Ekstraklasa
4. kolejka

9000
Warszawa
29.08.2004
16:00
Legia Warszawa
Cracovia
Legia Warszawa
2-1
Cracovia
29' Saganowski
47' Włodarczyk
(1-1)
Drumlak 38'
1 Artur Boruc
3 Wojciech Szala
25 Jakub Rzeźniczak
4 Marek Jóźwiak
11 Tomasz Kiełbowicz
4 Łukasz Surma
38 Jacek Magiera 85'
33 Tomasz Jarzębowski
23 Tomasz Sokołowski I 72'
33 Piotr Włodarczyk 94'
9 Marek Saganowski
12 Andrzej Krzyształowicz
6 Tomasz Sokołowski II 72'
11 Maciej Korzym
4 Mirko Poledica
33 Dariusz Dudek 85'
8 Radosław Wróblewski 94'
Sławomir Olszewski 30
Marek Baster 15
Krzysztof Radwański 20
Kazimierz Węgrzyn 22
Łukasz Skrzyński 13
Marcin Bojarski 33
46' Paweł Nowak 22
Piotr Giza 7
Arkadiusz Baran 8
46' Piotr Bania 11
88' Paweł Drumlak 14
Marcin Cabaj 33
Witold Wawrzyczek 2
Jacek Wiśniewski 2
88' Marcin Dudziński 26
Michał Świstak 16
46' Łukasz Szczoczarz 23
46' Krzysztof Przytuła 29
Trener: Dariusz Kubicki
Asystent trenera: Krzysztof Gawara
Kierownik drużyny: Ireneusz Zawadzki
Lekarz: Stanisław Machowski
Masażyści: Jerzy Somow i Zbigniew Sęktas
Trener: Wojciech Stawowy
Asystent trenera: Robert Jończyk
Kierownik drużyny: Maciej Madeja
Lekarz: Bartłomiej Kita
Masażyści: Piotr Socha i Piotr Wrześniak
Sędziowie
Główny: Krzysztof Zdunek (Łódź)
Asystent: Radosław Siejka (Łódź)
Asystent: Piotr Sadczuk (Lublin)
Techniczny: Michał Zwierz (Warszawa)
Relacja

Plan minimum wykonany!

Po 20 latach przerwy na Łazienkowską przyjechały słynne “Pasy”. Mowa tu oczywiście o piłkarzach Cracovii. Celowo piszę, że TYLKO piłkarzach, bowiem kibice gości nie zostali wpuszczeni na to spotkanie – bez komentarza. Sam mecz miał odbyć się w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych. Żar lejący się z nieba, duchota. Na szczęście kibice dopisali i wreszcie mogliśmy zobaczyć prawie pełną “Żyletę”. Na trybunie krytej było już nieco mniej ludzi, ale nie ma się co dziwić, skoro koszt jednego biletu na środek krytej to równowartość dwóch biletów na trybunę otwartą (plus jeszcze 10 zł)... Według wywieszonego transparentu kibice mieli wyciągnąć pierwsi rękę do zarządu pokazując wspaniałą atmosferę i prowadząc bezustanny, głośny doping. W takiej właśnie upalnej atmosferze, z bijącymi się w tle kibicami Cracovii z policją mogliśmy rozpocząć to niecodzienne spotkanie.

