Chyba nawet nie śnił Pan, że debiutując w Hannover 96 zdobędzie Pan bramkę?
Stanko Svitlica: To prawda. Tym bardziej cieszę się, że udało mi się pokonać Olivera Kahna. Strzelić gola takiemu bramkarzowi, występującemu w tak sławnej drużynie jak Bayern to spełnienie marzenia. Duża w tym zasługa Markusa Schulera, który dokładnie podał mi piłkę. Ja tylko strzeliłem prawą nogą. Dokładnie tak, jak robiłem to w Legii.
Nie drżały Panu w debiucie łydki?
- Cóż, obawiałem się trochę tego spotkania. W końcu miałem zagrać przeciwko Bayernowi. Poza tym nie miałem czasu, aby zgrać się z kolegami.
Przed zdobyciem gola zdążył Pan zmarnować trzy dogodne sytuacje...
- Nie tylko ja. Moi koledzy również. Mieliśmy mnóstwo sytuacji do strzelenia bramki. Dużo więcej niż Bayern. Mogliśmy nawet wygrać. Spotkanie, zdaniem obserwatorów, było bardzo dobre. Sam byłem pod wrażeniem.
Czy w Hannoverze ma Pan takie same zadania, jak w Legii?
- Tak. Mam strzelać gole (śmiech). Gram na tej samej pozycji, co w Warszawie. Najczęściej dostaję podania od mojego rodaka Nebojsy Krupnikovicia. Chyba chce, żebym się pokazał.
Czy prasa niemiecka sporo pisała na Pana temat?
- Nie wiem. W poniedziałek rano wsiadłem do samolotu i przyleciałem do Warszawy po żonę Milicę i syna Zvezdana. Nie zdążyłem nawet przejrzeć gazet.
Jak przyjęli Pana kibice?
- Trudno mi cokolwiek powiedzieć na ten temat. Kibice Bayernu, którzy stanowili większość na stadionie w Monachium, zagłuszali naszych. O tym jak mnie przyjmą, przekonam się w najbliższą sobotę na AWD Arena w spotkaniu przeciwko Bayerowi Leverkusen. Oczywiście, jeżeli w ogóle wybiegnę na boisko.
Czy trener Ralf Rangnick da Panu szansę gry w podstawowym składzie, czy pozostanie Panu rola jokera?
- Na razie będę rozpoczynał mecze na ławce rezerwowych. Nie jestem jeszcze w stu procentach przygotowany do sezonu. Przecież trenowałem z Legią, a w Polsce piłkarska wiosna rozpoczyna się dopiero za miesiąc. Po powrocie do Niemiec w poniedziałek wieczorem zabieram się jednak do ostrych treningów. Poza normalnymi zajęciami z zespołem, będę także ćwiczył indywidualnie, by nadrobić zaległości. Na dłuższą metę nie chcę być jokerem, lecz zawodnikiem, któremu trener może ufać.
Jakie różnice zauważył Pan pomiędzy polską ekstraklasą a Bundesligą?
- Na razie trudno jest mi o takie porównania. Zagrałem ledwie 24 minuty. Pewne jest jedno - liga niemiecka jest silniejsza.
I dużo łatwiej się w niej wypromować...
- Dokładnie. Z Niemiec zawsze bliżej do reprezentacji, niż z Polski. Ze zmiany klubu mogę być tylko zadowolony. Zarabiam dużo więcej niż w Warszawie. Udowodniłem, że potrafię zdobywać gole nie tylko w Polsce. Mam nadzieję, że na jednym się nie skończy. Teraz muszę się jeszcze zająć znalezieniem jakiegoś gniazdka w Hannowerze, bo na dłuższą metę z rodziną nie da się mieszkać w hotelu. Najtrudniej było jednak rozstać się z kibicami Legii i Warszawą. Zawsze będę mile wspominał waszą stolicę i ludzi, którzy byli tak przyjaźni. Obiecałem, że tu wrócę i słowa dotrzymam. Bramki zdobywam już w Bundeslidze, ale w sercu cały czas mam Legię.
Rozmawiał Maciej Rowiński
Wywiad
Nie chcę być tylko jokerem
wtorek, 10 lutego 2004 08:22
Stanko Svitlicaźródło: Życie Warszawy