Kompromitacja! Stracona nadzieja w Armenii
Kolejny mecz w tym sezonie zakończył się porażką. Tym razem Legia skompromitowała się w Armenii, przegrywając w ramach 5. kolejki fazy ligowej Ligi Konferencji z FC Noah Erywań 1-2. Do przerwy "Wojskowi" wygrywali, lecz po przerwie kompletnie zawiedli, dali się zdominować i stracili dwa gole. Tym samym Legia straciła szansę na grę w europejskich pucharach na wiosnę.
Mecz znakomicie rozpoczął się dla legionistów. Już w 3. minucie gry swój klub na prowadzenie wyprowadził Mileta Rajović, który wykorzystał gapiostwo w obronie Gonçalo Silvy. Duński napastnik był na tyle czujny, że przechwycił jego podanie do własnego bramkarza, dzięki czemu za moment spokojnie skierował piłkę do siatki Ormian. Dla Rajovicia był to pierwszy gol od 13 meczów i można było spodziewać się, że szybko strzelony gol ustawi mecz. Jednak FC Noah nie zamierzał szybko składać broni. Gospodarze niebawem oddali pierwsze groźne uderzenie, które zostało szczęśliwie zablokowane przez Kamila Piątkowskiego. Następnie w 13. minucie przeciwnicy polskiego zespołu mogli doprowadzić do remisu. Przed znakomitą szansą stanął Matheus Aiás, który w kluczowym momencie minimalnie chybił. Kopnięta przez niego piłka nieznacznie minęła słupek.
Wkrótce zobaczyliśmy kolejny atak Noah. Tym razem akcję swojego zespołu strzałem zakończył Marin Jakoliš, który dobrze wybronił Kacper Tobiasz. W 31. minucie wreszcie przebudzili się legioniści. Ermal Krasniqi zakręcił obrońcami kilkanaście metrów przed bramką i chciał technicznym strzałem pokonać Timothy'ego Fayulu. Niestety, pomocnikowi zabrakło precyzji. A szkoda, bo bramkarz gospodarzy kilkukrotnie pokazał tego wieczoru, że nie znajduje się w najlepszej formie. Urodzony w Szwajcarii bramkarz miał problemy z prostymi interwencjami i łapaniem piłki. Pod koniec pierwszej połowy jeszcze jednak akcja Legii, która zakończyła się nawet golem, lecz... sędzia dopatrzył się niestety przewinienia Rajovicia i anulował trafienie Steve'a Kapuadiego. Zdaniem arbitra napastnik Legii wytrącił bramkarzowi piłkę z rąk. Wkrótce sędzia odgwizdał koniec pierwszej odsłony i zaprosił piłkarzy na przerwę. Legioniści mogli mówić o sporym szczęściu, gdyż nie wyglądali tego dnia na zespół lepszy od swoich przeciwników, a pomimo tego prowadzili jedną bramką.

Na drugą połowę drużyny wyszły bez zmian w składach. FC Noah szybko starał się jednak narzucić po przerwie swój styl gry. Legia była ustawiona nisko w obronie i przede wszystkim czekała na to, co zrobią rywale. W 52. minucie pierwsze ostrzeżenie od Ormian. Na strzał zdecydował się Nardin Mulahusejnović, ale posłał piłkę wysoko ponad poprzeczką. Pięć minut potem gospodarze dopięli swego i doprowadzili do remisu. Niestety, trzeba przyznać, że był to gol w pełni zasłużony. Matheus Aiás z najbliższej odległości pokonał Tobiasza po tym jak dostał podanie z prawej strony od Mulahusejnovicia. W tej akcji legioniści popełnili szereg błędów w obronie, a szczególnie nie popisał się Ruben Vinagre, który znowu zaprezentował dramatyczny poziom gry w defensywie.
Od tej pory FC Noah zaczął dominować. Gospodarze zepchnęli Legię do głębokiej defensywy, co wyglądało momentami wyjątkowo dramatycznie. W 70. minucie znowu było bardzo niebezpiecznie. Z dystansu mocno strzelił Aiás, lecz w porę interweniował jeden z obrońców, stając na linii uderzenia. Kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry łądna kontra Ormian. Atak zakończył strzałem z prawej strony Hélder Ferreira, jednak było to na tyle lekkie, że spokojnie futbolówkę złapał Tobiasz. Ten sam gracz za chwilę znalazł się ponownie w dobrej sytuacji. Tym razem chybił obok słupka...
W 84. minucie stało się to, czego można było się spodziewać. FC Noah wyszedł na prowadzenie, po fatalnym błędzie w obronie Legii - skiksował Steve Kapuadi, przez co sam na sam z Tobiaszem znalazł się Mulahusejnović. Tym razem napastnik nie miał problemów z pokonaniem bramkarza, powodując szał radości na trybunach. Tym samym koszmary z niedawnego spotkania przeciwko NK Celje wróciły. Legia ponownie prowadziła do przerwy, żeby po zmianie dać się całkowicie zdominować.
W doliczonym czasie gry okazję miał wprowadzony Antonio Čolak, który z bliska fatalnie skiksował po podaniu ze skrzydła od Wahana Biczachczjana.



































