W Hanowerze nie wierzą, że Stanko Svitlica nie jest Polakiem. Przecież mówi w naszym języku, trzyma się z Dariuszem Żurawiem, opowiada o Legii, a jako największe marzenie wymienia powrót do Warszawy.Pogłoski o rzekomym wyjeździe Svitlicy z Polski powtarzały się tak często, że kibice warszawskiej Legii przestali traktować je poważnie. Stanko wyjeżdża, Stanko wraca - a to Spartak Moskwa, a to Barcelona... Aż w końcu okazało się, że transfer do Hannoveru 96 nie jest blefem. Król strzelców polskiej ekstraklasy, ulubieniec kibiców Legii, przeniósł się do przeciętnej drużyny Bundesligi.
Stanko Svitlica: Wszystko działo się tak szybko... Po treningu z Legią poszedłem do sauny i ledwo zdążyłem usiąść, a już usłyszałem dzwonek telefonu. Prezes Zarajczyk kazał szybko się pakować i jechać do Hanoweru. Czasu było tak mało, że praktycznie od razu wsiadłem do samolotu. W Niemczech trafiłem prosto na oficjalną prezentację nowych nabytków drużyny i wszyscy odstawieni byli w klubowe stroje, a ja miałem na sobie dres Legii... Z jednej strony zrobiło mi się głupio, ale z drugiej - czułem się dumny, że reklamuję tak wspaniały klub.
- Naprawdę chciałby pan jeszcze wrócić do Warszawy?
- Że chciałbym, to za mało powiedziane. Ja wiem, że wrócę. Warszawa to miejsce, gdzie przyjęto mnie z życzliwością, gdzie doceniono moje umiejętności. Poznałem mnóstwo przemiłych ludzi, a poza tym Bóg sprawił, że w stolicy Polski urodził mi się syn - Zvezdan. Warszawa to dla mnie magiczne miasto i jestem pewien, że jeszcze zagram w barwach Legii. Nie wiem kiedy - może za rok, może za pięć lat, ale marzę o tym, żeby strzelić gola dla drużyny z Łazienkowskiej.
- Skoro tak kocha pan warszawski klub, to trzeba było nie wyjeżdżać. Pieniądze to główny motyw transferu?
- Gdyby tak było, odszedłbym pół roku temu do Rosji, bo tam oferowano naprawdę dużo. Wspólnie z prezesem Zarajczykiem uznaliśmy jednak, że lepiej będzie poczekać. Transfer do Hanoweru też nie był tylko moją decyzją. Z pieniędzy, które Legia za mnie otrzymała spłacona część długów wobec innych piłkarzy. Moje odejście było potrzebne, żeby klubowa kasa nie świeciła pustkami, bo niestety tak, jak Legia ma najlepszych kibiców na świecie i jest naprawdę wielką drużyną, tak pieniędzy nigdy nie miała dużo.
- Ile będzie pan zarabiał w nowym klubie?
- W polskiej prasie czytałem, że nawet pół miliona euro rocznie. To bzdura. Nie powiem jaką mam pensję, bo to moja sprawa, ale zapewniam, że jest ona dużo mniejsza, niż wszyscy myślą.
- A kiedy Legia odda panu zaległości?
- Jak będzie ją na to stać. Na pewno się jakoś dogadamy. Temu klubowi zawdzięczam tak wiele, że nie zamierzam robić problemów. Na pewno nie pójdę skarży się do sądu.
- Jak czuje się pan w nowej drużynie? Dużo wyższy poziom niż w polskiej lidze?
- Muszę przyzwyczaić się do nowej sytuacji - w Warszawie miałem miejsce w pierwszym składzie, byłem gwiazdą, tymczasem w Hanowerze jesy trzydziestu równorzędnych piłkarzy, z których każdy może grać i nie będzie odstawał poziomem od reszty. Poza tym treningi gorsze są od meczów, bo każdy chce pokazać trenerowi, że zasługuje na występ. Ta nieustanna walka jest trochę męcząca.
- Koledzy wiedzą, że jest pan królem strzelców polskiej ligi?
- Tak, ale nie robi to na nich specjalnego wrażenia. Wasza liga jest tu raczej lekceważona. Niemcy nie zdają sobie sprawy, jak trudno osiągnąć sukces w polskiej ekstraklasie.
- Gol strzelony Oliverowi Kahnowi w meczu z Bayernem, to chyba dobre wejście do drużyny. Dlaczego więc nie wystąpił pan w spotkaniu z Bayerem Leverkusen?
