Ekstraklasa
18. kolejka

6000
Warszawa
17.04.2005
17:15
Legia Warszawa
Odra Wodzisław
Legia Warszawa
0-1
Odra Wodzisław
(0-0)
Woś 56'
1 Artur Boruc
22 Paweł Kaczorowski 68'
3 Wojciech Szala
25 Jakub Rzeźniczak
11 Tomasz Kiełbowicz
23 Tomasz Sokołowski I 64'
4 Łukasz Surma
10 Marcin Smoliński 46'
6 Tomasz Sokołowski II
33 Piotr Włodarczyk
9 Marek Saganowski
12 Andrzej Krzyształowicz
2 Veselin Djoković
22 Dariusz Zjawiński 68'
38 Jacek Magiera
5 Aleksandar Vuković 46'
15 Ireneusz Kowalski 64'
Mariusz Pawełek 33
Marcin Krysiński 24
Marcin Drzymont 28
Wojciech Myszor 8
Goran Popov 13
Marcin Dymkowski 13
89' Mariusz Muszalik 11
Jan Woś 7
68' Mariusz Zganiacz 6
Marcin Malinowski 32
83' Piotr Rocki 22
Witold Sabela 1
Jacek Ziarkowski 11
83' Tomasz Szewczuk 6
68' Łukasz Masłowski 14
89' Marek Kubisz 20
Trener: Jacek Zieliński
Asystent trenera: Lucjan Brychczy
Kierownik drużyny: Ireneusz Zawadzki
Lekarz: Stanisław Machowski
Masażyści: Jerzy Somow, Zbigniew Sęktas
Trener: Franciszek Smuda
Asystent trenera: Marek Bęben
Kierownik drużyny: Marek Bęben
Lekarz: Ryszard Zakrzewski, Jerzy Śliwa
Masażyści: Marek Bies, Sebastian Blazy
Sędziowie
Główny: Leszek Gawron
Asystent: Tadeusz Gancarz
Asystent: Tomasz Kukowski
Techniczny: Piotr Siedlecki
Relacja

Żenada!

Po takim meczu jak dzisiejszy chciałoby się tylko wyć i wyć, i wyć... Legia Warszawa, wicemistrz Polski, finalista krajowego Pucharu, przegrała trzeci mecz z rzędu w tej rundzie. Tym razem drużyną "nie do przejścia" dla Wojskowych była Odra Wodzisław prowadzona przez znanego nam Franciszka Smudę. Legioniści zagrali słabo, bez pomysłu, bez myśli taktycznej. Nie chciałbym jednak sugerować tu tylko winy za taki wynik Jacka Zielińskiego. Trener bowiem nie gra, grają zawodnicy. Jedynymi jasnymi punktami w dzisiejszym meczu byli Artur Boruc i o dziwo (dla wielu kibiców) Paweł Kaczorowski. Znalazło się jednak kilka osób, które doceniły starania Pawła w tym meczu i nagrodziło go brawami, gdy zmieniał go Dariusz Zjawiński. Reszta zawodników Legii zagrała żenująco źle. Piotr Włodarczyk nie był w stanie przyjąć niemal żadnej piłki od partnerów, Łukasz Surma potykał się o piłkę (podobnie Vuković w drugiej połowie), zaś Jakub Rzeźniczak kiksował raz za razem stwarzając groźne sytuacje dla rywali. Taką Legię przyszło nam dziś oglądać – słabą i bezradną.

