Ekstraklasa
9. kolejka

8000
Warszawa
16.10.2004
18:15
Legia Warszawa
Dyskobolia Grodzisk Wlkp.
Legia Warszawa
0-1
Dyskobolia Grodzisk Wlkp.
(0-0)
Vranjes 50'
1 Artur Boruc
3 Wojciech Szala 71'
25 Jakub Rzeźniczak
4 Marek Jóźwiak
11 Tomasz Kiełbowicz
13 Bartosz Karwan 46'
4 Łukasz Surma
38 Jacek Magiera 88'
10 Marcin Smoliński
33 Piotr Włodarczyk
9 Marek Saganowski
12 Andrzej Krzyształowicz
6 Tomasz Sokołowski II
4 Mirko Poledica
19 Leo Kurauzvione
33 Dariusz Dudek 88'
8 Radosław Wróblewski 71'
23 Tomasz Sokołowski I 46'
Mariusz Liberda 21
Mico Vranjes 6
Ivica Kriżanac 0
Igor Kozioł 18
Mariusz Pawlak 18
Radosław Sobolewski 6
Marek Sokołowski 10
Pance Kumbev 26
94' 0
79' Tomasz Moskała 18
90' Marcin Zając 9
Sebastian Przyrowski 33
90' Marcin Łukaszewski 5
Jacek Ziarkowski 11
Marcin Nowacki 11
94' Rafał Kaczmarczyk 8
79' Marcin Radzewicz 20
Trener: Krzysztof Gawara
Asystent trenera: Jacek Zieliński
Kierownik drużyny: Ireneusz Zawadzki
Lekarz: Stanisław Machowski
Masażyści: Jerzy Somow i Zbigniew Sęktas
Trener: Dušan Radolsky
Asystent trenera: Jaroslav Belejczak
Lekarz: Jacek Kruczyński, Jacek Jaroszewski
Masażyści: Paweł Bamber
Sędziowie
Główny: Krzysztof Słupik (Tarnów)
Asystent: Maciej Wierzbowski
Asystent: Piotr Mikołajewski
Techniczny: Krzysztof Figarski
Relacja

Wygrali skuteczniejsi

Meczem kolejki okrzyknięto spotkanie Legii z Groclinem. Zresztą całkiem słusznie, bowiem nie dość tego, że obie ekipy są silne jak na polską ekstraklasę, to do tego mecz miał odbyć się przy najlepszej publiczności w Polsce. Na stadion przy ulicy Łazienkowskiej przybyło wielu kibiców, choć kompletu nie zanotowano. Legia przystępowała do tego spotkania ze swoimi „standardowymi” osłabieniami, zaś w Groclinie zabrakło m.in. Sikory, Ślusarskiego i Mynarza. Trenerzy Legii mieli nie lada ból głowy czy zdecydować się na ustawienie z czterema czy trzema defensorami. Ostatecznie wybrali tę pierwszą opcję. Tuż przed pierwszym gwizdkiem sędziego uczczono pamięć niedawno zmarłego wiernego kibica z „Krytej”. Z sześciominutowym opóźnieniem sędzia Krzysztof Słupik z Tarnowa rozpoczął mecz kolejki.

