Ekstraklasa
3. kolejka

6500
Warszawa
22.08.2004
19:15
Legia Warszawa
Zagłębie Lubin
Legia Warszawa
0-0
Zagłębie Lubin
1 Artur Boruc
3 Wojciech Szala
4 Marek Jóźwiak
33 Tomasz Jarzębowski
23 Tomasz Sokołowski I
4 Łukasz Surma
33 Piotr Włodarczyk 75'
9 Marek Saganowski
11 Tomasz Kiełbowicz 65'
6 Tomasz Sokołowski II 55'
25 Jakub Rzeźniczak
12 Andrzej Krzyształowicz
4 Mirko Poledica
38 Jacek Magiera
33 Dariusz Dudek
8 Radosław Wróblewski 65'
29 Anatolij Dorosz 75'
15 Ireneusz Kowalski 55'
Danijel Madarić 1
Robert Kłos 26
Petr Pokorny 4
Rafał Piętka 4
Mateusz Żytko 14
Andrzej Szczypkowski 6
Zbigniew Murdza 11
88' David Kaolusek 15
65' Grzegorz Niciński 16
50' Grzegorz Bartczak 19
Paweł Strąk 15
Jakub Szmatuła 1
Jacek Manuszewski 0
Dariusz Jackiewicz 14
50' Željko Perović 17
88' Sławomir Pach 18
65' Łukasz Mierzejewski 22
Radek Oprsal 23
Trener: Dariusz Kubicki
Asystent trenera: Krzysztof Gawara
Kierownik drużyny: Ireneusz Zawadzki
Lekarz: Stanisław Machowski
Masażyści: Zbigniew Sęktas, Jerzy Somow
Trener: Dražen Besek
Asystent trenera: Janusz Kubot
Kierownik drużyny: Wiesław Stańko
Lekarz: Stanisław Michalski, Jacek Worobiec
Masażyści: Zygmunt Stanowski
Sędziowie
Główny: Jarosław Żyro (Bydgoszcz)
Asystent: Piotr Cwalina
Asystent: Dariusz Ignatowski
Techniczny: Marcin Wróbel
Relacja

Fatalnie...

Pierwszy raz w tym sezonie piłkarze Legii rozgrywali swoje spotkanie ligowe na stadionie przy Łazienkowskiej. Rywalem legionistów był zespół Zagłębia Lubin. Rozpoczęcie meczu poprzedziło wręczenie "Młodym Wilkom" medali za odniesione w minionych rozgrywkach sukcesy i zdobycie Mistrzostwa Warszawy. Po kilku minutach wreszcie wybiegły jedenastki obu zespołów. W składzie Legii nastąpiło kilka zmian. Przede wszystkim od pierwszej minuty wyszli Tomasz Jarzębowski oraz Jakub Rzeźniczak. Natomiast na ławce znalazł się m.in. Jacek Magiera, który miał dotychczas pewne miejsce w składzie. Zabrakło również od początku Ireneusza Kowalskiego, który przez wielu był uważany za pewniaka w ekipie Dariusza Kubickiego na to spotkanie.
Na zegarze widniała godzina 19:17, kiedy to sędzia Żyro dał znak do rozpoczęcia zawodów. Pierwsze minuty w wykonaniu obu zespołów była niemrawe. W 4. minucie Tomasz Sokołowski II oddał niecelny strzał na bramkę Zagłębia. Jednak jedna jaskółka wiosny nie czyni i gra dalej toczyła się w środkowej części boiska. Chwilę później uderzał Włodarczyk, ale jego strzał wylądował w bocznej siatce bramki Madaricia. Kilkanaście sekund później do piłki próbował dopaść Saganowski, który dostał podanie od Sokołowskiego II, ale ubiegli go obrońcy Zagłębia. Mijała 10. minuta spotkania, kiedy rzut wolny wykonywali goście. Jednak uderzenie Strąka trafiło prosto w mur. Gdy zegar odmierzył kwadrans gry, żółtą kartką za faul w środku boiska został ukarany Jakub Rzeźniczak. Przez kolejne minuty gra toczyła się w centralnej części boiska. Od czasu do czasu legioniści starali się zdobyć bramkę, ale ich ataki nie przynosiły efektów. Niecelne podania, strzały, zagrania, to mogliśmy oglądać przez ponad 25 minut. W międzyczasie żółtą kartką został ukarany Pokorny. W kolejnych minutach gra się nieco ożywiła. Piłkarze Legii mieli kilka sytuacji bramkowych, ale żadnej z nich nie wykorzystali. Im bliżej było do końca spotkania, tym bardziej do głosu zaczęli dochodzić goście. Jednak wywalczone dwa rzuty rożne, to wszystko na co było stać piłkarzy Zagłębia. Po chwili sędzia przedłużył spotkanie o 2 minuty, w których nie wydarzyło się nic, co mogłoby zmienić obraz pierwszej połowy i ostatecznie obie ekipy zeszły na przerwę.