W pierwszej połowie gracze z Warszawy chcieli mocno zaakcentować przełamanie złej passy (tym przełomem miała być... porażka z Górnikiem), ale nie wychodziła im niemal żadna akcja. W 4. minucie Kuba Rzeźniczak znalazł się w polu bramkowym, ale jego strzał głową poszybował wysoko nad poprzeczką. Kilka chwil potem Szala przedarł się prawą stroną w pole karne i zagrał do Marka Saganowskiego, który fatalnie skiksował głową. W 9. minucie Jan Woś w zamieszaniu podbramkowym uderzył prosto w Boruca. W kolejnej akcji Popov próbował zaskoczyć dobrze grającego dziś bramkarza Legii, ale Artur i tym razem był bezbłędny. W 19. minucie Kiełbowicz podał do Smolińskiego, a ten znalazł się w sytuacji sam na sam z Mariuszem Pawełkiem. Niestety Marcin strzelił prosto w golkipera gości i skończyło się na rzucie rożnym. W 33. minucie Włodarczyk znalazłby się w wyśmienitej sytuacji, gdyby nie przyjął piłki niczym junior (do tego kiepski). Chwilę później Piotrek chciał się zrehabilitować za straconą okazję, ale jego strzał z 20 metrów okazał się łatwy dla Pawełka. Po tej akcji poszła kontra Odry, która o mały włos nie zakończyła się golem! Piotr Rocki strzelał ze środka pola karnego i piłka cudem odbiła się od Boruca. Skończyło się tylko na rzucie rożnym, z którego nic ciekawego nie wyniknęło. W 40. minucie Kaczorowski dobrze zagrał do Włodarczyka w pole karne, a ten... potknął się i Legia straciła kolejną szansę. Jeszcze w ostatnich sekundach szczęścia próbował Sokołowski I, ale jego dwa uderzenia trafiały prosto w obrońców Odry.

Druga część meczu była już znacznie mniej ciekawa, żeby nie powiedzieć nudna... W 49. minucie Kiełbowicz dośrodkował do Włodarczyka, a ten w świetnej sytuacji strzelił głową ponad poprzeczką. W 56. minucie za stadionie Wojska Polskiego zapanowała konsternacja... Odra Wodzisław strzeliła gola, który nie miał prawa paść. Zawodnik Odry podał lekko piłkę po ziemi, a ta najzwyczajniej toczyła się pomalutku wzdłuż pola karnego mijając po drodze 5 (!) legionistów. Z okazji skorzystał Jan Woś, który mocnym strzałem z 30 metrów zapewnił Odrze prowadzenie. Trzy minuty później Sagan odegrał przed pole karne do Sokoła II, a ten strzelił wprost w obrońców. W 62. minucie Mariusz Muszalik uderzył z rzutu wolnego minimalnie ponad bramką Boruca. Przez następne 15 minut trwała ciągła walka w środku boiska, przez co poziom dopingu zbliżył się do zera i powoli odzywały się pierwsze gwizdy. Na piętnaście minut przed końcem groźne dośrodkowanie Muszalika zakończyło się tylko rzutem rożnym. W 79. minucie Vuković wpadł w pole karne Odry i... podał do jednego z obrońców... Jeszcze na kilka chwil przed końcem Kiełbowicz fantastycznie strzelił z rzutu wolnego, ale piłka tylko uderzyła w poprzeczkę. Niekorzystny dla Legii wynik utrzymał się do samego końca. W rezultacie zespół z Warszawy spadł na trzecie miejsce w tabeli ligowej.