W pierwszych 10 minutach widzieliśmy częste spalone, kilka rzutów różnych dla Legii. W środku pola Legia miała przewagę i wydawało się, że wbicie gola przestraszonym krakusom jest tylko kwestią czasu. Gospodarze starali się głównie grać prawą stroną, gdzie dzielił i rządził Tomasz Sokołowski I. Może nie wychodziło mu to najlepiej, ale mimo to zagrożenie ciągle czaiło się pod bramką “Pasów”. Jedyne próby odgryzania się gości to rajdy prawą stroną Marcina Bojarskiego, który za każdym razem, gdy gra na Legii udowadnia, że jest naprawdę nieprzeciętnym graczem. Szybki i pomysłowy “Bojar” łatwo ogrywał Marka Jóźwiaka. Marka ratowała jedynie rutyna, bo tym razem już nawet waleczności mu zabrakło. A szkoda... Ponieważ w grze nie działo się nic ciekawego zaistnieć postanowił arbiter. Psuł on całe widowisko swymi absurdalnymi i bezpodstawnymi decyzjami. Ciekawe jak na jego “popisy” zareaguje kolegium sędziowskie PZPN. Niestety doszło już do tego, że gdy gra Legia, to nie ma już o czym pisać, tylko o sędziach... Na szczęście gospodarze obudzili się w 29 minucie. Gola strzelił po dośrodkowaniu Sokołowskiego I z rzutu rożnego Marek Saganowski. 1:0 dla Legii, co oznaczało że wreszcie gra nabierze należnego kibicom smaku. Tak też się stało. Legia zaczęła mocno i pomysłowo atakować. Raz Kiełbowicz z lewej, raz Sokół albo Szala z prawej. Innym razem strzału próbował Jarza. Wszystko to w odstępie kilku minut. Czy nie można tak było od początku? Szczęścia z dystansu próbowali także Surma i Magiera. Po jednej z takich akcji kontrę wyprowadzili goście i w sytuacji dwóch na dwóch ograli obrońców Legii w dziecinny sposób a bramkę “szczupakiem” zdobył Paweł Drumlak. Zawody zaczęły się więc od początku. Już do końca pierwszej połowy Legia nie była w stanie stworzyć choćby jednej dogodnej sytuacji. Jedyny niewzruszony stał trener Kubicki, który już szykował na drugą połowę “zaskakujące” zmiany w postaci Sokoła II, Dudka i Wróbla. Jeden z kibiców powiedział podczas meczu, że “Kubie” chyba lekarz zapisał na recepcie listę zawodników do zmian, bo od początku roku nic nie zmienia. Zostawmy jednak już trenera Kubickiego.

Druga połowa zaczęła się od mocnego uderzenia Legii. Piotr Włodarczyk wykonał krótki drybling w polu karnym, po czym oddał strzał po długim rogu. 2:1 dla Legii! Tak szybko zdobyty gol mocno zdeprymował graczy Cracovii, którzy przez kilkanaście minut nie mogli się podnieść. Nie wykorzystali tego jednak legioniści, którzy atakowali nieporadnie, bez pomysłu. Aż prosiło się o wprowadzenie młodego Smolińskiego czy też Korzyma. Na pewno ożywiło by to poczynania gospodarzy. Trener Kubicki chciał koniecznie jednak zrealizować swoją “receptę”... Około 60 minuty pod bramką Boruca zrobiło się bardzo gorąco! Jednak z opresji wyszli Szala z Rzeźniczakiem. Młody eks-widzewiak radził sobie bardzo dobrze na swojej pozycji i to chyba jeden z niewielu plusów tego meczu. Krakowianie w ciągu następnych kilku minut wykonywali trzy rzuty wolne, ale żaden z nich nie minął muru. W 88 Legia wywalczyła rzut karny po faulu na Surmie. Do piłki podszedł Włodarczyk i... nie trafił! Na szczęście nie miał być to gol decydujący o losach spotkania. Jeszcze w 90 minucie w zamieszaniu pod bramką Boruca obronną ręką wyszli Legioniści, ale już tylko na tyle stać było dziś Cracovię. Po 90 minutach gry na tablicy widniał wynik 2:1, wynik jak najbardziej prawidłowy, szkoda tylko, że wywalczony w tak marnym stylu. Może następnym razem...?