Już w pierwszych sekundach z dobrą kontrą wyszła Legia, ale Marek Saganowski szybko stracił piłkę. W 11. minucie Magiera podał za mocno do Sagana w pole karne i cała akcja skończyła się autem bramkowym dla Groclinu. Chwilę później gospodarze wychodzili z kontrą, ale w rozegraniu przeszkodził arbiter zupełnie zmieniając tor lotu piłki. W kolejnej sytuacji Marcin Smolinski świetnie zagrał do Bartka Karwana, ale strzał z 25 metrów byłego gracza Herthy Berlin okazał się niecelny. W 17. minucie Sebastian Mila uderzył mocno, ale w obrońcę, piłka dostała rotacji, odbiła się od jeszcze jednego legionisty i o mało co nie wpadła do bramki! Chwilę potem Tomasz Moskała mocnym strzałem przeniósł futbolówkę ponad poprzeczką. W 22. minucie po rzucie wolnym kapitalnej sytuacji nie wykorzystał Rzeźniczak strzelając głową tuż obok słupka. Była to wyśmienita okazja. Zaraz po tej akcji Włodarczyk uderzył z rzutu wolnego w bramkarza, który ledwo sparował piłkę. W 27. minucie na świetny rajd zdecydował się Smoliński, który mijał rywali jak tyczki. Akcja młodego Legionisty zakończyła się faulem tuż przed polem karnym. Niestety z rzutu wolnego nic dobrego nie wynikło. W 30. minucie Marek Saganowski kapitalnie uderzył z pierwszej piłki, ale Liberda cudem obronił ten strzał, a następnie techniczną dobitkę Smolińskiego. Trzeba przyznać, że był to bardzo dobry mecz bramkarza gości. Nie minęło kilka chwil, a Pance Kumbev o mało co nie pokonał swojego bramkarza. W 37. minucie Groclin miał najlepszą sytuację w pierwszej połowie, kiedy to Mila uderzył bardzo mocno w poprzeczkę. Niewiele brakowało a byłoby 0:1.

W drugiej połowie pierwsi zaatakowali goście i... strzelili gola!!! Najpierw Mila świetnie uderzył z dystansu i wywalczył rzut rożny. Następnie po dośrodkowaniu z tegoż stałego fragmentu gry piłkę do bramki głową wepchnął Mico Vranjes. Był to zdecydowanie błąd w kryciu jednego z obrońców. Którego? To tylko wie sam winowajca... Tak więc od 48 minuty goście objęli prowadzenie i przyjęli bardziej defensywny styl gry. W 56. minucie Sagan zagrał do Włodarczyka, który znalazł się sam przed Liberdą - niestety strzelił wprost w ręce bramkarza. Chwilę później Włodar dośrodkował do Smolińskiego, a ten strzelił głową ponownie prosto w Liberdę. W tych dwóch akcjach Legioniści mieli wyjątkowego pecha. Co ciekawe, druga połowa wydawała się znacznie bardziej interesująca od pierwszej, choć zawodnicy obu drużyn nie stwarzali już tylu sytuacji jak w pierwszych 45-ciu minutach. W 66. minucie Mila bardzo groźnie uderzył z dystansu – Boruc ledwo obronił. W 78. minucie Włodar huknął z rzutu wolnego prosto w poprzeczkę! W 87. minucie w zamieszaniu pod bramką Groclinu piłka wyszła niestety poza pole gry. Na koniec szczęścia próbowali jeszcze Smoliński (strzał pod poprzeczkę wyjął Liberda) oraz Kiłbowicz (rzut wolny w ostatnich sekundach – strzał w mur). Po ostatnim gwizdku sędziego stało się jasne, że Legia ten mecz przegrała. Szkoda nieco graczy „Wojskowych”, bowiem włożyli mnóstwo serca w grę i należał im się przynajmniej remis. Niestety piłka nożna nie jest sprawiedliwa. Wygrali skuteczniejsi.

