Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Pazerny dwa razy traci

poniedziałek, 16 lutego 2004 12:03
Paweł Pospieszyński

Do napisania tego artykułu skłonił mnie niezwykle dobitny felieton niejakiego Polla, który to zresztą zasługuje na wyrazy uznania. Początkowo miał to być komentarz, ale z upływem liter, zorientowałem się, ile refleksji i przemyśleń dotyczących tej kwestii drzemie we mnie, więc postanowiłem się nimi podzielić.

Zacznę od tego, że wyżej wymieniony artykuł powinien być swego rodzaju "świętym traktatem" czytanym każdemu polskiemu piłkarzowi przed podpisaniem kontraktu z zagranicznym klubem. By potem nie wracali niczym synowie marnotrawni z zagranicznych "podbojów", skruszeni, rozczarowani i rozżaleni. Ale może nie ma się czemu dziwić: przecież to w większości ludzie z biednych, patologicznych rodzin, gdzie jedyną formą zapomnienia o kłopotach finansowych była gra w piłkę. Zatem, kiedy poczuli trochę „siana” zaoferowanego przez zachodni klub, od razu zapragnęli je „skonsumować”, zapominając oczywiście o zdrowym rozsądku. Lecz to często nienajbystrzejsi ludzie, zmanipulowani nierzadko przez swego pseudomenadżera, który, może i szuja, to jednak w sumie mądrzejszy i sprytniejszy, skoro najlepiej na tym finansowo wychodzi.

Jak mawiają, chytry dwa razy traci. W tym przypadku nie chytry, lecz pazerny. Zamiast wypromować się w polskim klubie, zamiast dwóch dobrych meczów zagrać dwa dobre sezony i przebierać w ofertach, wybierają zgubne rozwiązanie. Podobnie jest z nowoczesnym stadionem w Polsce. Nikt nie podejmie się zbudowania go, bo chce natychmiastowych rezultatów (czyt. pieniędzy). Nikt nie myśli dalekowzrocznie, choć ta inwestycja i tak się zwróci, jak nie po roku to po dwóch, pięciu, dziesięciu latach. Na pewno. I tak samo polski piłkarz. Chwyta się pierwszej lepszej okazji do wyjazdu na Zachód, mimo że to dla niego zwykle spadek sportowy. A i niekoniecznie awans finansowy. To tylko tymczasowy zastrzyk gotówki, bo jak wróci, nie będzie już tyle wart, co przed podpisaniem kontraktu i grając „ogony” bilans finansowy się wyrówna. Nie myśli on przyszłościowo, że jeśli będzie grał dobrze w polskim klubie, prezentował równą formę przez dłuższy czas, jego notowania pójdą w górę. To jak z seksem na pierwszej randce. Odmów go dziewczynie, a wzrosną Twoje akcje i następnym razem będzie Twoja! Kto nie próbował, niech żałuje... Widocznie nasi piłkarze są zbyt napaleni :)
Przypomnijmy sobie, jak to było w PRL-u. Jak ś.p. Deyna, Boniek i inni biegali po naszych boiskach aż do 30-tki, czyli przez najlepsze lata swojej kariery, zapewniając nam zarówno sukcesy klubowe, jak i reprezentacyjne, bo grając regularnie, utrzymywali wysoką formę. Powołując ich zatem do kadry nie było ryzyka, że są roztrenowani, jak nasze gwiazdeczki grzejące ławę w beniaminkach lig zachodnich. Może to i samolubne ze strony Partii, nie dzielić się z Europą takimi talentami, ale gdyby nie to, to kto wie, czy dwa razy zdobylibyśmy brąz na Mistrzostwach Świata, pomijając już sukcesy naszych klubów w europejskich pucharach. A nasze orły po wyjeździe na Zachód i tak swoje zarobiły i w większości sukces odniosły. Dla Bońka nie była to przeszkoda, że tak późno wyjechał. Wręcz korzyść, bo będąc dojrzałym piłkarsko zdobył Europę, co wcześniej mogło być dla niego nie do zrealizowania. Z pewnością zakaz wcześniejszego wyjazdu uchronił wielu wybitnych piłkarzy przed poniesieniem porażki, jaką notorycznie notują obecni, wyjeżdżając przedwcześnie za granicę. Chcąc nie chcąc wielu zasłużonych dziś piłkarzy wypromowało się w Polsce. Mogliby nie być tak silni, by utrzymać się w zachodnim klubie, podzielić los obecnych śmiałków i nie zapisać się na kartach historii. Dojrzałość jest właśnie miarą sukcesu w tej sprawie. Piłkarz nie musi oczywiście aż tak długo zwlekać, dla jednych jest to wiek 25-ciu, a dla innych 30-tu lat. On musi być do tego przygotowany i fizycznie, i psychicznie.

