Ekstraklasa
12. kolejka

5000
Katowice
13.11.2004
15:30
GKS Katowice
Legia Warszawa
GKS Katowice
0-3
Legia Warszawa
(0-1)
Włodarczyk 38'
Saganowski 48'
Saganowski 60'
1 Dariusz Klytta
4 Paweł Pęczak
32 Łukasz Nawotczyński
14 Łukasz Gorszkow
3 Mirosław Widuch
10 Krzysztof Markowski
22 Grzegorz Fonfara 75'
18 Dawid Plizga 46'
6 Grzegorz Górski 46'
9 Stanisław Wróbel
23 Paweł Brożek
12 Mateusz Sławik
17 Ryszard Czerwiec 75'
5 Grzegorz Kmiecik 46'
11 Artur Andruszczak 46'
8 Mieczysław Agafon
20 Łukasz Wijas
3 Roman Madej
Artur Boruc 1
83' Dariusz Dudek 33
Jakub Rzeźniczak 25
Jacek Magiera 38
Tomasz Kiełbowicz 11
Tomasz Sokołowski II 6
Łukasz Surma 4
Marcin Smoliński 10
65' Tomasz Sokołowski I 23
72' Marek Saganowski 9
Piotr Włodarczyk 33
Andrzej Krzyształowicz 12
83' Wojciech Szala 3
72' Maciej Korzym 11
Mirko Poledica 4
Radosław Wróblewski 8
65' Ireneusz Kowalski 15
Eddie Stanford 26
Trener: Mieczysław Broniszewski
Asystent trenera: Lechosław Olsza
Kierownik drużyny: Paweł Maźniewski
Lekarz: Tomasz Misiewicz
Masażyści: Andrzej Grosman
Trener: Krzysztof Gawara
Asystent trenera: Jacek Zieliński
Kierownik drużyny: Ireneusz Zawadzki
Lekarz: Stanisław Machowski
Masażyści: Jerzy Somow i Zbigniew Sęktas
Sędziowie
Główny: Mariusz Podgórski (Wrocław)
Asystent: Andrzej Kotos
Asystent: Piotr Pejko
Techniczny: Mirosław Górecki
Relacja

3 gole, 3 punkty!

W przedostatniej jesiennej kolejce ligowej legioniści pojechali do Katowic, aby zagrać z najsłabszą drużyną ekstraklasy GKS-em. Zgodnie z przewidywaniami podopieczni Jacka Zielińskiego i Krzysztofa Gawary wygrali. Jednak wygrali pewnie i wysoko, a to już nie było takie pewne.
Na Bukowej zgromadziło się około 5 tysięcy kibiców w tym około 400 w sektorze gości. Warunki pogodowe nie sprzyjały do gry w piłkę. Ciągle padał deszcz, murawa była grząska i śliska. Legia do meczu przystąpiła w takim samym składzie jak w poprzednim ligowym meczu. Początek spotkania był dość wyrównany, ale z minuty na minutę rosła przewaga gości. Legioniści gola zdobyli w 38 minucie. Na bramkę Klytty mocno uderzył Tomasz Sokołowski I, bramkarz katowiczan odbił piłkę, a na to czekał Piotr Włodarczyk i z bliskiej odległości głową wpakował piłkę do siatki. Do przerwy rezultat nie uległ zmianie.

Przed rozpoczęciem drugiej części gry Mirosław Broniszewski dokonał dwóch zmian w swojej drużynie. Na boisku pojawili się Kmiecik i Andruszczak. To wzmocniło siłę ataku gospodarzy... ale to Legia zdobyła gola. Już w 48 minucie sam na sam z Klyttą znalazł się Marek Saganowski i nie zmarnował tej dogodnej okazji. To podcięło skrzydła gospodarzom, a Legię zdecydowanie podbudowało. Na efekt czekaliśmy 12 minut. Wówczas to Marek Saganowski wykorzystał błąd obrońcy gospodarzy Fonfary i minął w polu karnym Widucha i nie dał szans Klytcie. 3-0 dla Legii i mecz był już rozstrzygnięty! Od tego momentu Legia spuściła z tonu i starała się zabezpieczyć tyły. W 72 minucie boisko opuścił Saganowski, a jego miejsce zajął Maciej Korzym. GKS wyczuł szansę i śmielej zaatakował. W 74. Minucie Paweł Brożek znalazł się sam na sam z Arturem Borucem, ale reprezentacyjny bramkarz Legii wyszedł zwycięsko z tego pojedynku. Legia chciała jeszcze raz „ukąsić” gospodarzy. W ostatniej minucie spotkania Piotr Włodarczyk znalazł się z piłką 5 metrów od bramki. Uderzył raz... piłkę odbił Klytta, uderzył drugi raz... zablokował obrońca... uderzył trzeci raz... to samo. Tylko jęk zawodu dało się usłyszeć z sektora fanów Legii. W doliczonym czasie gry nic już się nie wydarzyło.

