Zwycięstwem zakończyli rok i fatalną passę
Zdecydowanym zwycięstwem 4-1 zakończył się ostatni mecz Legii w tym roku. W spotkaniu 6. kolejki fazy ligowej Ligi Konferencji "Wojskowi" nie dali żadnych szans Lincoln Red Imps, pokonując ich po golach Čolaka, Kapustki, Rajovicia i Biczachczjana. Była to pierwsza wygrana Legii od 11 meczów.
Od początku meczu Legia ruszyła z odważnymi atakami. Widać było, że gospodarzom wyjątkowo zależy na tym, aby ostatnie spotkanie w tym roku zakończyło się po ich myśli. Jednak dopiero w 18. minucie groźnie było pod polem karnym Lincoln Red Imps. Wtedy to do dobrej pozycji doszedł Bartosz Kapustka, ale jego próba przeleciała obok słupka. Na całe szczęście za chwilę wysiłki "Wojskowych" zostały nagrodzone. Tym razem Kapustka wystąpił w roli asystenta, a mocne uderzenie zza pola karnego Antonio Čolaka dało mu pierwsze trafienie w barwach stołecznego klubu. Chorwat zakończył tym samym wstydliwą passę 13 meczów bez gola.
Od tego momentu legionistom grało się łatwiej. Dalej mieli oni ogromną przewagę nad gośćmi z Gibraltaru, którzy długimi fragmentami mieli spore kłopoty z wyjściem z własnej połowy. W 27. minucie powinno być 2-0. Niestety, Ermal Krasniqi, będąc w polu karnym Lincoln Red Imps, nieznacznie chybił nad poprzeczką. W tej sytuacji pomocnik zdecydowanie powinien posłać futbolówkę do celu. Następne minuty to kolejne dobre akcje, z których przyjezdni wyszli obronną ręką głównie za sprawą bramkarza Jaylana Hankinsa. Golkiper najpierw sparował do boku strzał głową Kamila Piątkowskiego, a za chwilę odbił mocne uderzenie po ziemi Marco Burcha.
Do końca pierwszej połowy zobaczyliśmy jeszcze kilka ładnych oskrzydlających akcji. Najczęściej kończyły się one jednak niedokładnymi ostatnimi podaniami lub stratami w ostatnich fazach ataku. Pięć minut przed przerwą zupełnie niespodziewanie mogło być 1-1. Do dalekiego podania doszedł Tjay De Barr, lecz w sytuacji sam na sam przestrzelił nad poprzeczką. To był jednak jednorazowy przypadek, kiedy defensywa Legii zaspała. Niebawem arbiter zakończył pierwszą połowę, która odbyła się całkowicie pod dyktando gospodarzy. Tylko ich nieskuteczność sprawiła, że tego wieczoru prowadzili 1-0.

Zaraz po zmianie Legia przeprowadziła kolejną akcję, która powinna zakończyć się golem. Niestety, najpierw Krasniqi, a potem Čolak zostali zablokowani, oddając strzały z pola karnego. Za moment przed okazję stanął jeszcze Jakub Żewłakow. Z jego próbą poradził sobie Hankins, instynktownie broniąc nogami. Po niespełna godzinie gry trener Inaki Astiz zdecydował się pierwszą roszadę w składzie. Za bezproduktywnego Krasniqiego pojawił się Wahan Biczachczjan.
W 62. minucie Legia wyszła na dwubramkowe prowadzenia. Wówczas Kapustka dobrze wyszedł do prostopadłego podania, a następnie bez ceregieli strzelił w kierunku bramki Lincoln Red Imps. Bramkarz nie był najlepiej ustawiony, wobec czego zmuszony był po raz drugi wyciągać piłkę z siatki. W tym momencie można było być niemal pewnym, że tego wieczoru Legia zwycięstwa z rąk już nie wypuści.
Cztery minuty po drugim goli mogło być już 3-0. Petar Stojanović znalazł się w doskonałej sytuacji, aby chociaż oddać strzał w kierunku bramki przeciwników. Słoweniec mocno się pogubił i finalnie dał sobie odebrać futbolówkę. Wkrótce na murawie za strzelca pierwszego gola pojawił Mileta Rajović, który podobnie jak jego kolega liczył tego dnia na wpisanie się na listę strzelców.
Duńczyk nie musiał na to długo czekać. W swojej pierwszej ofensywnej akcji idealnie główkował po podaniu ze skrzydła i nie dał najmniejszych szans bramkarzowi gości. Dla 26-latka to drugie trafienie w Lidze Konferencji z rzędu. W ostatniej kolejce pokonał golkipera FC Noah Erywań.
Kolejne minuty to spokojna kontrola meczu w wykonaniu Legii. Przeciwnicy nie mieli nic do powiedzenia i wydawało się, że byli już kompletnie zrezygnowani. W 83. minucie zobaczyliśmy czwartego gola dla gospodarzy. Wprowadzony na murawę Wahan Biczachczjan pokonał wślizgiem z ostrego kąta Hankinsa. Trzeba przyznać, że Ormianin wykazał się w tej sytuacji sporym sprytem i determinacją.
W 88. minucie Gabriel Kobylak z łatwością złapał strzał z daleka jednego z rywali. Za moment musiał jednak skapitulować po uderzeniu Tjaya De Barra. Pomocnik popisał się mierzonym strzałem z lewej strony.













