Ekstraklasa
23. kolejka

14000
Warszawa
22.05.2005
19:00
Legia Warszawa
Wisła Kraków
Legia Warszawa
5-1
Wisła Kraków
21' Sokołowski I
30' Włodarczyk
35' Włodarczyk
61' Magiera
71' Włodarczyk
(3-0)
Żurawski 85'
1 Artur Boruc
11 Tomasz Kiełbowicz
3 Wojciech Szala
4 Dickson Choto
6 Tomasz Sokołowski II
23 Tomasz Sokołowski I 76'
2 Veselin Djoković
38 Jacek Magiera
13 Bartosz Karwan 65'
33 Piotr Włodarczyk 85'
9 Marek Saganowski
12 Andrzej Krzyształowicz
33 Tomasz Jarzębowski
11 Maciej Korzym
22 Dariusz Zjawiński 85'
19 Marcin Rosłoń
15 Ireneusz Kowalski 76'
22 Paweł Kaczorowski 65'
Radosław Majdan 99
Maciej Stolarczyk 7
Marcin Baszczyński 44
Arkadiusz Głowacki 6
Tomasz Kłos 2
54' Jakub Błaszczykowski 16
Radosław Sobolewski 6
84' Mauro Cantoro 8
Marek Zieńczuk 5
66' Tomasz Frankowski 21
Maciej Żurawski 79
Michał Wróbel 69
54' Nikola Mijailović 10
Jacek Kowalczyk 16
66' Paweł Brożek 23
Kamil Kuzera 3
84' Martins Ekwueme 85
Trener: Jacek Zieliński
Asystent trenera: Lucjan Brychczy
Kierownik drużyny: Ireneusz Zawadzki
Lekarz: Stanisław Machowski
Masażyści: Jerzy Somow, Zbigniew Sęktas
Trener: Werner Liczka
Asystent trenera: Tomasz Kulawik
Kierownik drużyny: Kazimierz Moskal
Lekarz: Mariusz Urban
Masażyści: Zbigniew Woźniak, Janusz Trytek
Sędziowie
Główny: Tomasz Pacuda (Częstochowa)
Asystent: Konrad Sapela
Asystent: Patryk Podwysocki
Techniczny: Marcin Wróbel
Relacja

Demolka Wisły!!!

Legia Warszawa pokonała we wspaniałym stylu obecnego i przyszłego mistrza kraju – Wisłę Kraków! Gospodarze rozegrali kapitalny mecz grając niezwykle ofensywnie i skutecznie w obronie. Genialna postawa każdego z graczy „Wojskowych” miała decydujący wpływ na tak duże zwycięstwo. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że Legioniści przystępowali do tego meczu osłabieni brakiem Vukovica, Surmy i Rzeźniczaka. Z kolei Wisła przyjechała w najsilniejszym zestawieniu i co oczywiste, postrzegana była za faworyta. Nasi piłkarze pokazali gościom z Krakowa, że grać w piłkę potrafią! I to jak potrafią!

Już pierwsza akcja meczu przyniosła zagrożenie pod bramką Boruca. Do tej sytuacji doprowadził Fankowski, którego drybling nie zakończył się na szczęście golem. W 3 minucie Żurawski strzelał z ostrego kąta a piłka przeturlała się wzdłuż linii bramkowej! Po raz kolejny niewiele brakowało... Chwilę później Włodarczyk uderzył wysoko ponad bramką z 16 metrów. W 18 minucie Saganowski strzelał mocno głową, ale na posterunku był Majdan. Jednak już dwie minuty później było 1:0 dla Legii! Sokołowski I poszedł z piłką przez pół boiska po czym podkręcił piłkę tak, że bramkarz Wisły nie miał najmniejszych szans! Przepiękna bramka! W 22 minucie Saganowski znalazł się sam przed Majdanem, ale niestety wpadł prosto na byłego gracza Pogoni Szczecin. W odpowiedzi Frankowski trącił po dośrodkowaniu lekko piłkę jednak zrobił to zbyt lekko i Boruc nie miał problemów z obroną tego strzału. W 29 minucie Legia strzeliła drugą bramkę! Po dośrodkowaniu Sokoła I głową piłkę do bramki skierował Włodarczyk! W kolejnego akcji było już 3:0! Po rzucie rożnym wykonywanym przez Kiełbowicza, piłkę do bramki wbił ponownie Włodar! Niesamowite 5 minut Legii! W 39 minucie Żuraw znalazł się dobrej sytuacji, ale kapitalnie powstrzymał go Wojtek Szala. Na kilka minut przed końcem Sokół I próbował strzału głową – na posterunku był jednak Majdan. W ostatnich sekundach Kłos w złości uderzył z 40 metrów i tylko cud sprawił, że Boruc dosięgnął tej piłki!!! Skończyło się na strachu i rzucie rożnym.

