Ekstraklasa
14. kolejka

8000
Warszawa
11.03.2005
20:00
Legia Warszawa
Pogoń Szczecin
Legia Warszawa
3-0
Pogoń Szczecin
48' Saganowski
70' Włodarczyk
75' Kiełbowicz
(0-0)
1 Artur Boruc
11 Tomasz Kiełbowicz
2 Veselin Djoković
3 Wojciech Szala
6 Tomasz Sokołowski II
10 Marcin Smoliński
5 Aleksandar Vuković 90'
4 Łukasz Surma
13 Bartosz Karwan 83'
9 Marek Saganowski
33 Piotr Włodarczyk 71'
12 Andrzej Krzyształowicz
11 Maciej Korzym 83'
22 Dariusz Zjawiński 71'
19 Marcin Rosłoń
23 Tomasz Sokołowski I
15 Ireneusz Kowalski 90'
22 Paweł Kaczorowski
Boris Pesković 29
Edi Andradina 5
66' Mirko Poledica 4
Tomas Kuchar 9
Grzegorz Matlak 11
Julcimar 13
Paweł Magdoń 33
Przemysław Kaźmierczak 18
Krzysztof Michalski 25
60' Radek Divecky 26
55' Adriano da Silva 80
Bartosz Fabiniak 21
Petr Kasprak 2
66' Tomasz Parzy 18
55' Claudio Milar 6
60' Rafał Grzelak 7
Michał Łabędzki 2
Paweł Magdoń 33
Trener: Jacek Zieliński
Asystent trenera: Lucjan Brychczy
Kierownik drużyny: Ireneusz Zawadzki
Lekarz: Stanisław Machowski
Masażyści: Jerzy Somow, Zbigniew Sęktas
Trener: Bohumil Panik
Asystent trenera: Miroslav Copjak
Kierownik drużyny: Ryszard Mizak
Lekarz: Dariusz Lejman
Sędziowie
Główny: Krzysztof Słupik (Tarnów)
Asystent: Maciej Wierzbowski
Asystent: Andrzej Kotos
Techniczny: Arkadiusz Starobrat
Relacja

Rewanż za jesień

Przyjacielski mecz Legii z Pogonią miał być rewanżem za kompromitującą porażkę z jesieni tego roku. Wówczas Legioniści przegrali w Pucharze Polski z „Portowcami” 1:3, do tego na własnym boisku. W zespole Legii zaszła jedna zasadnicza zmiana w porównaniu do meczu z Górnikiem Zabrze. Otóż po długiej kontuzji przy Łazienkowskiej zagrał wreszcie Veselin Djokovic. Do tego na ławce zasiedli Maciek Korzym oraz wygwizdany Paweł Kaczorowski. W zespole Pogoni w pierwszym składzie wybiegł znany przy Łazienkowskiej Mirko Poledica.

Spotkanie zaczęło się z lekkim opóźnieniem spowodowanym sporymi opadami śniegu. Niestety tylko kibice z idealnym wzrokiem mogli śledzić kolejne minuty meczu na nowym zegarze boiskowym. Wskazówki zegara nie zostały podświetlone i niewiele było na nim widać. Od mocnego uderzenia rozpoczęli spotkanie „Portowcy”. Już w pierwszej minucie po rzucie wolnym piłka o centymetry minęła bramkę Boruca. W odpowiedzi strzału z 25 metrów próbował Smoliński, ale bezskutecznie. Pogoń nadal cisnęła i stwarzała co raz groźniejsze sytuacje. W 4 minucie goście strzelili nawet gola! Na szczęście przytomnością umysłu wykazał się sędzia liniowy pokazując ewidentnego spalonego. Chwilę potem Vukovic odegrał w polu karnym do Karwana a ten strzelił wysoko ponad bramką. W 9 minucie Artur Boruc był dwukrotnie zmuszony do ratowania bramki w sytuacji sam-na-sam! Napastnicy Pogoni wyraźnie nie mieli dziś swojego dnia. W odpowiedzi Legia wyprowadziła za sprawą Sokołowskiego II groźną kontrę, po której mogliśmy zobaczyć kolejny rzut rożny (bez efektu bramkowego). W 12 minucie Tomek Kiełbowicz w ostatniej chwili wybił piłkę zmierzającą do pustej bramki po strzale Radka Diveckiego! W 26 minucie Boruc świetnie obronił strzał pomocnika pogoni z 25 metrów. Dwie minuty później Boris Peskovic ubiegł Marka Saganowskiego w wybornej sytuacji, zabierając mu piłkę sprzed nosa. W 31 minucie Sokół II z 20 metrów huknął w obrońców Pogoni i skończyło się jedynie na rzucie rożnym. Na 10 minut przed końcem Smoliński popisał się dobrym dryblingiem w polu karnym a następnie odegrał do Karwana, który nie trafił w piłkę. Do końca pierwszej połowy obie drużyny skupiły się jedynie na grze destrukcyjnej bez prób atakowania drugiej strony. Za grę w obronie warto pochwalić Wojtka Szalę, który rozgrywa już kolejny bardzo dobry mecz.