Nareszcie możemy cieszyć się z gry „Wojskowych”. Po fatalnych październikowych występach, w listopadzie w trzech meczach zgarnęliśmy komplet punktów. Ba, legioniści aż 11 razy trafiali do bramki rywala, a stracili tylko jednego gola. Największe powody do radości ma chyba Marek Saganowski, który w każdym z tych spotkań zdobył po 2 gole. Oby tak dalej!
A już w najbliższą sobotę, czeka nas kolejny ligowy mecz. Na Łazienkowskiej podejmiemy, zajmującą szóste miejsce, Wisłę Płock.

Autor: Woytek

Minuta po minucie










Relacja z trybun

Zabiorę Cię właśnie tam

Pierwsza czynność po powrocie do domu z Katowic to wyłączenie dzwoniącego budzika. Tego samego, który dokładnie 24h wcześniej budził, aby nie zaspać na pociąg na Górny Śląsk. Choć mecz rozpoczął się o godzinie, która miała ułatwiać kibicom powrót do domów, większość warszawiaków do stolicy dotarła nad ranem.
Tylko 120 biletów na mecz zostało sprzedanych w Warszawie. Nikt nie wątplił w to, że chętnych do podróży na ostatni jesienny wyjazd będzie więcej. Warszawiacy do Katowic podróżowali pociągami i samochodami. Zdecydowanie liczniejsza była grupa, która za środek transportu wybrała kolej. Pierwsza grupa chciała wyjechać z Centralnego już o 6:30. Policja nie wpuściła jednak do pojazdu osób bez biletów...i stąd też cała wycieczka musiała czekać na kolejny pociąg. Tym razem widząc, że jazda bez biletów się nie powiedzie, większość zapłaciła za przejazd. Podróżowaliśmy bez obstawy. Być może dlatego, że jeden z wagonów był nieogrzewany ;-)
Bez większych przygód docieramy do Sosnowca ok. 13:20. Tu dosiada się do nas parę stówek Legii i Zagłębia, którzy zebrali się na dworcu głównym w Sosnowcu. W Katowicach jeszcze przesiadka do "żółtka" i po kilkunastu minutach wysiadamy na stacji Katowice Załęże. Stąd czekała nas podróż "z buta" na Bukową. W eskorcie policji maszerujemy w kierunku stadionu. Nie brakuje śpiewów sławiących Legię i Zagłębie. Przechodząc obok jednej ze starych kamienic, w oknie ukazują się dwie osoby, które wykrzykują obraźliwe hasła pod naszym adresem, co i rusz wymachując "fuckami". Śmiechu było co niemiara, owa para jak żywa przypominała niezapomnianego Zdzisława Dyrmę i jego żonę Zofię z "Misia". Burdel na kółkach mieliśmy okazję mijać jeszcze w drodze powrotnej.
Pod sektor dla gości docieramy ponad godzinę przed meczem. Kibice z chipami mogli od razu kierować się do wejścia [gdzie nie działała bramka chipowa] i nasze dane były sprawdzane na liście imiennej. Pozostali mogli nabywać wejściówki w cenie 20zł. Wchodzenie na sektor było powolne i zanim wszyscy [prawie wszyscy, bo kilkanaście osób zostało pod bramą] znaleźli się wśród nas, pierwsza połowa meczu dobiegała końca... Łącznie było nas około 500, z czego mniej więcej 150 Zagłębia.
Na kilkanaście minut przed meczem obiekt GieKSy świecił pustkami. Gospodarze nie wywiesili początkowo żadnej flagi. Płot z naszej strony został przyozdobiony 17 flagami Legii i jednym płótnem Zagłębia. Warto zaznaczyć, że katowiczanie przez cały mecz nie bluzgali na przyjezdnych, czego nie można powiedzieć o nas. Ulubieńcem publiczności okazał się legionista, były zawodnik Ruchu, Piotrek Włodarczyk. Każde dojście do piłki tego piłkarza, było kwitowane gwizdami i okrzykami "Śmierdziel". Fani GKSu kontynuowali obchody 40-lecia swojego klubu. Najpierw