Druga połowa to jeszcze lepsza gra Legii. Kapitalnie prezentował się Choto, który wielokrotnie ośmieszał Frankowskiego i jego kolegów! W zasadzie nie sposób jest wskazać Legionistę, który zanotowałby dziś słaby mecz. W 49 minucie dośrodkowanie Szali w ostatniej chwili wybił Baszczyński. W 56 minucie Saganowskiemu zabrakło centymetrów by odebrać piłkę Kłosowi pod polem karnym Jednak chwilę potem było 4:0! Na rajd zdecydował się Magiera, który wykończył swoją akcję pięknym strzałem obok Majdana! Gola koniecznie chciał zdobyć Kiełbowicz, ale nawet po świetnej akcji z Włodarczykiem strzelił ponad bramką. W 66 minucie niedawno wprowadzony Mijajlovic strzelał z linii pola karnego – prosto w Boruca. W odpowiedzi Saganowski główkował wprost w Majdana. Nie minęło kilka sekund a było już 5:0!!! Sagan odegrał głową do Włodarczyka a temu nie pozostało nic innego jak strzelić obok bezradnego Majdana! W 74 minucie Djoković po raz kolejny próbował strzału z dystansu, jednak i tym razem nie była to próba udana, aczkolwiek za każdym razem były to dość groźne uderzenia. Po chwili znalazł się sam przed Majdanem, ale skończyło się tylko na rzucie rożnym. Od tej chwili Legia opadła nieco z sił. Widać jak dużo ją kosztowało 80 minut gry na pełnych obrotach. Wykorzystał to Żurawski strzelając honorową i zarazem jedną z piękniejszych bramek meczu. Zrobiło się więc 5:1 i tak zostało już do końca.

Gratulacje można składać Legii bez końca. Nareszcie nasi piłkarze pokazali, że żaden przeciwnik nie jest im straszny, a i mistrzowi Polski potrafią zaaplikować 5 goli!

Autor: Szmiciu

Minuta po minucie










Relacja z trybun

Gdzie ten mistrz?