Druga część meczu to czas panowania tylko i wyłącznie Legii. Gracze z Warszawy całkowicie zdominowali połowę Pogoni, co było widoczne na...śniegu. Strona Legii była całkowicie pokryta białym puchem, zaś pole karne portowców zostało niemiłosiernie wybiegane. Na efekty gry swoich pupili kibice nie musieli długo czekać! Gola w 48 minucie strzelił głową Marek Saganowski! Sagan zamienił na bramkę cudowne dośrodkowanie Kiełbowicza z lewej strony! W geście radości piłkarze Legii zrobili kołyskę dla 3-miesięcznego Antosia Saganowskiego. W 51 minucie Piotrek Włodarczyk uderzył z rzutu wolnego bardzo mocno i celnie, ale niestety tylko w bramkarza. Kilka chwil potem ponownie Włodar próbował szczęścia w sytuacji sam-na-sam z Peskovicem. Niestety piłkę w ostatniej chwili wybił na róg obrońca. W 55 minucie świetna akcja z prawej strony Karwana zakończyła się rzutem rożnym. Aż miło było patrzeć jak Bartek „kręci” obrońcami Pogoni. W 64 minucie jeden z defensorów Pogoni o mały włos nie zdobył gola samobójczego głową! Piłka przeleciał niewiele nad poprzeczką zdziwionego Peskovica. Chwilę później Karwan znalazł się w wybornej sytuacji – Peskovic wybiegł z bramki na 20 metr zaś Bartek znalazł się na 25 metrze! Nie wiadomo czemu Karwan zdecydował się w tej sytuacji na...podanie do nikogo. Jednak co się odwlecze... Legia zdecydowanie zasługiwała na kolejną bramkę i tak też się stało! W 69 minucie Aleksandar Vuković kapitalnie zagrał „w uliczkę” do Włodara, a napastnik Legii bezlitośnie strzelił pod brzuchem golkipera gości. Było już 2:0 i praktycznie po meczu! Pogoń całkowicie opadła z sił. Już w kolejnej akcji Smoliński uderzył bardzo mocno z 25 metrów minimalnie obok słupka bramki Pogoni. W 74 minucie było już jednak 3:0!!! Tomek Kiełbowicz fantastycznie wykonał rzut wolny nie dając najmniejszych szans Peskovicowi na obronę! Piłka poleciała prosto w „okienko”! Po meczu Tomek zadedykował tego gola swemu niedawno zmarłemu ojcu... Pod koniec meczu świetną sytuację miała jeszcze Pogoń, ale w sytuacji sam-na-sam Kiełbowicz ponownie uratował skórę Borucowi. Spotkanie zakończyło się zdecydowanym i zasłużonym zwycięstwem Legii. Oby tak dalej na wiosnę!

Autor: Szmiciu

Minuta po minucie










Relacja z trybun

Czy to zima, czy wiosna - inauguracja radosna

Drugi wiosenny mecz na Łazienkowskiej był jednocześnie inauguracją rundy wiosennej piłkarskiej ekstraklasy. W teorii przynajmniej. W piątkowy wieczór w Warszawie pogoda była wybitnie zimowa. Już około 16 zaczął intensywnie padać śnieg, a koniec opadów zbiegł się w czasie...z końcem meczu Legia-Pogoń.
Od rana można było spotkać spore grupy kibiców, w granatowo-bordowych barwach. "Portowcy", zgodnie z zapowiedziami, przyjechali do Warszawy w solidnej grupie. Około 600 kibiców Pogoni zasiadło na sektorze "L", na trybunie odkrytej. Fani ze Szczecina przywieźli ze sobą mnóstwo flag. Legioniści powoli zapełniali trybuny. Te, choć odśnieżanie rozpoczęto dzień przed meczem, przypominały górskie klimaty. Śniegowa górka na dole trybuny powiększyła się o kolejnych kilkanaście centymetrów. Jak tak dalej pójdzie, to do meczu z Amicą...znów podniesiona zostanie belka startowa ;-) 8 tysiecy kibiców to w takich warunkach wynik nienajgorszy. Zmarznięte towarzystwo, starał się rozgrzewać okrzykami Wojtek Hadaj. Przed meczem wielokrotnie odpowiadaliśmy na pytanie "Kto wygra mecz?!". Choć tak naprawdę wynik tego dnia był sprawą drugorzędną. Dominowały pieśni sławiące Legię i Pogoń i warszawsko-szczecińską przyjaźń. Często intonowana była piosenka śpiewana ostatnio w Szczecinie "Ole ole, ole ola, i tylko Legia, Legia Warszawa, ole ole, ole ola, i tylko Pogoń, Pogoń szczecińska". Zanim piłkarze wyszli na murawę, "Młode Wilki" wykopały w trybuny 10 futbolówek z autografami byłego, legendarnego legionisty, Lesława Ćmikiewicza.
Wyjściu piłkarzy na boisko towarzyszył hymn Legii, a na trybunie odkrytej zaprezentowaliśmy sektorówki-koszulki Pogoni i Legii, podświetlone kilkunastoma racami. Poza tym wstępem, więcej elementów oprawy nie odnotowano. Przyznać jednak trzeba, że pogoda zupełnie nie sprzyjała jakimkolwiek prezentacjom. Kibice postanowili skupić się na dopingu, zgodnie z hasłem "Przywróćmy blask Żylecie". Fatalne warunki atmosferyczne są w stanie zdopingować kibiców do głośnego śpiewu. Teoria ta sprawdziła się w 100%. Stadion śpiewał momentami jak w transie. Często bywało tak, że tempo piosenek było zbyt szybkie i po chwili trzeba było zaczynać kolejną pieśń. Nie czuć było jednak monotonii, na którą narzekali niektórzy kibice po meczu z Górnikiem. Po 45 minutach na zegarze cały czas widniał wynik 0-0. Rezultat meczu był całkiem dobrze widoczny. Gorzej było z godziną. Wskazówki, które znajdują się w nowym zegarze nie zostały bowiem podświetlone i z dalszej odległości były w ogóle niewidoczne. Na szczęście okazało się, że to tylko "okres przejściowy" i na kolejnym meczu wszystko powinno być w porządku. Cieszymy się, bowiem sam zegar jest rzeczywiście niczego sobie.
Śnieg ani na moment nie przestawał sypać. Zielona murawa, która tydzień temu swoją barwą wyróżniała się na tle białego otoczenia, tym razem wobec intensywnych opadów, była zupełnie biała. Chyba trudno się spodziewać, aby zapowiadany na wtorek rewanżowy mecz 1/8 finału PP, został rozegrany w terminie. Druga część meczu zaczęła się o wiele ciekawiej niż pierwsza odsłona. Już trzy minuty po wznowieniu gry, Marek Saganowski skierował piłkę do brami Pogoni. Bramka ta jeszcze bardziej wzmogła doping. Przez chwilę skandujemy nazwisko strzelca gola, po czym pozdrawiamy Pogoń. Kibice co i rusz spoglądali z zainteresowaniem na ławkę, na której siedzą piłkarze Legii. Wszystko przez ciekawość, czy Jacek Zieliński da szansę na debiut Pawłowi Kaczorowskiemu. Specjalnie dla "Kaczora" została przygotowana przez kibiców mała niespodzianka, ale "Zielek" postanowił oszczędzić zawodnika, znanego z zapędów do głośnego śpiewania.
Na Łazienkowskiej zadebiutowała flaga grupy kibiców Legii z Krakowa. "Paka z Grodu Kraka - niemożliwe nie istnieje" - głosi tekst na fladze legionistów z Krakowa. Nasi piłkarze, jakby niesieni dopingiem fanów, w drugiej połowie jeszcze dwukrotnie, za sprawą Włodarczyka i Kiełbowicza, pokonali Borisa Peskovicia. Dobry wynik, głośny doping, wspaniała zabawa - czego chcieć więcej? "Cały stadion robi falę!" - skandowała po chwili Żyleta. Po końcowym gwizdku arbitra, dziękujemy piłkarzom za wysiłek, a Ci...rzucają się w kierunku trybuny "zamiatając" koszulkami śnieg, który zaległ na murawie. Wspólne podziękowania nie trwały zbyt długo. Nie zachęcała do tego pogoda. Wszyscy udali się do wyjścia, gdzie było nie mniej ciekawie. Kibice gromadzący się przy bramach wyjściowych, wpadli na pomysł oryginalnego pożegnania agencji ochrony. Setki śnieżnych piguł, co kilka sekund lądowały na ubranych w żółte uniformy ochroniarzach. Humory dopisywały wszystkim...oprócz poszkodowanych. A po meczu, jak to zwykle ma miejsce w przypadku takich spotkań, odbyło się wiele imprez okolicznościowych, mających na celu umacnianie zgody warszawsko-szczecińskiej.
W przyszłą sobotę Legia zagra ponownie przed własną publicznością. Tym razem przeciwnikiem będzie Amica Wronki. W tym właśnie dniu, z powodu imprezy odbywającej się na pobliskim Torwarze, zamknięta będzie ulica Łazienkowska, a ruch drogowy w okoliach stadionu będzie ograniczony. Radzimy więc kibicom, którzy nie muszą przyjeżdżać na mecz samochodem, o pozostawienie pojazdów. Fanom polecamy tymczasem podróż autobusami, do przystanku "Legia - Stadion" :-) Jak przez tydzień zmieni się pogoda, nie są w stanie zapewnić nawet synoptycy pogody. Bez względu na aurę - wszystkich zapraszamy na ten mecz. I oby tak, jak w czasie dzisiejszego meczu, atmosfera była przednia.

Autor: Bodziach

Komentarze (0)

© 1999-2019 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.