GKS zaprezentował białe szarfy z kiepskiej jakości transparentami. Przesłaniem tej choreo było "Wszystko jest nieważne. GKS Katowice - to jest naprawdę ważne". Pojawiły się też - styropianowy napis "Czterdziestolatek", sektorówki "40" [skwitowane skandowaniem z naszej strony oczekiwanego wyniku meczu: 4-0], transparenty "GKS Katowice" i "Czterdziestolatek" oraz małe flagi na kijach. Była też pirotechnika ze strony gospodarzy - stroboskopy, race i zimne ognie. Po odpaleniu kilkudziesięciu rac pod "blaszokiem", sędzia musiał przerwać na parę minut mecz, z powodu gęstego dymu, unoszącego się nad murawą.
Za naszym sektorem dostępny był catering, w którym serwowano kiełbaski oraz zimne i gorące napoje. Na deszczową pogodę, najlepsza była gorąca herbata. Obok można było kupić program meczowy "Bukowa", wydawany przez kibiców GKSu.
Doping początkowo stał na niezłym poziomie. W naszym repertuarze zagościła nowa pieśń - "Warszawa, Warszawa - w naszych sercach tylko Legia Warszawa". GKS śpiewał w pierwszej połowie porównywalnie z nami. Po przerwie ich doping, wraz ze zmieniającą się sytuacją na boisku, siadał. My tymczasem rozkręcaliśmy się z każdą minutą. Nie było źle, ale z pewnością mogliśmy być głośniej. Po pierwszej bramce odpalamy dwie race. Później na dole sektora błyskają stroboskopy, a na górze machamy balonami w barwach. Zdecydowanie najlepiej wyglądało jednak 20 rac odpalonych na całym naszym sektorze, 15 minut przed końcem spotkania. W rytmie piosenki "Ole ole, ole ola", cała trybuna machała szalami w lewo i prawo. Także race "pulsowały", co dało bardzo dobry efekt.
Piłkarze Legii w końcu zaczęli grać na poziomie, wygrywając trzeci mecz z rzędu. "Tak powinien wyglądać każdy mecz w naszym wykonaniu. Żadnego stresu o wynik, bo od początku wiadomo kto wygra" - mówił po meczu jeden z kibiców warszawskiej jedenastki. Zgadzamy się w pełni.
Po końcowym gwizdku sędziego, razem z piłkarzami cieszymy się z trzech punktów. Ci przybijają z nami piątki. Najwięcej oklasków zebrali Boruc i Saganowski. Później, podobnie jak przy ostatniej naszej wizycie na Śląsku, zostaliśmy zamknięci na sektorze. Po godzinnym oczekiwaniu na otwarcie bramy, jesteśmy prowadzeni na dworzec. Po drodze ponownie mijamy wesołych kochanków, którzy jakby tylko czekali na nasz przemarsz. Dwoma pociągami dojeżdżamy do Sosnowca. Umacnianie zgody trwało w większości przypadków do 3:50, bo wtedy do Warszawy ruszył pierwszy pomeczowy "pośpiech". Czasu mieliśmy dużo, ale na nudę nikt nie mógł narzekać. Po ciepłym posiłku udajemy się do "Mirage". Tutaj zabawa na całego! Co chwila miały miejsce pozdrowienia na linii Legia-Zagłębie, a na parkiecie dominowali kibice w barwach. Nie mogło zabraknąć przeboju "na zamówienie" - "Otwieram wino ze swoją dziewczyną". Bawili się przy tym wszyscy, choć tego hitem tego wyjazdu jest inna piosenka w wersji melanżowej. Mianowicie "Zabiorę Cię właśnie tam". Życzliwym dziękujemy za słowa kolejnych zwrotek tej piosenki :-)
Wyjazdowa część rundy jesiennej zakończona...choć nie do końca. Przed nami jeszcze wypad do Grójca na spotkanie w Pucharze Polski. Tymczasem za tydzień koniec ligowych zmagań w roku 2004. Na Łazienkowskiej zmierzymy się z Wisłą Płock.

Autor: Bodziach

Komentarze (0)

© 1999-2019 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.