Puchar Polski
1/2 finału

5000
Warszawa
6.06.2005
18:00
Legia Warszawa
Dyskobolia Grodzisk Wlkp.
Legia Warszawa
1-1
Dyskobolia Grodzisk Wlkp.
18' Karwan
(1-0)
Sikora 65'
1 Artur Boruc
3 Wojciech Szala
4 Dickson Choto
25 Jakub Rzeźniczak 67'
11 Tomasz Kiełbowicz
6 Tomasz Sokołowski II
38 Jacek Magiera
13 Bartosz Karwan 46'
5 Aleksandar Vuković 63'
9 Marek Saganowski
33 Piotr Włodarczyk
12 Andrzej Krzyształowicz
4 Łukasz Surma 67'
22 Dariusz Zjawiński
19 Marcin Rosłoń
23 Tomasz Sokołowski I 63'
22 Paweł Kaczorowski 46'
Sebastian Przyrowski 33
Radek Mynar 2
Marcin Łukaszewski 5
Piotr Piechniak 20
Marcin Nowacki 11
Igor Kozioł 18
77' Adrian Sikora 11
Mico Vranjes 6
94' Marcin Radzewicz 20
91' Bartosz Ślusarski 18
Pance Kumbev 26
Mariusz Liberda 21
94' Sasza Cilinszek 4
91' Radim Sablik 14
77' Rafał Kaczmarczyk 8
Trener: Jacek Zieliński
Asystent trenera: Lucjan Brychczy
Kierownik drużyny: Ireneusz Zawadzki
Lekarz: Stanisław Machowski
Masażyści: Jerzy Somow, Zbigniew Sęktas
Trener: Dušan Radolsky
Asystent trenera: Jaroslav Belejcak
Lekarz: Jacek Kruczyński, Jacek Jaroszewski
Masażyści: Wojciech Spałek, Paweł Bamber
Sędziowie
Główny: Piotr Siedlecki
Asystent: Dariusz Wardak
Asystent: Marcin Lis
Techniczny: Grzegorz Gromyk
Relacja

Groclin bliżej finału

Dzisiejszy remis to nic innego jak bezsensowne ułatwienie rywalom awansu do finału Pucharu Polski. W tej chwili to Grodziszczanie są faworytami tej konfrontacji, mając w perspektywnie rewanż na własnym boisku. Kto by się spodziewał, że tak dobrze grająca ostatnio Legia zaprezentuje się tak przeciętnie na tle Groclinu. Nie można powiedzieć, że gospodarze zagrali źle. Po prostu nie wychodziło im to, co wcześniej wyśmienicie udawało się w pojedynkach z Wisłą i Polonią. Zawiodła głównie skuteczność, za którą w tym wypadku odpowiedzialny był głównie Piotr Włodarczyk. "Włodar" zmarnował kilka 100%-owych okazji do zdobycia gola. Nie można jednak napastnika Legii obwiniać za całe zło. Legia zagrała przeciętnie, to i Włodarczyk był przeciętny (w jego wypadku "przeciętność" oznacza katastrofę...). Szkoda straconych szans i prawdopodobnego odpadnięcia z Pucharu Polski, choć nie można jeszcze niczego przesądzać... Do Warszawy Groclin przyjechał bardzo osłabiony brakiem kiklu podstawowych graczy. Legia zagrała w optymalnym ustawieniu z powracającym do zdrowia Karwanem.

Od początku meczu gra toczyła się dość powoli. Dopiero w 8 minucie sygnał do ataku dali goście, którzy za sprawą Marcina Nowackiego zagrozili po raz pierwszy bramce Boruca. Strzał Marcina zza pola karnego obronił jednak golkiper Legii. W 9 minucie po odbiciu piłki od obrońców Włodarczyk znalazł się przypadkowo sam-na-sam! Niestety zbyt długo się wahał i Sebastian Przyrowski spokojnie wybronił strzał "Włodara". W 16 minucie akcję prawą stroną przeprowadziła Legia. Po ładnym dośrodkowaniu piłkę do siatki skierował głową Karwan! 1:0 dla Legii i wydawało się, że następne gole są tylko kwestią czasu. W odpowiedzi na stratę bramki Ślusarski strzelał z ostrego kąta, ale piłka po rękach Boruca wyszła na rzut rożny. W 24 minucie Adrian Sikora strzelał zza pola karnego prosto w bramkarza Legii. Chwilę potem dośrodkowanie Kiełbowicza w ostatniej chwili przecięli obrońcy Groclinu, a zapowiadało się na bardzo groźną akcję. W 34 minucie Ślusarski po indywidualnej akcji trafił piłką w słupek! Powinno być 1:1 i tylko ogromnemu szczęściu gospodarze zawdzięczali fakt, że nadal prowadzili. Jeszcze na sekundy przed końcem Włodarczyk próbował przelobować głową (!) Przyrowskiego, ale i tym razem niecelnie.

