Ekstraklasa
19. kolejka

5000
Warszawa
23.04.2005
18:15
Legia Warszawa
Górnik Łęczna
Legia Warszawa
1-1
Górnik Łęczna
41' Kaczorowski
(1-1)
Kucharski 43'
1 Artur Boruc
11 Tomasz Kiełbowicz 75'
2 Veselin Djoković
3 Wojciech Szala
22 Paweł Kaczorowski 85'
10 Marcin Smoliński
5 Aleksandar Vuković
38 Jacek Magiera
4 Łukasz Surma
6 Tomasz Sokołowski II
9 Marek Saganowski
12 Andrzej Krzyształowicz
4 Dickson Choto
33 Piotr Włodarczyk 75'
11 Maciej Korzym
19 Marcin Rosłoń
23 Tomasz Sokołowski I
15 Ireneusz Kowalski 85'
Andrzej Bledzewski 1
Jarosław Popiela 2
Artur Bożyk 3
Veljko Nikitović 4
Grzegorz Wędzyński 6
Grzegorz Bronowicki 2
Andrzej Kubica 9
60' Cezary Kucharski 23
Bartosz Jurkowski 14
53' Sławomir Nazaruk 19
54' Sebastian Szałachowski 9
Robert Mioduszewski 96
Anto Petrović 5
54' Łukasz Madej 18
Mirosław Budka 20
60' Remigiusz Jezierski 19
53' Mariusz Pawelec 17
Ronald Siklić 25
Trener: Jacek Zieliński
Asystent trenera: Lucjan Brychczy
Kierownik drużyny: Ireneusz Zawadzki
Lekarz: Stanisław Machowski
Masażyści: Jerzy Somow, Zbigniew Sęktas
Trener: Bogusław Kaczmarek
Asystent trenera: Marek Kostrzewa
Kierownik drużyny: Ryszard Majewski
Lekarz: Krzysztof Bojarski
Masażyści: Maciej Kołodziejczyk
Sędziowie
Główny: Jarosław Żyro (Bydgoszcz)
Asystent: Piotr Cwalina
Asystent: Dariusz Ignatowski
Techniczny: Michał Zwierz
Relacja

Kolejny zawód

Jakim wstępem rozpocząć można relację, gdy siada się przed komputerem po kolejnym słabym meczu naszej drużyny? Wiadomo przecież, że każdy zna sytuację, w jakiej obecnie znajduje się Legia tak samo, jak każdy słyszał zapewnienia, o mającym nastąpić w tym spotkaniu przełamaniu niemocy. Każdy z nas liczył również, że tym razem się uda, że poprzedni mecz był dnem, od którego kiedyś trzeba się odbić... Niestety, jeszcze nie dzisiaj.

Spotkanie rozpoczęło się od nawiązania do tradycji. Legijna "Galeria Sław" powiększyła się o kolejne, nie byle jakie nazwisko - Leszka Pisza. Po pierwszym gwizdku arbitra gra toczyła się głównie w środkowej części boiska. Po pewnym czasie Legioniści zaczęli uzyskiwać nieznaczną przewagę, choć o dyktowaniu warunków gry niestety nie mogło być mowy. Do Legii należały pierwsze w tym spotkaniu groźniejsze sytuacje, jednak Saganowskiemu dwukrotnie nie udało się dojść do piłki. Podług poprzednich spotkań widać było jednak pewną, bardzo nieznaczną poprawę gry w ataku. Futbolówkę w pole karne próbowali dogrywać Magiera i Kiełbowicz. Największe emocje czekały nas na mniej więcej pięć minut przed końcem pierwszej części gry. W 41. minucie meczu Smoliński ładnie dograł do Kaczorowskiego, a ten zamienił podanie na strzeloną z bliskiej odległości bramkę. Niestety już dwie minuty później wyrównał Cezary Kucharski, głową zahaczając piłkę po rzucie wolnym wykonanym przez Wędzyńskiego.

Druga połowa gry to znów niewielka przewaga Legii, z której, bądźmy szczerzy, jeszcze mniej wynikało. W 50. minucie gry Smoliński ładnie uderzył z dystansu, jednak bramkarz gości zdołał wybić piłkę na rzut rożny. Przez moment wydawało się, iż Warszawiacy zaczną szturmować bramkę Bledzewskiego, jednakże piłkarze Górnika Łęczna nie zamierzali się poddać i stawiali zacięty opór. Końcowe minuty jak zwykle ostatnio należały do gości. W 87. minucie mogli oni zdobyć zwycięską bramkę, jednak Bronowicki bardzo niedokladnie podał do niepilnowanego w polu karnym Kubicy. W 93. minucie ostanią szansę na bramkę mieli Legioniści, jednak po dośrodkowaniu Kowalskiego niecelnie główkował Djoković.

Tego wieczoru Legia straciła kolejne w tym sezonie punkty. Boli, iż stało się to na własnym boisku, przy dopingu nielicznej, wierzącej w zwycięstwo publiczności. Piłkarze z Łazienkowskiej zagrali lepiej, niż tydzień wcześniej z Odrą Wodzisław. Starczyło to niestety jedynie na remis z Łęcznianami. Cieszyć może, iż nasi gracze walczyli. I chyba tylko to... Szkoda.

