrocławia. To nie przypadek, ale coś co jest wypracowane i jak widać przynosi wiele korzyści.
3. Zmarnowane odbiory
Legia nie grzeszyła skutecznością, a szczególnie Blaž Kramer, który zmarnował trzy dogodne sytuacje podbramkowe po dobrych odbiorach na połowie Śląska. Zaraz po rozpoczęciu gry piłkę przejął Marc Gual, podał do Kramera, a ten zamiast strzelić, posłał piłkę prosto do rąk Rafała Leszczyńskiego. W doliczonym czasie gry pierwszej połowy piłkę, po złym podaniu obrońcy z Wrocławia, przejął Kapustka, zagrał do rosłego napastnika Legii, który ponownie podał wprost w ręce Leszczyńskiego. W drugiej połowie Kramer wreszcie oddał mocny strzał, ale niestety niecelny. W meczu ze Śląskiem Słoweniec sprawiał wrażenie, jakby nie zjadł śniadania i brakowało mu sił na mocne uderzenia, choć miał naprawdę dogodne sytuacje podbramkowe. Zwłaszcza że były one wynikiem tego, co trener Feio chciał osiągnąć w formacji ofensywnej: pressingu, agresywniejszego doskoku do przeciwnika i zbierania drugich piłek. Niestety, zawiodła skuteczność, ponieważ w żadnej z tych trzech sytuacji Kramer nie miał komu podać z ofensywy, a jego decyzje o strzałach były słuszne, jednak ich wykonanie bardzo słabe.
4. Krycie powietrza
Musimy przeanalizować straconą bramkę przez Legię, ponieważ szereg błędów doprowadziło do tej sytuacji.

Wszystko zaczęło się od Marca Guala, który chciał naśladować swojego kolegę z zespołu, Alfarelę, i ładnym dryblingiem w środkowej strefie zdobyć kilka metrów przestrzeni, by dograć piłkę do kolegów z ofensywy. Niestety, zrobił to źle (nie pierwszy raz w tym spotkaniu), co pozwoliło gospodarzom na przejęcie piłki.

Konsekwencją tej straty była kontra Śląska, w której Marcin Cebula ruszył na bramkę Gabriela Kobylaka i został sfaulowany przez Patryka Kuna. Na screenie zaznaczyłem trzech piłkarzy Legii (na czerwono) oraz Kuna (na czarno). Kun bardzo łatwo dał się ograć, spóźniony wystawił nogę i dobrze wykorzystał to Cebula. Nie rozumiem decyzji Kuna o faulu, zwłaszcza że za nim byli jeszcze dwaj piłkarze Legii, a jeden przed nim. Wątpię, by zawodnik Śląska minął ich wszystkich i zdobył bramkę.

W defensywie drużyna Legii ma za zadanie bronić strefowo. Spójrzmy więc na pierwotne ustawienie legionistów. Trzej piłkarze — Morishita (pomarańczowy), Kun (czerwony) i Gonçalves (żółty) — w pierwotnym w polu karnym może i trzymali swoje pozycje, ale nie pilnowali nikogo. Widzimy, że strzelec bramki, Tommaso Guercio, stoi cały czas niepilnowany, na co nikt przez kilkanaście sekund – łącznie z Kobylakiem – nie zwrócił uwagi. Natomiast do pola karnego wszedł Żukowski, oddając piłkę innym, aby wykonali rzut wolny.

W kulminacyjnej fazie Gonçalves jest zaskoczony, bo przy nim już stoi Żukowski, a Morishita i Kun tylko spoglądają w pole karne, nie pilnując nikogo. Z kolei Bartosz Kapustka stał w miejscu i pilnował strefy, by zebrać ewentualną drugą piłkę. Niezmiennie Guercio nadal pozostawał niepilnowany.
5. Zmęczony Vinagre
Obserwując Rúbena Vinagre w meczu przeciwko Śląskowi Wrocław, można było dostrzec u oznaki zmęczenia. Odkąd dołączył do Legii, niemal nieprzerwanie gra na lewym wahadle od pierwszej do ostatniej minuty. W niedzielny wieczór na początku próbował, walczył i szarpał z przodu, ale w defensywie nie wyglądało to dobrze. Wielokrotnie był spóźniony; raz wspólnie z Augustyniakiem pozwolili Nahuelowi Leivie na swobodną akcję lewą stroną, ale na szczęście jego strzał obronił Tobiasz. Vinagre popełnił kilka mniejszych lub większych błędów, w tym raz podał piłkę prosto pod nogi Hiszpana ze Śląska, który oddał mocny, ale niecelny strzał. Wygrał tylko trzy z jedenastu pojedynków, a jego skuteczność podań wyniosła 74%. Patrząc jednak na dyspozycję Kuna, który wszedł za niego, nie dziwi fakt, że Portugalczyk gra tak dużo.
6. Dużo zdrowia!
Sytuacja z końcówki pierwszej połowy, kiedy Tobiasz i Jędrzejczyk zderzyli się głowami, wyglądała bardzo groźnie. Czy warto rozwodzić się nad tym kto zawinił bardziej? Przede wszystkim ewidentnie zabrakło komunikacji. Życzę im dużo zdrowia i mam nadzieję, że nic poważnego się nie stało. Czekamy na powrót naszego kapitana i bramkarza, ponieważ są kluczowymi ogniwami Legii.
Trener Feio po meczu powiedział, że do tej sytuacji w ogóle nie powinno dość. Sugestia na antenie Canal+ i na konferencji była jasna, że nie chodzi o zachowanie swoich podopiecznych, a o coś innego. Opcje są więc dwie:
- pierwsza - akcja miała miejsce ponad pół minuty po doliczonym przez sędziego Marciniaka czasie;
- druga - przekonanie o faulu na Blazu Kramerze przy odbiorze piłki przez Śląsk.
Zgadzacie się z którąś z tych sugestii?
Kamil Dumała