Autor: Michał Szmitkowski

Minuta po minucie










Relacja z trybun

Ultra Inferno

Groclin nie jest przeciwnikiem mobilizującym kibiców. O ile piłkarsko spotkania z tym rywalem zawsze dostarczały wielu emocji, o tyle fani z Grodziska cały czas są traktowani mało poważnie. W zeszłym sezonie na meczu z Dyskobolami zaprezentowaliśmy choreografię z transparentów, przedstawiającą datę powstania naszego klubu. Efekt końcowy był na tyle dobry, że niektóre kluby później korzystały z naszego pomysłu.
Przed meczem działacze Legii otworzyli dla fanów dodatkowe kasy i wejścia na stadion. Pozwoliło to zaoszczędzić sporo czasu i przekraczanie bramy stadionu nie było już taką katorgą. Na trybunach zebrało się nas ostatecznie ok. 8 tysięcy. Swoją obecnością zaszczycili nas goście z Grodziska - przyjechało ich do Warszawy siedemnastu. Nie mieli ze sobą flag. Mieli za to balony, które jednak w tak skromnym gronie wyglądały raczej komicznie. Dopingu z ich strony nikt nie słyszał.
Przed meczem kibice odpowiedzialni za oprawy zbierali pieniądze, które przeznaczone zostaną na uatrakcyjnienie meczu Legia-Polonia. Dziękujemy wszystkim, którzy przyłączyli się do zbiórki. Ile dokładnie zebraliśmy pieniędzy - poinformujemy niebawem. Wyjście piłkarzy miało iście piekielną oprawę. Na trybunie odkrytej zaprezentowana została choreografia z kartonów - tworząca herb Legii w połączeniu z płomieniami. Poniżej na płocie znajdował się 3 metrowy napis z folii "Ultra Inferno" podświetlony odpowiednio przez stroboskopy i race. Te również pojawiły się na koronie stadionu. Choreografia, mogąca spokojnie być nazwana kontynuacją słynnego "Witamy w piekle", zrobiła spore wrażenie. Tym bardziej, że była nowatorska.
Niestety jest już tak, że podczas gdy niektórzy radują się z narodzin potomka, inni przełknąć muszą gorzką pigułkę, związaną z odejściem z tego świata dobrego przyjaciela. Niestety, nasza legijna rodzina została opuszczona przez kibica, który od 50 lat wspierał Legię. Jego przyjaciele z sektora "E" rozpalili znicz, a cały stadion przez minutę milczał ku pamięci naszego kolegi...
Nasz doping w pierwszej połowie stał na średnim poziomie. Niby wszyscy się starali, ale wychodziło średnio. Dopiero po przerwie było lepiej. Zanim jednak piłkarze rozpoczęli drugą część gry, na odkrytej odpalonych zostało ok. 70 rac i mnóstwo stroboskopów. Co ciekawe... był to pierwszy mecz w obecnym sezonie na Legii, na którym pojawiła się pirotechnika. Chyba wszystkim się podobało, choć... jedna raca [odpalona pod koniec meczu] okazała się niewypałem i wylądowała nieszczęśliwie na murawie [a dokładniej jej "wkład"]. Wierzymy, że nikt nie będzie się tu doszukiwał specjalnego działania na szkodę klubu.
Nasz doping, który polepszył się nieco po przerwie, nie pomógł legionistom w wygraniu spotkania. Na trybunach panowała, mimo padającego deszczu, dobra atmosfera. Jedna trybuna pytała drugą "Kto wygra mecz?". Była również nowa przyśpiewka skierowana do "ulubieńca" warszawskiej publiczności - Liberdy. W końcu zarzucona została nowa piosenka, która stała się hitem tego wieczoru, a teraz pewnie na dłużej zagości w naszym repertuarze. "Ole ole ole ola... i tylko Legia, Legia Warszawa" niosło się przez dobre kilkanaście minut. Śpiewać zaczęła Żyleta. W rytm bębnów opanowanie pieśni było momentalne i wychodziło super! Również Kryta szybko załapała nowy tekst i cały stadion śpiewał jedną pieśń. Było to coś! Ciekawe kiedy inne ekipy w kraju ją "przełożą" na swoje potrzeby ;-). Mimo niekorzystnego wyniku i pogody, była wspaniała atmosfera. Naszym piłkarzom nie udało się zdobyć bramki... ale śpiewy nie milkły. "Czy wygrywasz, czy nie..." śpiewali wszyscy po końcowym gwizdku sędziego, po czym ponownie zaintonowaliśmy nową pieśń. Zawodnicy podziękowali nam za doping, a my im za ambitną walkę. Szkoda tylko, że punkty przeszły nam koło nosa. Powody do radości miała jedynie nieliczna grupka gości, która... przed zakończeniem meczu chciała opuścić sektor. Nie zgodziła się na to policja i "za karę" grodziszczanie mogli świętować ze swoimi piłkarzami zdobycie trzech punktów w Warszawie.
Okazja do podreperowania naszej zdobyczy punktowej nadarzy się w środę. Wtedy odbędzie się zaległy mecz z Górnikiem. Już dzisiaj wszystkich zapraszamy na to spotkanie!

Autor: Bodziach

Komentarze (0)

© 1999-2019 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.