W drugiej odsłonie gra bardzo się zaostrzyła głównie za sprawą absurdalnych decyzji arbitra, który gwizdał faule których nie było, zaś gdy przewinienie rzeczywiście miało miejsce jego gwizdek milczał. Napięcia nie wytrzymał Boruc, który zaatakował słownie arbitra, za co otrzymał żółtą kartkę. W 53 minucie Saganowski dośrodkował po ziemi do "Włodara", ale ten nie potrafił wykorzystać idealnego sytuacji i ledwo trafił w piłkę. W 64 minucie spełniły się najgorsze przeczucia kibiców Legii. Padła bramka dla Grodziska. Obronę Legii wymanewrował Ślusarski, który wyłożył piłkę Sikorze a temu nie pozostało nic innego jak cieszyć się ze zdobytego (jakże cennego) gola. Po pięciu minutach Sokołowski II zagrał do Włodarczyka na prawą stronę pola karnego, a ten zamiast szybko oddać futbolówke wpadł niczym czołg w obrońców. Skończyło się tylko na rzucie rożnym. W 74 minucie drugą żółtą a w konsekwencji czerwoną kartkę ujrzał Nowacki. Jeszcze schodząc do szatni pokazał swoje niezadowolenie kibicom Legii... Chwilę później Kiełbowicz uderzył z linii pola karnego tuż nad poprzeczką. Ostatnie pięć minut meczu to istnie oblężenie bramki Przyrowskiego. Najpierw w 87 minucie Saganowski podał na szesnasty metr do Sokoła II, ale Tomek strzelił bardzo lekko prosto w ręce bramkarza. W kolejnej akcji Włodarczyk zmarnował wyborną sytuację w polu karnym. Już w doliczonym czasie gry Sokół II omal nie zdobył gola dośrodkowując w pole karne - skończyło się na rzucie rożnym. Po wykonaniu tego stałego fragmentu gry Sagan strzelał głową obok słupka. Chwilę potem sędzia zakończył pierwszy półfinał Pucharu Polski, w którym Legia zremisowała na własnym stadionie z Groclinem Grodzisk Wielkopolski.