Mecze Legii z Wisłą są nazywane ostatnimi laty meczami sezonu. Nie na darmo. Choć nie zawsze, jak tym razem, decydują o mistrzostwie Polski, zawsze są ciekawe pod względem piłkarskim, jak i kibicowskim. W tym przypadku, co dawno się już nie zdarzyło, mecz Legii z Wisłą, przyciągnął na trybuny komplet widzów! Już dzień przed meczem nie było w kasach biletów, a setki osób odchodziły spod nich z kwitkiem.
Po "nieporozumieniach" na ostatnim meczu, wielką niewiadomą było, czy na meczu z Wisłą kontynuowany będzie protest z meczu z Lechem. Ostatecznie wszelkie spory z działaczami zeszły na bok i zdecydowano, że w czasie meczu z Wisłą pokażemy się z jak najlepszej strony. Decyzja ta podjęta była w momencie, gdy do meczu nie zostało już wcale dużo czasu, stąd też grupa przygotowywująca oprawę meczu miała tzw. wyścig z czasem.
Wiślacy mieli dostać na ten mecz 1000 biletów, ale jak się okazało przed meczem, do Krakowa dotarło zaledwie 500 wejściówek. Fakt, że Wiślacy większej liczby biletów od lat nam nie zapewniają, nie oznacza, że powinniśmy rewanżować się tym samym. Ostatecznie kibiców z Krakowa dotarło do Warszawy 600. Wśród nich nie brakowało przedstawicieli zaprzyjaźnionych z Wisłą klubów - Jagiellonii, Lechii, czy Śląska. Wszyscy przybyli święcie wierzyli w świętowanie tytułu mistrza Polski na naszym stadionie. To tak naprawdę mogli uczynić już dzień przed meczem. Otwarte do połowy szampany przeterminował gol Sikory dla Groclinu...
Przed spotkaniem, faworytem wydawał się zespół z Krakowa. To on miał przypieczętować "majstra" na Łazienkowskiej, powtarzając wynik sprzed paru lat. Do tytułu Wisła potrzebowała remisu...a dodajmy, że w tym sezonie krakowski zespół nie doznał jeszcze goryczy porażki. Przed meczem czuć było, że to pojedynek wyjątkowy. Na naszym płocie pojawiło się płótno legijnej grupy z Krakowa. "Nie Cracovia KS, ani Wisła GTS, bo w Krakowie też jest nasza Legia CWKS" - kilka razy śpiewali kibice. To właśnie nasi ziomale po szalu z Grodu Kraka mieli tego dnia powody do radości. Ale nie uprzedzajmy faktów ;-)
Wyjściu piłkarzy na boisko towarzyszyła oprawa, której po ostatnim meczu chyba nikt się nie spodziewał. "Zmienić tej tradycji nic nie jest w stanie - Legia była jest i wielka pozostanie" - takie hasło towarzyszyło kartonowo-foliowemu napisowi "XX(L)". Całość wyglądała naprawdę nieźle, a hasło powtarzał wielokrotnie grający przed i w przerwie meczu DJ z klubu Quo Vadis. Nasz doping początkowo był na najwyższym poziomie. Zdzierając gardła naprawdę mogliśmy powalić krakusów na kolana. I tak się w końcu stało! Bramka "Sokoła" I otworzyła wynik meczu! Radość na trybunach trudna do opisania. Skoro fetowanie pierwszej bramki trudno ubrać w słowa, jakich zwrotów i przymiotników użyć do opisania radości z drugiego i trzeciego gola?! Krakowski zespół został w ciągu kwadransa znokautowany, niczym Andrzej Gołota poprzedniej nocy...
Sektor gości, który starał się wspierać swoich zawodników, zamilkł. Wiślacy byli w szoku. Wizja fetowania mistrzostwa coraz bardziej się oddalała. Mimo to, "Armia Białej Gwiazdy" prezentowała się nieźle. Poza wokalem (ten mało dla nas słyszalny, żeby nie powiedzieć, że wcale) pokazali oni podwieszany na płocie, 3-metrowy napis "WISŁA", szarfy tworzące wzór "ABG", sektorówki "TSW" oraz flagę sektorową z białą gwiazdą, która prawdopodobnie została rozwinięta... do góry nogami. Wiślacy przygotowani byli na nasze śpiewy odnośnie tego, kto według nas zawsze jest mistrzem. Jak bowiem głosił przedmeczowy transparent "Legia była jest i wielka pozostanie". Tak więc w momencie śpiewania przez nas "Mistrzem Polski jest Legia", krakowscy kibice wywieszali prześcieradło z napisem "Możecie sobie śpiewać co chcecie - mistrza Polski mieć nie będziecie". Skoro mieć nie będziemy, trzeba było sprawić, by nikt inny na naszym stadionie nie cieszył się z takiego osiągnięcia. Do przerwy mecz zakończył się dobrze zwiastującym wynikiem 3:0.
W przerwie sporym wzięciem cieszyły się zimne napoje. Nic dziwnego, zważywszy na to, że od rana w Warszawie świeciło słońce, a temperatura była wybitnie letnia. Na płocie na skraju trybuny odkrytej pojawił się transparent z pozdrowieniami dla Dragomira Okuki, pod którego wodzą świętowaliśmy ostatni, jak do tej pory, tytuł Mistrza Polski. A, że Okuka przynosi Legii szczęście za każdym razem, gdy tylko pojawi się w stolicy, przekonaliśmy się po raz kolejny! W 60 minucie czwartego gola dla naszego zespołu strzelił Jacek Magiera!!! Część kibiców nie mogła widzieć tej bramki, bowiem w tym czasie boisko zasłaniała im jedna z trzech sektorówek. Żyleta z Krytą tego dnia wyjątkowo często "konwersowały". Były okrzyki na temat żony Majdana, były również pytania o zwycięzcę tego pojedynku. Po kolejnym trafieniu naszych piłkarzy dialog był następujący: "Wisła! Co? 5:0!". Oj, musiało to boleć Wiślaków, choć ci starali się nie przejmować wynikiem na boisku i kilkakrotnie skakali trzymając się za bary, odwracając się tyłem do boiska. Co w tym czasie śpiewali - nie wiemy, bowiem śpiewy warszawskich fanatyków były tak donośne, że nic innego nie mogło dochodzić do naszych uszu. "Idźcie do domu, my nie powiemy nikomu" - śpiewali kibice w kierunku "wypunktowanych" gości. Parę minut przed końcem meczu legioniści zaprezentowali jeszcze flagowisko złożone z dwustu flag na kijach. Gdyby tylko decyzja o "oprawianiu" tego spotkania zapadła wcześniej, byłoby jeszcze bardziej interesująco. No, ale cóż. Następnym razem będzie jeszcze lepiej! Niesamowicie brzmiało rytmicznie skandowane pytanie fanów "Gdzie ten mistrz?!". W odpowiedzi po raz kolejny obejrzeliśmy transparent, traktujący o tym, że "mistrzem i tak nie będziemy".
Sędzia w końcu zakończył ten nierówny pojedynek, który obserwowało 14 tysięcy widzów! Wszyscy w dobrych humorach mogli udać się na opijanie sukcesu. Wiślacy szampany muszą przymknąć przynajmniej do środy. Nas w środę czeka derbowy mecz z Polonią. O tym, że derby w stolicy nie mają takiej wartości, jak choćby analogiczne mecze w Łodzi, nie musimy nikogo przekonywać. Działacze Polonii przygotowali dla nas zaledwie 350 biletów, co jest tylko kroplą w morzu potrzeb...

Frekwencja: 14000
Kibiców gości: 600
Flagi gospodarzy: ok. 35
Flagi gości: 20

Autor: Bodziach

Komentarze (0)

© 1999-2019 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.