Po zmianie stron do zdecydowanego ataku przystąpili legioniści. Bardzo dobrą okazję na zdobycie pierwszego gola w tym meczu miał Piotr Włodarczyk, ale będąc sam na sam z bramkarzem uderzył wprost w nogi rywala. Widząc zdecydowaną przewagę legionistów, trener gości przeprowadził pierwszą zmianę. Za Grzegorza Bartczaka w 51. minucie wszedł Żeljko Perović. Po kilku minutach tym samym manewrem odpowiedział Dariusz Kubicki, który w miejsce Tomasza Sokołowskiego II desygnował Ireneusza Kowalskiego. Dzięki temu pomocnik Legii miał okazję wystąpić przeciw byłym kolegom z drużyny. Upływały kolejne minuty spotkania, a bramek jak nie było, tak nie było. Legioniści nie mieli pomysłu na grę, nie wspominając o przedostaniu się w pole karne rywali. Nie dziwi zatem fakt, że obaj szkoleniowcy postanowili dokonać kolejnych zmian. W 65. minucie pojawili się Łukasz Mierzejewski za Grzegorza Nicińskiego, a Radosław Wróblewski zmienił na lewej flance Tomasza Kiełbowicza. Kilka minut później legionistom udało się dograć do Marka Saganowskiego, ale na posterunku był obrońca Zagłębia, który zażegnał niebezpieczeństwo. Na kwadrans przed końcem dobrą okazję mieli goście. Jednak brak zimnej krwi oraz odrobiny umiejętności spowodował, że Zagłębie nie mogło się cieszyć z bramki. Po chwili Dariusz Kubicki dokonał ostatniej zmiany w meczu. Za Piotra Włodarczyka wszedł Anatolij Dorosz, który tym samym po raz pierwszy mógł się pokazać publiczności przy Łazienkowskiej w spotkaniu ligowym. Niestety na nic nie zdała się ta zmiana. Mimo walki i wielu prób legioniści nadal nie stanowili zagrożenia mogącego zmienić utrzymujący się bezbramkowy rezultat. W 85. minucie wspaniałą szansę na gola mieli... rywale. Zbigniew Murdza przelobował wychodzącego Artura Boruca, ale na tyle słabo, że zdążył dopaść do piłki, uderzyć z przewrotki i prawie zdobyć gola. Prawie, bo zmierzającą pewnie do siatki futbolówkę wybił z linii bramkowej Marek Jóźwiak. Widząc przewagę swego zespołu Drażen Besek wpuścił do gry Sławomira Pacha w miejsce Davida Kalouska. Umiejętnie grające Zagłębie coraz śmielej sobie poczynało na boisku, ale nie może to dziwić, po tym co pokazywali w tym meczu gospodarze.

Po chwili sędzia Żyro doliczył 3 minuty do spotkania, ale w nich wynik nie uległ zmianie. Rezultat 0-0 w tym meczu jak najbardziej odzwierciedla klasę obu zespołów. Jedno jest pewne - z taką grą piłkarzy Legii, piłkarze Cracovii mogą bez obaw przyjechać za tydzień na Łazienkowską.

Autor: Fumen

Minuta po minucie










Relacja z trybun

Protest

Po zawirowaniach cenowo-identyfikatorowych, których świadkami byliśmy w przerwie między sezonami, można się było spodziewać spadku frekwencji na Legii. Ostatecznie wprowadzenie identyfikatorów zostało odłożone, a ceny wejściówek pozostały na wysokim poziomie. Spotkanie z beniaminkiem ekstraklasy, przyciągnęło na trybuny naszego stadionu 7 tysięcy kibiców. Początkowo było nas trochę mniej...
Od strony sportowej, rzadko udawało się Legii, dobrze rozpocząć sezon na własnym stadionie. W zeszłym roku bezbramkowo zremisowaliśmy z Łęczną, teraz z Zagłębiem. Przed meczem, tak jak na wiosnę, odśpiewaliśmy "Sen o Warszawie". Na wyjście piłkarzy z naszych gardeł niosło się głośne "Mistrzem Polski jest Legia". Później miał miejsce protest. Wszyscy kibice z trybuny odkrytej opuścili swoje miejsca, udając się za trybunę. Podobnie postąpiła znaczna część fanów z Krytej. Na płocie "Żylety" pozostał jedynie wymowny transparent: "Teraz kupicie sobie kibiców?", skierowany do właścicieli naszego klubu. Zza trybuny dochodziło jedynie "Legia to my!". Gdy staliśmy za trybunami, dołączyło do nas około 500 fanów, którzy wcześniej czekali pod stadionem, nie mając wystarczającej gotówki na bilety. Dla nich jedyną możliwością, aby obejrzeć Legię w akcji, był wjazd z bramą. Po kilkunastu minutach, w większym już gronie, wróciliśmy na swoje miejsca, ale do końca pierwszej połowy nie prowadziliśmy dopingu.
Była to okazja dla gości, którzy z kilkunastominutowym opóźnieniem, weszli na stadion. Lubinianie, których ponad 80 zasiadło pod zegarem, wywiesili dwie flagi ["Albi Bellatores" i "OCB '03"] i w pierwszej połowie prowadzili słyszalny dla nas doping. Zadanie mieli mocno ułatwione, bowiem cały stadion milczał jak grób. No...nie licząc kibiców z Krytej, którzy dopingowali...cheerleaderki. Nieudolna gra piłkarzy została przerwana przeciągłym gwizdkiem sędziego. Wielu z nas, ten gwizdek przyjęło z ulgą. Gwizdami pożegnani zostali bohaterowie tego meczu, schodzący do szatni.
W drugiej połowie protest nie był już kontynuowany, choć na płocie nie zawisła ani jedna flaga. Nie było również spodziewanej przez niektórych Panoramy Warszawy. Najważniejsze, że po paromiesięcznej przerwie, na Łazienkowską wrócił doping. I to nie byle jaki! Przez pierwsze 20 minut, nikt nie żałował gardeł. Pieśni zagrzewające naszych piłkarzy do wysiłku, przeplatane były ze skandowaniem hasła "Legia to my" oraz przyśpiewki "Walter do Madrytu". Na "gnieździe" doszło do zmiany pokoleń. Dopingiem kierował dziś młodszy wiekiem fanatyk naszego klubu i trzeba przyznać, że świeża krew dobrze wpłynęła na poziom naszych śpiewów. Co najważniejsze mobilizacja do śpiewania była pozytywna - bez wysyłania do państwa położonego w południowej części Azji :-) Pierwsze koty za płoty ;-)
Gra zawodników wcale nie mobilizowała do wzmożonego wysiłku kibiców. Dało się to odczuć w końcówce meczu, kiedy doping siadł. O ile w pierwszej połowie goście mogli sobie pozwolić na zaistnienie na naszym stadionie, o tyle w drugich 45 minutach, ani na moment nie doszli oni do głosu. Lubinianie zaprezentowali stroboskopy i dwie race. Zostawili po sobie pozytywne wrażenie, tym bardziej, że ich przyjazd do Warszawy był do końca niewiadomą.
Piłkarze do końca nie potrafili pokonać bramkarza Zagłębia i spotkanie zakończyło się zasłużonym remisem. "Droższe bilety" - taka była odpowiedź fanów. Dodajmy jednak, że nasz protest nie był skierowany do piłkarzy [choć ich gra jest również poniżej poziomu], a do właścicieli Legii. Tymczasem, już w czwartek czeka nas rewanżowe spotkanie z FC Tbilisi. Ani przeciwnik, ani gra naszych piłkarzy, ani pora rozgrywania meczu [czwartek, g. 17:00], nie sprawią raczej, że trybuny naszego obiektu zapełnią się bardziej niż dzisiaj. Dopiero niedzielne spotkanie z Cracovią powinno zapełnić trybuny stadionu Wojska Polskiego.

Autor: Bodziach

Komentarze (0)

© 1999-2019 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.