Autor: Szmiciu

Minuta po minucie










Relacja z trybun

K jak kajak

Pierwotnie pierwsze spotkanie Pucharu Polski pomiędzy Legią a Groclinem miało zostać rozegrane w niedzielę. Na prośbę Legii, telewizja Polsat zmieniła jednak termin meczu na poniedziałek. Ten okazał się mało atrakcyjnym terminem, bowiem na trybunach stadionu Wojska Polskiego zasiadło zaledwie... ok. 5 tysięcy kibiców. Jak widać specjalne 10-cio procentowe zniżki dla karneciarzy nie okazały się kuszące. "Za te 3 złote kupię sobie piwo po meczu i będę świętować zwycięstwo" - padały głosy. Niestety, świętować nie było czego, ale nie uprzedzajmy faktów. Dodajmy tylko, że część kibiców weszła na stadion po około 30 minutach meczu. Tak właśnie sprawuje się nowy system biletowy... Nawet najbardziej zwariowanego kibica można w ten sposób odstraszyć. Kiedy zrozumieją to działacze?
Na stadionie było nas mało, ale nie miało to znaczenia przy dopingu. Śpiewaliśmy tego dnia naprawdę nieźle, momentami można było zapomnieć, że stadion jest prawie w 2/3 pusty. Na rozpoczęcie meczu przypadł debiut efektownej, malowanej flagi na płot z napisem "Legia Warszawa", herbem Legii, syrenką oraz godłem narodowym. Gdy z flagi zjęto przykrywającą ją płachtę, na trybunie rozświetliły się race. Po jednym meczu przerwy, na gniazdo powrócił "Staruch" i radził sobie bez zarzutu. Zagrzewał nas wszystkich do maksymalnego wokalnego wysiłku. Na boisku tymczasem trwała walka o lepszą pozycję wyjściową przed rewanżem. Już po kilkunastu minutach gry wyszliśmy na prowadzenie za sprawą Bartka Karwana. "Barteeeek Karwaaaan" niosło się po stadionie. Niestety blondwłosy zawodnik jeszcze w pierwszej połowie doznał kolejnej (która to już z kolei?) kontuzji i nie mógł kontynuować gry. Jeszcze przed przerwą, parokrotnie nasi obrońcy wystawiali nasze nerwy na próbę. Choto, Sokół II i Szala - żaden z nich nie był bez winy. Po kilku dobrych interwencjach Boruca, raz i on był bez szans. Na szczęście piłka trafiła w słupek i wyszła w pole. Kibice skandowali nazwisko warszawskiego golkipera, inni natomiast żartobliwie skandowali "Słupek, słupek" ;-)
W przerwie tematem przewodnim było dogadywanie szczegółów najbliższych wyjazdów - do Płocka i Grodziska. W przerwie działo się jednak więcej. Nagrodą tradycyjnego konkursu, polegającego na trafieniu piłką z połowy boiska do bramki, był tym razem...kajak. Tak, kajak :-) Czerwono-biało-zielony. "Idealny na wyjazd do Płocka" - dało się słyszeć żarty z trybun. Na boisku trwała jednak walka o nagrodę. Żaden z trzech uczestników konkursu nie trafił do bramki i kajak będzie wobec tego do wygrania na meczu z GieKSą. Kajak w poniedziałek, kajak w czwartek - takie hasło reklamowe polecamy ze swojej strony ;-) "Jak nikt do listopada go nie wygra, dorobią mu płozy i przerobią na sanie" - legioniści najwyraźniej byli w dobrych humorach.
Po przerwie na boisku byliśmy świadkami przeróżnych cyrków. Sędzia "sprawiedliwie" gwizdał tylko w jedną stronę. Jedna pomyłka? Ok. Dwie? Ale kilkanaście na przestrzeni kilku minut?! Tego było za wiele! "PZPN, PZPN...." - tę znaną w całym kraju przyśpiewkę o piłkarskiej centrali z wściekłością śpiewał cały stadion. "Kupiony, jak nic! Kasa leży pewnie w kajaku!" - sugerowali rozwścieczeni fani. Ich złości nie ma się co dziwić, w końcu arbiter Siedlecki oszukiwał nas na naszych oczach. To, że Jacek Zieliński nie wziął przykładu z Carlosa Alberto Torresa, znaczy tylko o jego kulturze osobistej. Nie wytrzymał natomiast Boruc, który zwrócił uwagę sędziemu, za co ukarany został żółtą kartką. Chwilę później Groclin, wobec fatalnej postawy naszej linii obrony, bez kłopotu zdobył wyrównującą bramkę. "Hej Legio jesteśmy z Wami" - odpowiedziały natychmiast trybuny. Kilkanaście minut później sędzia ukarał zawodnika Groclinu czerwoną kartką. Mimo to na boisko nie było widać, kto ma przewagę jednego gracza. "Kto gra w dziesiątkę?" - pytali retorycznie kibice. Na Żylecie "Staruch" mobilizował kibicowską brać - "Skoro przyszliście na mecz i mienicie się kibicami na dobre i na złe - macie teraz obowiązek zdzierać gardła do utraty tchu!" Pomogło. "Do boju Legio marsz" naprawdę musiało dodawać wiary piłkarzom. Ci jednak nie byli w stanie sklecić już ani jednej składnej akcji i mecz ten zakończył się bramkowym remisem, który w lepszej sytuacji przed rewanżem stawia grodziszczan. Z jednego punktu piłkarze gości cieszyli się sami. Do Warszawy tym razem nie pofatygowali się kibice Dyskobolii, którzy po serii wyjazdów, najwidoczniej potrzebowali głębszego oddechu. My niestety w kiepskich nastrojach opuszczaliśmy stadion, gdzie po raz kolejny spotkamy się już w czwartek. Jesteśmy pewni, że żegnający się z pierwszą ligą GKS nie opuści jakże atrakcyjnego wyjazdu do stolicy.

Frekwencja: 5000
Kibiców gości: 0
Flagi gospodarzy: 24

Autor: Bodziach

Komentarze (0)

© 1999-2019 Legionisci.com - niezależny serwis informacyjny o Legii Warszawa. Herb Legii, nazwa "Legia" oraz pozostałe znaki firmowe i towarowe użyte zostały wyłącznie w celach informacyjnych.