To co teraz robi Wisła Kraków jest dla mnie histerycznym działaniem. Nie sprawdziła się jedna ideologia, polegająca na systematycznym budowaniu drużyny, więc wprowadza się inną pozbawioną z grubsza sensu, kupując gotowe „gwiazdy”. Widać kończy się cierpliwość... i pieniądze. Nie odniesie się sukcesu od zaraz. Kiedyś robił tak niejaki Inter Mediolan i wszyscy wiemy jak to się skończyło. Zarząd Wisły osłabia zespół oraz „upośledza” piłkarzy (Kosowski, Kuźba), sprzedając ich za grosze w przeddzień bitwy o Ligę Mistrzów do nędznych, zadłużonych klubików. A potem zbiera outsiderów (Kłos, Kukiełka), których też ktoś kiedyś zmarnował, choć i sami swoje dołożyli. I ta karuzela transferowa będzie trwała w nieskończoność, bo w przyszłości tacy Kosowscy i Niedzielany będą tymi samymi zmarnowanymi materiałami na niezłych zawodników.

Ale może to nie taki głupi pomysł: nasi piłkarze wyjeżdżający przedwcześnie z Polski, "grając" na zachodzie tracą na wartości, a gdy wracają są warci grosze (kluby same chcą się ich pozbyć) i w ten sposób na krajowym podwórku biega multum "gwiazd za złotówke”. Ta metoda dostarcza jednak tylko wątpliwych korzyści marketingowych (kibice chcą (?) oglądać „wielkie nazwiska” - wygnańców Bundesligi). Przynajmniej na papierze składy się dobrze prezentują, ale jak wiadomo nazwiska nie grają. W zamian mamy samych emerytów prezentujących III-cio ligową formę (np. Piotr Świerczewski, choć podobno zarzekał się, że szybko do Polski nie wróci), zajmujących miejsca w składzie (często po rozmaitych koneksjach) młodym zdolnym piłkarzom. Są też tacy „artyści” jak np. Sławomir Wojciechowski – ludzie o przeroście ambicji, którym woda sodowa do głowy uderzyła po turystycznej przygodzie na zachodzie.

Swoją drogą interesują mnie losy Macieja Żurawskiego, ponieważ zdaje się postępować bardzo rozważnie doskonaląc swoje umiejętności i pomagając klubowi dobrą grą. Zasługuje na transfer do dobrego zachodniego klubu. Ale niekoniecznie może mu się udać. A Marek Citko? Owszem, zaprzepaścił swoją szansę, ale gdyby postąpił odwrotnie, czy podzieliłby losy swoich następców? Możemy mówić o nim, jako o niespełnionym talencie, ale on też raczej nie był przygotowany do podboju Europy. Zasłynął pięknymi bramkami, ale w przegranych meczach. Czy to więc upoważniało go do odniesienia sukcesu? Teraz jest „pożywką” dla felietonistów, ale też się mógł zmarnować. Może nie czuł się wystarczająco dobry (szkoda, że naszym obecnym „kopaczom” brakuje samokrytycyzmu)? Może więc nie zrobił źle. Nigdy się już tego nie dowiemy.

Są też tacy, którzy mimo że postąpili pochopnie, odnieśli sukces. A inni starannie zaplanowali swoją karierę, a nic z tego nie wyszło (kontuzja, nagły spadek formy). Ale to tylko wyjątki, potwierdzające regułę.

Reasumując, rzeczą naturalną jest piłkarska „emigracja”, ale tylko rozważna, przynosząca wymierne korzyści, zarówno te sportowe, jak i (dla większości piłkarzy to niestety decydujący czynnik) finansowe. Niech nasze gwiazdki nie myślą, że jak się po nie zgłosi zagraniczny pracodawca, to mogą się uważać za diamenty. Diamenty to może sobie Real Madryt kolekcjonować. Jak nasi stranieri zobaczą, kto im proponuje pracę, powinni zdać sobie sprawę, że są jedynie siłą roboczą (niekoniecznie tanią). Powinni znać swoje miejsce w szeregu i w żadnym wypadku nie zachłysnąć się nadarzającą się szansą, która zwykle z czasem okazuje się przekleństwem. Wstrzemięźliwość przy zmianie klubowych barw na zachodnie może mieć bardzo dobry wpływ na karierę zawodnika i na drużynę w której pozostanie. Ona osiągnie sukces, a wraz z nią jej piłkarze, którzy owszem kiedyś z niej odejdą, ale na Boga, niech to robią z głową!

Podaj ten news dalej: