Ekstraklasa
5. kolejka

4000
Wodzisław
11.09.2004
18:00
Odra Wodzisław
Legia Warszawa
Odra Wodzisław
0-1
Legia Warszawa
(0-1)
Włodarczyk 8'
33 Mariusz Pawełek
8 Wojciech Myszor 73'
24 Marcin Krysiński
13 Marcin Dymkowski
16 Sławomir Szary
6 Wojciech Grzyb
32 Marcin Malinowski
6 Mariusz Zganiacz
22 Piotr Rocki 86'
6 Tomasz Szewczuk
20 Marek Kubisz 86'
26 Marcin Bęben
11 Mariusz Nosal 73'
14 Łukasz Masłowski 86'
11 Mariusz Muszalik 86'
Artur Boruc 1
Wojciech Szala 3
Jakub Rzeźniczak 25
Marek Jóźwiak 4
92' Tomasz Sokołowski I 23
Tomasz Jarzębowski 33
Łukasz Surma 4
69' Jacek Magiera 38
Tomasz Kiełbowicz 11
90' Piotr Włodarczyk 33
Marek Saganowski 9
Andrzej Krzyształowicz 12
92' Tomasz Sokołowski II 6
90' Mirko Poledica 4
Leo Kurauzvione 19
Marcin Smoliński 10
Maciej Korzym 11
69' Dariusz Dudek 33
Trener: Ryszard Wieczorek
Asystent trenera: Marek Bęben
Kierownik drużyny: Marek Bęben
Lekarz: Ryszard Zakrzewski, Jerzy Śliwa
Masażyści: Marek Bies, Sebastian Blazy
Trener: Dariusz Kubicki
Asystent trenera: Krzysztof Gawara
Kierownik drużyny: Ireneusz Zawadzki
Lekarz: Stanisław Machowski
Masażyści: Zbigniew Sęktas, Jerzy Somow
Sędziowie
Główny: Krzysztof Słupik (Tarnów)
Relacja

Kolejna wygrana!

W 5. kolejce ekstraklasy Legia wygrała wyjazdowe spotkanie z Odrą Wodzisław 1-0. Gola na wagę trzech punktów zdobył już w 8. minucie Piotr Włodarczyk. Obie drużyny stworzyły ciekawe widowisko. Gospodarze przez 80 minut walczyli o uzyskanie gola, ale bardzo dobrze prezentowała się defensywa Legii z Arturem Borucem na czele. Raz legionistów uratowała poprzeczka.

Po czterech kolejnych zwycięskich spotkaniach (w tym 2 sparingi), z optymizmem czekaliśmy na mecz w Wodzisławiu. Dariusz Kubicki wystawił identyczny skład jak w meczu z Cracovią Kraków. Nie zabrakło Marka Saganowskiego, który w tygodniu narzekał na uraz pleców. Mecz ułożył się bardzo dobrze. Jedna z pierwszych akcji "Wojskowych" przyniosła wymierny efekt. W 8. minucie Włodarczyk, podał na 18 metr do Jacka Magiery. Grający dwusetny mecz w barwach Legii pomocnik uderzył bardzo mocno, ale bramkarz Odry zdołał odbić piłkę. Doskoczył jednak do niej "Włodar" i strzałem pod poprzeczkę umieścił piłkę w siatce. Kolejne kilkanaście minut przebiegało pod dyktando gości, którzy rządzili w linii pomocy. Każda akcja zaczepna Odry była skutecznie blokowana przez trójkę obrońców Szala, Rzeźniczak, Jóźwiak. Po 30. minutach gospodarze zaatakowali mocniej, ale wcześniej sędzia Słupik z Tarnowa upomniał Myszora i Malinowskiego żółtymi kartkami. Najgroźniej było w 40 minucie, kiedy do Grzyb w zamieszaniu podbramkowym uderzał z 7 metrów... wysoko nad bramką. Trzy minuty przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę żółty kartonik obejrzał również legionista - Tomasz Jarzębowski.