Autor: Szmiciu

Minuta po minucie










Relacja z trybun

Kaczuszki

Ostatnie "wyczyny" naszych piłkarzy były mało optymistycznymi akcentami przed meczem z Odrą Wodzisław. Któż jednak mógł się spodziewać porażki z chłopcami Smudy, którzy nie tak dawno zanotowali 0:5 z Łęczną? W sobotnie, bardzo słoneczne popołudnie kibice zmierzali na Łazienkowską. Było nas mało, niewiele ponad 6 tysięcy. Jak widać ostatnie popisy naszych gwiazdeczek i "promocyjne" ceny biletów robią swoje... Swoje dołożyli ochroniarze, którzy nie wpuścili na mecz wielu trzeźwych kibiców, sugerując że ci byli "na gazie".
Szkoda, że nasi wspaniali działacze zamknęli dla kibiców łuk od ulicy Łazienkowskiej. A dlaczego zamknęli? Bo ten miał być zajęty przez uczestników akcji "Po szkole na zakole". Chętnych do skorzystania z tej akcji było niewielu. Część miejsc zajęli żołnierze. Dlaczego jednak nie można było sprzedawać biletów na łuk, gdzie chętnie wybraliby się ci, których nie stać na wejściówkę na odkrytą? Pewnie działacze znajdą mnóstwo powodów. Na plus należy zaliczyć jedynie urozmaicenie cateringu na trybunie Krytej. Tam do menu powróciły kiełbaski i teraz kibice nie są "skazani" na popcorn & nachos.
Po paru meczach wyjazdowych w końcu, po ponad miesięcznej przerwie, zagraliśmy mecz u siebie. Atmosfera od początku była inna niż zazwyczaj. Na płocie nie było zbyt wielu flag. Tych z motywem legijnym było jeszcze mniej... przed trybuną odkrytą tylko wymowna "Legia to my" i "Żyleta". Obok pojawiły się flagi naszych zgód oraz specjalna flaga "na cześć" Pawła Kaczorowskiego. Ta zawisła, gdy tylko było pewne, że "Kaczor" zagra w tym meczu.
Przed pierwszym gwizdkiem sędziego cały stadion zaśpiewał tradycyjnie "Sen o Warszawie". Przez miesiąc nie wyszliśmy z wprawy ;-) Na pierwszy gwizdek sędziego na murawę lecą...gumowe kaczuszki. Kilkadziesiąt żółtych kaczek wylądowało na murawie, a po chwili piłkarze przerwali mecz, by usunąć je z boiska. Przez kilka pierwszych minut sporo nasłuchał się na swój temat adresat gumowych zabawek - Kaczorowski. Piłkarzyna ten jakby nic sobie nie robił z okrzyków kibiców, grał jak tylko potrafił najlepiej...i przyznać trzeba obiektywnie był jednym z najlepszych na boisku. Kilka razy odkryta inicjowała dialog pomiędzy trybunami. "Kaczorowski?!" - krzyczeli fani z "Żylety". Tylko nielicznym "wyrwało" się wówczas "Kto wygra mecz?!" To pytanie pojawiło się dopiero po przerwie.
Sektor gości początkowo świecił pustkami. Po kilkunastu minutach pojawiła się w nim ok. 40 osobowa grupa z Wodzisławia. Fani Odry wywiesili trzy flagi i przez pierwszą połowę siedzieli cicho. Dopiero po przerwie wodzisławianie zaczęli nieśmiało dopingować swój zespół. Goście zaprezentowali nawet oprawę przedstawiającą niebieskie serce z folii, wokół którego powiewały czerwone balony. Zaraz po tej prezentacji na sektorze Odry miało miejsce zamieszanie z ochroną i policją. Od razu zareagowała na to warszawska publiczność. "Zostaw kibica" i "Zawsze i wszędzie..." - skandowaliśmy, co przyjezdni nagrodzili brawami. Na szczęście, chyba nikomu nic się nie stało i nikt nie został zawinięty.
Wydarzenia na boisku raczej nie były najwyższych lotów. Stąd też kibice początkowo dużo czasu poświęcili "Kaczorowi". W ogóle doping w pierwszej części meczu prawie nie istniał. Ożywiło się po przerwie, gdy na gniazdo wrócił "Staruch". Po bramce strzelonej przez Odrę nasze śpiewy wreszcie stały na odpowiednim poziomie. "Czy wygrywasz, czy nie..." - śpiewali kibice. Jedni do końca wierzyli w wygraną, inni już wcześniej zwątpili w piłkarzyków. Wszyscy jednak gorąco zagrzewali do boju legionistów. Nie przyniosło to spodziewanego efektu i musieliśmy oddać punkty słabiutkiej Odrze...
Taki wynik z pewnością nie poprawi nastrojów w naszej drużynie. Trudno także liczyć na lepszą frekwencję przy okazji najbliższego meczu z Górnikiem Łęczna. Z takiego obrotu sprawy mogli się cieszyć jedynie kibice gości, którzy świętowali wygraną razem ze swoimi grajkami. Nasi nie podeszli nawet podziękować za doping. Zebrali za to sporo gwizdów. Na słowa uznania zasłużył tylko Artur Boruc. Bramkarz jednak w pojedynkę meczu nie wygra.

Autor: Bodziach

Komentarze (0)

© 1999-2019 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.