"Czy wygrywasz, czy nie..."

Autor: Paszkwil

Minuta po minucie










Relacja z trybun

Na dobre i na złe

Nasi piłkarze nie rozpieszczają nas - tak można łagodnie opisać wyniki osiągane przez Legię w rundzie rewanżowej bieżącego sezonu. Przed meczem z Górnikiem Łęczna mimo wszystko fani dali do zrozumienia, że są z Legią na dobre i na złe i postanowili dać z siebie wszystko.
Frekwencja nie była z pewnością najlepsza - pięć tysięcy fanów na stadionie Wojska Polskiego to wynik słaby...ale wyniki drużyny i ceny biletów, nie można powiedzieć, żeby zachęcały do chodzenia na Legię. Kilkanaście minut przed meczem na sektor zaczęli wchodzić również kibice gości. Tych do Warszawy przyjechało ok. 150 i prezentowali się całkiem nieźle. Na płocie wywiesili jedną sporą flagę "W Górnik wierzymy" i w pierwszej części meczu prowadzili sporadyczny doping.
Legioniści po raz drugi nie eksponowali zbyt wielu płócien. Oprócz flag zgodowych pojawiły się zaledwie trzy legijne flagi na trybunie odkrytej. Nie zabrakło także płótna z przekreśloną postacią Pawła Kaczorowskiego. Ten po raz drugi wystąpił w podstawowym składzie Legii. Choć na trybunach było nas mało, doping stał na dobrym poziomie. Widać było, że wszyscy przyszli na stadion w jednym celu - wsparcia naszego zespołu. Przed meczem do Galerii Sław Legii dołączył kolejny "zasłużony". Tym razem działacze uhonorowali Leszka Piszka, którego kibice serdecznie pozdrowili. Co więcej, sympatyczny zawodnik otrzymał od kibiców specjalny szalik z datami, w których Legia zdobywała Mistrzostwo Polski oraz tabliczkę z podziękowaniami za wszystkie występy z eLką na piersi. Jak widać, większość z nas nie zapomniała wspaniałej gry "Piszczyka", którą czarował nas jeszcze kilka lat temu...
Na pierwszy gwizdek sędziego w górę poleciało trochę konfetti. Zaangażowanie piłkarzy stało na wyższym poziomie niż przy okazji spotkań z Odrą, czy Cracovią, ale do walki na całego trochę brakowało. Nie zrażeni tym fani śpiewali cały czas. W końcu nasz wysiłek przyniósł skutek w postaci bramki. Radość była jednak krótka. I to nie z powodu tego, że chwilę później Łęczna wyrównała. Przyczyną "zamieszania" był strzelec bramki dla warszawian. Piłkę do bramki posłał bowiem Paweł Kaczorowski. Wcześniej, w czasie meczu, piłkarz był "oszczędzany", w myśl zasady - "dopingujemy tylko Legię!". Wojtek Hadaj tradycyjnie zapytał, kto strzelił bramkę dla Legii...ale odpowiedzi ze strony trybun cytować nie będziemy. Poza tym była ona zbyt różnorodna...a składał się na nią stek wyzwisk pod adresem piłkarza. Chwilę później w dosyć dziwnych okolicznościach wyrównał Czarek Kucharski (przynajmniej oficjalnie, bo naprawdę to...nie dotknął on piłki). Były zawodnik Legii został bardzo sympatycznie przyjęty przez warszawskich kibiców, którzy kilkakrotnie skandowali jego nazwisko.
Po przerwie nieco ożywili się kibice z Łęcznej, którzy parę razy krzyknęli głośniej. My również zdzieraliśmy gardła z całych sił. Pewnym urozmaiceniem była odpalona jedna raca na środkowym sektorze. Nie była ona jednak zwiastunem bramki. Choć raz, po strzale Saganowskiego, już wydawało się, że obejmiemy ponownie prowadzenie. Nic z tego. Moblilizowani przez "Starucha" kibice śpiewali do ostatniego gwizdka sędziego. I śpiewali naprawdę głośno. "Czy wygrywasz, czy nie..." - ta piosenka kończąca nasz sobotni repertuar nie mogła zwiastować pozytywnego wyniku.
Teraz przed nami 10 dni przerwy. Przez ten czas będziemy mogli odpocząć od gry na "najwyższym światowym poziomie". A później drugi z rzędu wyjazd do Zabrza. Na Łazienkowskiej spotkamy się przy okazji meczu z Lechem. Wyglada na to, że sektor gości w tej rundzie ani razu nie będzie pusty. Na razie rekord frekwencji na sektorze gości należy, dosyć niespodziewanie, do Górnika Łęczna.

Frekwencja: 5000
Liczba kibiców gości: 150
Liczba flag gospodarzy: 15
Flagi gości: "W Górnik wierzymy"

Autor: Bodziach

Komentarze (0)

© 1999-2019 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.