Na drugie 45 minut Legia wyszła w niezmienionym składzie. Również szkoleniowiec gospodarzy Ryszard Wieczorek nie zdecydował się na zmiany. Zaczęło się od mocnego uderzenia Odry, a konkretnie Rockiego, który w 50. minucie trafił w poprzeczkę. Gospodarze naciskali, ale obrona Legii grała bezbłędnie. Kubisz, Szewczuk nie mogli sobie poradzić z Szalą. "Wojskowi" grali spokojnie i czyhali na kontry. W 69. minucie Dariusz Kubicki dokonał pierwszej zmiany. Jacka Magierę zastąpił Dariusz Dudek. W 75. minucie rzut rożny wykonywał Tomasz Sokołowski I. Dośrodkowanie przedłużył Włodarczyk i z główki strzelał Saganowski, ale Pawełek zdołał wypiąstkować piłkę zmierzającą w okienko. Jeszcze w 89. minucie Legia powinna przypieczętować zwycięstwo, ale kontrę Włodara i Sagana ponownie zatrzymał golkiper Odry. Ostatnie 3 minuty meczu Kubicki wykorzystał na dwie zmiany. Włodarczyka i Sokołowskiego I zastąpili Poledica i Sokołowski II. Odra jeszcze desperacko starała się wyrównać - na szczęście bez efektu.

Brawo dla legionistów, którzy pomału łapią właściwą formę. Można narzekać, że nie wygrywamy różnicą kilku bramek. Najważniejsze są jednak punkty, a tych nie możemy już tracić po ładnej grze, bo rywale (Wisła i Groclin) mają na koncie komplet zwycięstw.

Autor: Woytek

Minuta po minucie










Relacja z trybun

Wyprawa tuż nad granicę

Wyprawy do Wodzisławia nigdy nie cieszyły się wśród kibiców Legii zbyt wielką popularnością. Głównie dlatego, że połączenia kolejowe Warszawa - Wodzisław delikatnie mówiąc, nie są najwyższej jakości i pozostają głównie wyprawy samochodem. Niestety, tym razem na naszą niską (139 osób - liczone na sektorze) frekwencję wpływ miał także pucharowy wyjazd do Wiednia. Wiele osób ze względów finansowych odpuściło (co nie powinno być oczywiście usprawiedliwieniem) ten wyjazd. W sumie na mecz dotarło, jak pisaliśmy wyżej, 139 osób (w tym kilka osób z Sosnowca, które przyjechały na drugą połowę – w tym czasie Zagłębie grało swój mecz z Koroną Kielce). Także część legionistów zahaczyła właśnie o ten mecz i prosto z Sosnowca pojechała do Wodzisławia. Wejście na sektor odbyło się całkiem sprawnie – ci, którzy nie posiadali kart wyjazdowych mogli kupić bilet w kasie, okazując dokument tożsamości. Oczywiście żadne wymysły PZPN-u (czytaj bramki chipowe) nie działały i trzeba było sobie poradzić inaczej ("niech pani przeskoczy, albo przejdzie boczkiem"). Oflagowanie naszego sektora bardzo dobre (oprócz flag z Warszawy pojawiły się też płótna grupy kibiców z Legnicy i śląskiego fan klubu Legii – Squadronu), dużo gorzej jednak było z dopingiem. Dość powiedzieć, że do przerwy wydarliśmy się głośniej może 3, 4 razy. Ze względu na małą ilość osób Squadron, który przygotował oprawę na to spotkanie, zrezygnował z jej pokazania. W senną atmosferę pierwszej połowy wdzierał się czasem okrzyk miejscowych kibiców (?) siedzących tuż obok naszego sektora, którzy również nie dopingowali swojego zespołu, ale całkiem nieźle wychodziło im bluzganie na Legię. W tych nielicznych momentach nasza ekipa pokazywała, że śpiewać nam się co prawda nie zawsze się chce, ale jednak umiemy!

Doping trochę lepiej wyglądał po przerwie. A po końcowym gwizdku sędziego, na wodzisławskim stadionie słychać było naszą radość i doping. Nasi zawodnicy podbiegli poklaskać i podziękować nam za wsparcie. Niestety, robili to na wysokości linii końcowej, zostali więc zachęceni do podejścia bliżej okrzykiem "chodźcie do nas" i chociaż część się wzbraniała, Artek Boruc pierwszy podbiegł do naszego sektora, po chwili przybiegła reszta piłkarzy. Podobno wpływ na ich niechęć do przybijania piątek ma jakiś przepis PZPN, który zabrania piłkarzom zbliżania się do płotów. Wypada jednak podziękować ludziom, którzy jadą tyle kilometrów za swoją drużyną, miejmy więc nadzieję, że przy pomocy Boruca piłkarze nie będą pękać! ;-)

Po meczu spokojnie musimy odczekać około 30 minut pod sektorem, czas oczekiwania się jednak wydłuża i głośnymi klaksonami dajemy znać prewencji, że wcale nie podoba nam się to czekanie … Pomysł zadziałał i już za chwilę odjeżdżamy w kierunku Warszawy ( niektórzy ponownie przez Sosnowiec :-) ).

Autor: turi

Komentarze (0)

© 1999-2019 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.