- Na pierwszy skład na razie jeszcze się nie nadaję, a kiedy okazało się, że w końcówce musimy bronić remisu, trener zdecydował się wzmocnić defensywę i nie wpuścił na boisko kolejnego napastnika. To logiczne.
- Ale podobno w następnym meczu, z Hansą Rostock, z powodu plagi żółtych kartek w drużynie, wybiegnie pan już w podstawowej jedenastce?
- Na pewno nie wytrwam całego spotkania. Trafiłem tu, kiedy już zaczęła się runda, a w Legii byłem przecież w środku zimowego zgrupowania. Na razie więc nie wytrzymuję kondycyjnie całego meczu.
- Ciągle mieszka pan w hotelu...
- Jeszcze przez kilka dni. Mam na oku fajne, duże mieszkanie i nie mogę się doczekać przenosin, bo przecież jest ze mną żona i roczny Zvezdan. Zwłaszcza dla synka mieszkanie w hotelu jest uciążliwe.
- Nie myślał pan o tym, żeby na czas aklimatyzacji zostawić rodzinę w Warszawie, albo wysłać do Serbii?
- Niestety, z powodu problemów wizowych musieli przyjechać od razu do Niemiec.
- Zna pan niemiecki?
- Nie znam i jest to duże utrudnienie. Dobrze, że na każdym kroku pomaga mi Darek Żuraw. Taka sytuacja nie może jednak trwać zbyt długo, więc szukam już nauczyciela, który pomoże mi w przyswojeniu niemieckiego. Myślę, że sobie poradzę. Przecież polskiego też się nauczyłem!
- Wielu kibiców w Hanowerze myśli, że jest pan Polakiem.
- To zabawne. Jestem dumny, że jestem Serbem, ale moja druga ojczyzna to Polska. Nie złoszczę się więc na takie pomyłki. Na moje mecze przyjeżdżają dziennikarze z Warszawy, a nie z Belgradu... To bardzo miłe i troszkę zaskakujące. Nie myślałem, że fani będą zainteresowani moim losem, kiedy odejdę z Legii. Właściwie to gdyby nie urodził się Serbem, chciałbym urodzić się Polakiem.
- W Legii miał pan wielu kumpli, były wspólne wypady na piwko po zwycięskim meczu, a w Hanowerze wszyscy od razu jadą do domu. Nie brakuje tej rodzinnej atmosfery?
- Bardzo brakuje, ale to cena profesjonalizmu. Przecież nie mogę wziąć ich za rękę i powiedzieć: idziemy na kawkę. To dorośli faceci, z różnych stron świata i mają swoje przyzwyczajenia. Poza tym jestem w drużynie tak krótko, że może po prostu nie wiem, czy organizowane są jakieś imprezki. Jeśli są, to na pewno się wkręcę. Poa Darkiem dużo gadałem jż z Thomasem Brdariciem - po serbsku, i z Abelem Xavierem - po angielsku.
- Xavier cieszy się dużą popularnością. Jego zdjęcia codziennie są w gazetach. Nie zazdrości mu pan?
- Nie. Abel to fajny gość z pokręconą fryzurą. Myślę, że dlatego tak często jest fotografowany, bo przecież na boisku jeszcze niczego nie pokazał. Może jakbym sobie zrobił takie włosy też byłbym na okładkach kolorowych pism? Ale mi na tym nie zależy.
- To na czym panu zależy? Co chce pan osiągnąć występując w Hanowerze?
- Jeśli będę grał i strzelał gole, na pewno nie posiedzę tu zbyt długo. Może przejdę do mocniejszego klubu w Niemczech, może pojadę dalej - na przykład do Hiszpanii. Gra w tamtejszej lidze zawsze była moim marzeniem. Poza tym lczę, że wreszcie zauważy mnie selekcjoner reprezentacji Serbii i Czarnogóry. Powiedział, że jeśli wywalczę sobie miejsce w podstawowym składzie powoła mnie do reprezentacji. Bardzo bym tego chciał i myślę, że z Hanoweru trafię tam szybciej niż z Legii, bo mało który selekcjoner zagląda na polskie stadiony. Wszystkie plany mogą jednak nie wypalić tylko z jednego powodu - kiedy zadzwoni ktoś z Warszawy i powie: Stanko, wracaj, jest nowy sponsor, są pieniądze, budujemy stadion. Nawet chwili bym się nie zastanawiał.
Rozmawiał Michał Kołodziejczyk
Wywiad
Chciałbym urodzić się Polakiem
wtorek, 17 lutego 2004 22:29
Stanko Svitlicaźródło: Piłka Nożna