Autor: Michał Szmitkowski

Minuta po minucie










Relacja z trybun

Pierwszy krok

Niewielu z nas pamięta ostatnie spotkanie Legii z Cracovią. Po 20 latach Cracovia ponownie zawitała do ekstraklasy i przyjechała na Łazienkowską. Renomowany przeciwnik przyciągnął na trybuny większą liczbę fanów, niż podczas dwóch pierwszych spotkań. Kolejki do kas były niezwykle długie. Już kilka godzin przed meczem aby zdobyć wejściówkę trzeba było spędzić w kolejce co najmniej pół godziny. Gdy do meczu pozostało niewiele ponad godzinę, a kolejki nie zmniejszały się, Wojciech Hadaj poinformował, że bilety na Żyletę można także nabywać w kasach przy Krytej. Usprawniło to znacznie wejście, chociaż nie brakowało osób, które bramy stadionu minęły dopiero na początku drugiej części meczu.
Widok wywieszonych flag na płocie, wiele osób przyjęło z ulgą. Miało to oznaczać, że na meczu z Cracovią nie będzie protestu, a legioniści w końcu będą mogli pokazać, gdzie najlepiej bawią się kibice. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, po meczu kibiców miały odwozić specjalne autobusy. Ich organizacja to zasługa m.in. miasta oraz Stowarzyszenia Sympatyków Legii Warszawa. Wojciech Hadaj poinformował o trasie jazdy wszystkich ośmiu specjalnych linii.
Mecz zbliżał się nieubłaganie, a sektor gości cały czas świecił pustkami. O tym, że krakusy przyjadą na pewno, świadczyć mogły oddziały policji, które ustawiły się na sektorze pod zegarem. W pewnym momencie na ów sektor weszło około 30 kibiców "Pasów". Na płocie pojawiła się flaga Stali Mielec... Taki stan rzeczy miał miejsce tylko przez kilkanaście minut. Po 20 minutach gry wszyscy opuścili sektor pod zegarem, a przed wejściem na sektor gości doszło do utarczek z policją. Według przedstawicieli Stowarzyszenia Sympatyków KS Cracovia, policja specjalnie nie kwapiła się do sprawnego wpuszczania gości. 20 osób wpuszczonych w 20 minut, zadecydowało o tym, że "biało-czerwoni" postanowili wrócić do Krakowa. Dodajmy, że pociągiem specjalnym przyjechało ich ok. 350.
Na wyjście piłkarzy z tunelu, cały stadion odśpiewał nasz hymn. Gdy sędzia dał sygnał do rozpoczęcia zawodów, na murawę poleciało 4500 serpentyn w barwach Legii. Niedługo później w górę powędrowały nasze 3 sektorówki. Od początku śpiew warszawskich fanów stał na dobrym poziomie. Nikt nie żałował gardeł, więc piłkarze w końcu mogli poczuć solidne wsparcie kibiców. Gdy kibice gości powoli wchodzili na trybuny, cały stadion skandował "Wpuśćcie Cracovię!". Nie poskutkowało. Tak więc bramkę na 1-0, widzieliśmy tylko my. Nie zmienia to faktu, że radość ze strzelonego gola była ogromna. Niestety, jeszcze przed przerwą padło wyrównanie. Gwizdek sędziego przyjęliśmy z ulgą. Upał dawał się nam we znaki, więc nic dziwnego, że w przerwie długie kolejki ustawiły się po chłodzące napoje. 15-minutową przerwę umilały nam dziewczyny z grupy Hasao.
Po przerwie miało miejsce wydarzenie, na które wszyscy czekali od dawna. W górę zaczęła wędrować flaga sektorowa. Gdy trybuna Kryta odczytała hasło "...miasto moje a w nim", wiadomym się stało, że jest to nasza największa flaga [102 metrów długości!], na którą pieniądze zebrali kibice Legii! Debiut Panoramy Warszawy stał się faktem! Brawa całego stadionu mogły świadczyć o tym, że flaga przypadła do gustu wszystkim zgromadzonym. Nic dziwnego... ona musi robić wrażenie! Nasza nowa sektorówka ma w sobie magiczną moc, bowiem, podczas gdy znajdowała się nad głowami fanów, do siatki trafił Piotrek Włodarczyk! Gdy flaga była zwijana, wyłaniały się stopniowo flagi w barwach Legii. Efekt był bardzo ciekawy. Kilka tysięcy flag powiewało na długości całej odkrytej. W drugiej połowie fani Legii rozpoczęli śpiewanie nowych legijnych pieśni. Jak widać nasza inicjatywa była pomysłem trafionym w dziesiątkę. Legijny repertuar staje się coraz bardziej zróżnicowany. Oby tak dalej!
10 minut przed końcem meczu na płocie w miejsce flag pojawił się transparent "Zrobiliśmy pierwszy krok - teraz kolej na Was!". Przesłania płótna chyba nie musimy tłumaczyć.
W końcówce spotkania mieliśmy szansę na przypieczętowanie wygranej. Po gwizdku sędziego oznaczającym rzut karny dla stołecznej jedenastki trybuny zaczęły skandować "Artur Boruc". Do piłki podszedł jednak "Włodar" i... nie trafił. Tak więc do samego końca mieliśmy zapewnione emocje. Po ostatnim gwizku sędziego piłkarze podeszli pod odkrytą i wspólnie z kibicami radowali się z wygranej. Po podziękowaniach, można było udać się do wyjścia i do... specjalnych autobusów.
Kolejny mecz na Łazienkowskiej odbędzie się dopiero pod koniec września. Wcześniej czekają nas wyjazdy. Najpierw na 2 mecze sparingowe - do Sokołowa i Krakowa [wg naszych źródeł, kibice Legii nie zostaną wpuszczeni na stadion Wisły]. Następnie - Wodzisław, Wiedeń, Łęczna, Nowy Dwór. Dla wyjazdowców, wrzesień zapowiada się niezwykle atrakcyjnie. Do zobaczenia na kibicowskim szlaku!

Autor: Bodziach

Komentarze (0)

© 1999-2019 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.